Byłem, widziałem. Przyznam, że byłem bardzo ciekaw, z jednej strony nie lubię horrorów, nie czytałem książki a z drugiej byłem niesamowicie zaintrygowany po opiniach jakie krążą w internecie i na dodatek wielkim sukcesie w BO. Po prostu miałem zobaczyć ten film. Co prawda "IT" nie spowoduje, że zacznę chodzić regularnie do kina na horrory (bo nie zacznę), ale zdecydowanie nie mogę powiedzieć aby ten mój osobisty "eksperyment" się nie powiódł.
+ DZIECIARNIA, co za świetna młoda ekipa aktorska. Praktycznie u wszystkich nie widać typowej dla dziecięcych aktorów sztuczności. Emocje wręcz wylewają się z ekranu w każdej scenie z nimi, radzą sobie równie rewelacyjnie w luźnych, zabawnych scenach jak i tych dramatycznych (gdzie co poniektórzy wybijają się na wyżyny). Na dodatek każdy z nich jest znakomicie napisany, mają świetne dialogi i nie sposób nie czuć do nich wielkiej sympatii. Jak bym chciał być w takiej ekipie....nawet Mike i Stanley których jest chyba najmniej (a Wyatt Oleff gra najgorzej) świetnie wypadają w całej grupie. Każdy dramat jest dobrze napisany, z wyczuciem. Sceny kradną przede wszystkim Sophia Lillis (chyba nie muszę tłumaczyć czemu :P, to nie jest nowa Amy Adams, ona ma pełne predyspozycje by być lepsza), Jaeden Lieberher który w każdej dramatycznej scenie jest ZNAKOMITY oraz zabawni i przesympatyczni Wolfhard i Grazer.
No i jeszcze jest aktor od Georgiego który wykonał robotę nie gorszą od starszych kolegów.
Gdyby przyznawano Oscary w kategorii "Najlepsza aktorska ekipa" miałbym swojego faworyta.
+ Scenariusz, co prawda mam do niego pewne zastrzeżenia, ale zdecydowanie trzeba zaliczyć go na plus. Bardzo podobało mi się podejście do całej historii, walki z lękami które prezentował sobą Pennywise. Nie ma tu nic odkrywczego, nic oryginalnego czy zaskakującego. Historia jest jednak spójna, intrygująca momentami, ma znakomicie rozpisane relacje i dialogi. Dramaty nie są przesadzone czy sztuczne, wszystko jest zrobione z wyczuciem bez kija w tyłku którego się trochę obawiałem. W porównaniu z większością filmów rozrywkowych ostatnich lat scenarzyści odwalili kawał dobrej roboty.
+ Pennywise. Nie jestem jednym z tych dziwnych ludzi którzy boją się klownów, natomiast Pennywise faktycznie powodował, że czułem się nieswojo. Twórcy umiejętnie budują w niektórych momentach otoczkę tajemnicy, ciekawie, ale również oszczędnie (nawet zbyt oszczędnie) serwując nam informacje o całym demonie. Nikt się jednak nie bawi w wyjaśnienia czym jest Pennywise i to kolejny wielki plus (choć nie wiem jak to wygląda u Kinga i będzie w "Chapterze 2"), on sam jako klown jest wykonany perfekcyjnie, świetne połączenie charakteryzacji i efektów specjalnych, nie żeby był nie wiadomo jakim straszakiem, ale w każdej scenie z nim serce biło mi odrobinę szybciej. Skarsgard co prawda nie dostał nie wiadomo czego do zagrania, scenariusz go niestety ogranicza, ale to co mógł zagrał na 100% tworząc klimatycznego, dobrego villaina który najzwyczajnie w świecie spełnia swoją rolę. żyjemy w czasach kiedy bardzo trudno jest zrobić oryginalnego villaina w filmie rozrywkowym, w "IT" nikt tego nie próbuje a wszyscy po prostu starają się jak najlepiej wykonać tego przeciwnika jakiego mają i jak najbardziej im się to udaje.
+ Muzyka...rewelacyjna! W wielu scenach gra pierwsze skrzypce, ani na moment nie znika, idealnie buduje klimat grozy, napięcia, ale również umila sceny bardziej zwyczajne.
+ Muschietti ewidentnie przelał w ten film całe serce i zdolności. Nie jest to cud kinematografii pod względem realizacji, reżyserii, ale po prostu świetnie pomyślany, wypełniony wyobraźnią reżysera film. "IT" kompletnie nie powodowało, że się bałem (co można uznać za minus) za to w każdej scenie trzymało w napięciu. Dzięki świetnej muzyce, montażowi, operatorce. Co prawda trudno się zaskoczyć bo nawet ameba przewidzi 90% straszaków w tej produkcji, ale to nie przeszkadza w wciągnięciu się w akcje, wydarzenia. Kilka razy "straszaki" były wykonane naprawdę pomysłowo i interesująco, prawie nigdy nie było to po prostu "buuu, znikam". Wszystkie wersje demona, dziwne stworzenia - to wszystko jest wykonane znakomicie.
