Jako osoba nie przepadająca szczególnie za horrorami stare "Alieny" widziałem z raz, jakiś czas temu i nie szczególnie wiele z nich pamiętam, przydałaby się powtórka. "Prometeusza" olałem kompletnie. "Alien: Covenant" obejrzałem właściwie przez przypadek, siadając jednak do seansu liczyłem na to, że jako osoba nie szczególnie zaznajomiona z serią, nie będąca fanem, wyciągnę znacznie więcej frajdy z filmu niż większość. Z początku byłem miło zaskoczony bo film szybko mnie wciągnął, niestety, gdzieś po połowie poziom radykalnie spada.
Domyślam się, że ominęło mnie sporo smaczków czy nawiązań, ale w żadnym momencie się nie pogubiłem.
+ Zawsze uważałem, że granie androida wcale nie jest łatwe, Fassbender radzi sobie w tej roli bardzo dobrze, choć trudno mówić o roli wybitnej. Gra tu dwie postacie właściwie i na szczęście obie się od siebie różnią, nie tylko pod względem charakteru co po prostu każdego gra nieco inaczej. Zdecydowanie ciekawiej wypada tutaj David, również z uwagi na jego historię. Konfrontację Fassbendera z Fassbenderem też ogląda się bardzo przyjemnie, chociaż po ostatnim roku serialowym Arrowverse zaczyna mnie nieco nudzić walka dwóch postaci granych przez tego samego aktora :P
+ Reszta obsady aktorskiej nie gra wybitnie czy nawet bardzo dobrze, ale widać, że próbują, większość całkiem nieźle bawi się na planie, próbują wlać trochę życia w swoje nudne postacie. W odróżnieniu od obsady takich hitów jak "Mumia" czy "Kong: Skull Island" (patrząc na ten rok) nie wyglądają na takich których na plan przyciągnięto na siłę. Szkoda, że scenarzyści nie postarali się dać im czegoś lepszego, jestem pewien, że mając fajniejsze postacie przy ich chęci i zaangażowaniu byliby w stanie wykreować bohaterów z którymi bardzo łatwo byłoby się zżyć i się przejmować ich losami.
+ Pierwsze 30-50 minut to naprawdę fajne kino, jest wciągające, momentami interesujące, to nic nadzwyczajnego, ale po prostu da się to oglądać, nie nudzi (mimo, że teoretycznie nic się nie dzieje specjalnego) i daje obietnicę całkiem porządnej rozrywki do końca.
+ Strona wizualna tego filmu to cudo. Scenografię są przepiękne, lokacje zostały dobrane idealnie (szkoda, że nikt w pełni nie wykorzystuje ich potencjału), świetnie zaprojektowane statki, czy te budowle, szkoda, że większośc rzeczy obserwujemy w nocy i rzadko można napawać się pięknym widokiem a eksploracja planety na moje jest trochę za krótka. Do tego dochodzą fantastyczne zdjęcia. Kilka scen które leżą pod względem napięcia i choreografii ratuje właśnie operator który stara się jak może. Świetne wrażenie robi także pracowania Davida.
- Historia jest absolutnie nieciekawa, dialogi baaardzo słabe, pozbawione emocji, życia przez co ten najbardziej przegadany okres filmu jest zwyczajnie nudny. Może powoduje to fakt, że nie znam poprzednika, ale nie dowiedziałem się tutaj nic ciekawego, niczym mnie nie zaskoczono, film jest do bólu przewidywalny, opowieści brakuje jakieś głębi czy lepszych pomysłów.
Może obejrzę "Prometeusza" i inaczej odbiorę fabułę tutaj.
- To jest horror? Żadnej strasznej sceny, jedynie jakieś nieudolne, standardowe próby zaskoczenia widza wyskakującą z cienia krwiożerczą bestią. Zarażeni wypadli całkiem dobrze, ale w momencie w którym zaczynała się lać z każdego miejsca na ich ciele krew i zaczęły wychodzić te okropne (pod względem efektów) stworki, cały urok pryskał. Na dodatek Ridley nie wie już jak budować napięcie bo w żadnej scenie nie ma go nawet odrobiny. W żadnej. A przecież sekwencja po tym jak pierwszy zarażony dociera na statek aż prosi się o szybsze bicie serca, jakąś mega muzykę, parę zaskakujących scen, można by ją oglądać na krawędzi fotela (zarówno ją jak i wszystko później do przybycia Davida). Ostatecznie wychodzi to strasznie nijako i bez pomysłu.
- Muzyka i dźwięki. Nie jestem koneserem horrorów, ale w większości filmów napięcie, poczucie strachu budują u mnie te dwa elementy. A tutaj tego kompletnie nie ma, muzyka daje radę w scenach gdzie akcji kompletnie nie ma a jak przychodzi co do czego to jakby jej nie było.
- Wszelkie potwory wyglądały pod względem CGI po prostu źle, najlepiej wypada ten ostatni acz tutaj bardzo starali się za dużo go nie pokazywać, a przynajmniej takie wrażenie odniosłem.
- Postacie są sztampowe, nudne, relacje między nimi są napisane na odwal sie (a jeśli cała załoga ma między sobą tak mocne więzi to aż prosiło sie o położenie większego nacisku na chemię między nimi), trudno przejmować się losem kogokolwiek.