Nie brakuje paru perełek jak rewelacyjna scena w łazience czy naprawdę dobry finał lub scena z filmem. Muschietti wyciąga ile może ze scen akcji, ale również świetnie prowadzi całą ekipę i buduje dramatyzm całego filmu. Istnieje gigantyczna przepaść między Andresem a takim Wingardem od "Death Note", tutaj widać faktycznie pasję, chęci które nie znikają nawet na moment. Oby faktycznie Muschietti zrealizował "Justice League Dark", biorę w ciemno.
+ Krew, brutalność, jest tego dużo, bardzo dużo, ale wszystko w granicach dobrego smaku. Absolutnie w żadnym momencie nie czuć przesytu przemocą dziejącą się na ekranie, wszystko jest wyważone przez co ta przemoc robi prawdziwe wrażenie, nie staje się kiczowata i zniechęcająca. Nawet krew tryskająca z umywalki nie wywołała typowego przy takich scenach u mnie niesmaku. Nie ma też niepotrzebnej moim zdaniem nagości a pewna scena z książki o której słyszałem kompletnie by tu nie pasowała.
- Mimo, że generalnie scenariusz idzie na plus to uważam, że w pewnych momentach twórcy nie pociągnęli odpowiednich wątków. Zdecydowanie zabrakło mi czegoś więcej o Pennywisie, zwłaszcza, że to co było wypadało świetnie. Rozmowy o jego działalności są sporadyczne, informacje są serwowane bardzo szczątkowo. Ma to swoje plusy, ale nie powiem, chciałbym aby bohaterowie więcej czasu poświęcili na rozeznanie czy dyskusje o demonie. Finał trochę również obdziera klowna z tajemniczości, to dziwne uczucie bo po przecież nic się o nim nie dowiedzieliśmy. Acz nie znam książki, nie wiem jak to będzie dalej wyglądać.
Mimo, że jest ich sporo brakowało mi również paru scen z "integracją" ekipy z szczególnym wskazaniem na Stanleya i Mike, nie wiem czy King to tłumaczy, ale poziom niezainteresowania i olania wszystkich wydarzeń przez dorosłych jest też słaby, ich praktycznie nie ma, na nic nie reagują, przemykają w tle. Oby było na to jakieś wytłumaczenie sensowne.
- Dla niektórych minusem może być fakt, że film nie jest straszny, za to choć różne straszydła są pomysłowa to CGI nie zawsze daje radę, w pewnych momentach widać niedociągnięcia. Niektóre straszaki wywoływały też u mnie cichy śmiech mimo, że teoretycznie nie powinny, były tak groteskowe, że kompletnie nie umiałem poczuć grozy im towarzyszącej. Ale jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało bo napięcie było obecne cały czas, domyślam się też, że to mógł być zabieg twórców.
- Ekipa Bowersa choć ważna dla fabuły mnie osobiście irytowała, jestem już totalnie znudzony szkolnymi tyranami. Choć przecież nie ma w "IT" postaci oryginalnej, nie zbudowanej na określonych schematach. Ale tylko w ich przypadku faktycznie mi to przeszkadzało. Zwłaszcza, ze aktorzy (choć nie są źli) nie dają rady kolegom z Klubu Frajerów którzy biją ich na głowę.
- Ostatnie sceny, nie wiem czemu, ale jakoś nie pasowały mi do całego tonu filmu. To była zdecydowanie zbyt sztampowa zapowiedź sequela, skojarzyło mi się to z większością tych kiepściutkich filmideł które zapowiadały sequel i nigdy się go nie doczekały. Ale to już taki drobiazg.
OCENA: 8/10
Opinia chaotyczna dość i zapewne czytanie jej nie będzie niesamowitą przyjemnością, ale musiałem przelać swoje wrażenia do postu :P Czekam na "IT 2" jak najbardziej. Nie polecę na premierę, raczej wyczekam aż będe miał na 100% pustą salę (to co przeżyłem na tym seansie było KOSZMAREM znacznie straszniejszym od filmu). Liczę na naprawdę świetna obsadę bo ci młodzi aktorzy zasługują aby zastąpili ich ludzie którzy znają się na swojej robocie.
"IT" jest pomysłowe, klimatyczne, pełne pasji i wigoru, film na którym przede wszystkim bardzo dobrze się bawiłem. Na tą chwilę spokojnie TOP 5 tego roku (obok "Wonder Woman", "Dunkierki", "Logana" i "War for the Planet of the Apes").
16-09-2017, 01:10