- Scena seksu w kabinie jest...eeee, żanująca? Tak wepchnięta jakby na siłę bo ani to co się dzieje na jej końcu nie zaskakuje/przeraża ani ona tam szczególnie nie pasuje.
- Postacie są głupie, tak zwyczajnie, banda kretynów.
Takie mocne 4/10
Domyślam się, że ominęło mnie sporo smaczków czy nawiązań, ale w żadnym momencie się nie pogubiłem.
+ Zawsze uważałem, że granie androida wcale nie jest łatwe, Fassbender radzi sobie w tej roli bardzo dobrze, choć trudno mówić o roli wybitnej. Gra tu dwie postacie właściwie i na szczęście obie się od siebie różnią, nie tylko pod względem charakteru co po prostu każdego gra nieco inaczej. Zdecydowanie ciekawiej wypada tutaj David, również z uwagi na jego historię. Konfrontację Fassbendera z Fassbenderem też ogląda się bardzo przyjemnie, chociaż po ostatnim roku serialowym Arrowverse zaczyna mnie nieco nudzić walka dwóch postaci granych przez tego samego aktora :P
+ Reszta obsady aktorskiej nie gra wybitnie czy nawet bardzo dobrze, ale widać, że próbują, większość całkiem nieźle bawi się na planie, próbują wlać trochę życia w swoje nudne postacie. W odróżnieniu od obsady takich hitów jak "Mumia" czy "Kong: Skull Island" (patrząc na ten rok) nie wyglądają na takich których na plan przyciągnięto na siłę. Szkoda, że scenarzyści nie postarali się dać im czegoś lepszego, jestem pewien, że mając fajniejsze postacie przy ich chęci i zaangażowaniu byliby w stanie wykreować bohaterów z którymi bardzo łatwo byłoby się zżyć i się przejmować ich losami.
+ Pierwsze 30-50 minut to naprawdę fajne kino, jest wciągające, momentami interesujące, to nic nadzwyczajnego, ale po prostu da się to oglądać, nie nudzi (mimo, że teoretycznie nic się nie dzieje specjalnego) i daje obietnicę całkiem porządnej rozrywki do końca.
+ Strona wizualna tego filmu to cudo. Scenografię są przepiękne, lokacje zostały dobrane idealnie (szkoda, że nikt w pełni nie wykorzystuje ich potencjału), świetnie zaprojektowane statki, czy te budowle, szkoda, że większośc rzeczy obserwujemy w nocy i rzadko można napawać się pięknym widokiem a eksploracja planety na moje jest trochę za krótka. Do tego dochodzą fantastyczne zdjęcia. Kilka scen które leżą pod względem napięcia i choreografii ratuje właśnie operator który stara się jak może. Świetne wrażenie robi także pracowania Davida.
- Historia jest absolutnie nieciekawa, dialogi baaardzo słabe, pozbawione emocji, życia przez co ten najbardziej przegadany okres filmu jest zwyczajnie nudny. Może powoduje to fakt, że nie znam poprzednika, ale nie dowiedziałem się tutaj nic ciekawego, niczym mnie nie zaskoczono, film jest do bólu przewidywalny, opowieści brakuje jakieś głębi czy lepszych pomysłów.
Może obejrzę "Prometeusza" i inaczej odbiorę fabułę tutaj.
- To jest horror? Żadnej strasznej sceny, jedynie jakieś nieudolne, standardowe próby zaskoczenia widza wyskakującą z cienia krwiożerczą bestią. Zarażeni wypadli całkiem dobrze, ale w momencie w którym zaczynała się lać z każdego miejsca na ich ciele krew i zaczęły wychodzić te okropne (pod względem efektów) stworki, cały urok pryskał. Na dodatek Ridley nie wie już jak budować napięcie bo w żadnej scenie nie ma go nawet odrobiny. W żadnej. A przecież sekwencja po tym jak pierwszy zarażony dociera na statek aż prosi się o szybsze bicie serca, jakąś mega muzykę, parę zaskakujących scen, można by ją oglądać na krawędzi fotela (zarówno ją jak i wszystko później do przybycia Davida). Ostatecznie wychodzi to strasznie nijako i bez pomysłu.
- Muzyka i dźwięki. Nie jestem koneserem horrorów, ale w większości filmów napięcie, poczucie strachu budują u mnie te dwa elementy. A tutaj tego kompletnie nie ma, muzyka daje radę w scenach gdzie akcji kompletnie nie ma a jak przychodzi co do czego to jakby jej nie było.
- Wszelkie potwory wyglądały pod względem CGI po prostu źle, najlepiej wypada ten ostatni acz tutaj bardzo starali się za dużo go nie pokazywać, a przynajmniej takie wrażenie odniosłem.
- Postacie są sztampowe, nudne, relacje między nimi są napisane na odwal sie (a jeśli cała załoga ma między sobą tak mocne więzi to aż prosiło sie o położenie większego nacisku na chemię między nimi), trudno przejmować się losem kogokolwiek.
- Scena seksu w kabinie jest...eeee, żanująca? Tak wepchnięta jakby na siłę bo ani to co się dzieje na jej końcu nie zaskakuje/przeraża ani ona tam szczególnie nie pasuje.
- Postacie są głupie, tak zwyczajnie, banda kretynów.
Takie mocne 4/10
08-08-2017, 13:36






