Zgaduję, że zapewne chodzi o to, że fajny bohater/bohaterka to fajny bohater/bohaterka niezależnie od płci i że kinomaniakom powinno po prostu zależeć na dobrych bohaterach/bohaterkach, a nie skupiać się na parytetach płciowych.
Jeżeli większość z nich to kobiety? Spoko.
Jeżeli większość z nich to mężczyzni? Również spoko.
Jeżeli będzie względna równowaga? Też spoko.
Bo "sprawiedliwość", nie jest w tutaj wartością samą w sobie. Sprawiedliwość nie ma absolutnie niczego do tego czy bohater/bohaterka jest fajny czy nie. W ogóle uważam, że mówienie o "sprawiedliwości" jest nie do końca trafione, bo to sugeruje jakby jedna płeć "dostawała" więcej od drugiej, co do czego jestem nieprzekonany, bo kwestia lubienia postaci/utożsamiania się z nią, tylko dlatego, że ma takie same genitalia jak Ty, jest moim zdaniem mocno przeceniana. Nie potrzebuję waginy i piersi, by stwierdzić, że Furiosa czy Claire Underwood, są fajne jako postaci.
Innymi słowy, ja nie miałbym absolutnie nic przeciwko, gdyby 2018 był rokiem popkultury totalnie zdominowanym przez kobiety, pod warunkiem jeżeli ta dominacja nie byłaby wynikiem kalkukacji na zasadzie "wciśnijmy więcej kobiet, bo tak", a zamiast tego wynikiem pisania fajnych postaci, które akurat tak by się złożyło, były kobiece. Jest w tym zasadnicza różnica.
Jeżeli już doszukiwać się jakieś wartości w zwiększeniu ilości postaci kobiecych w popkulturze, to byłoby to zapewne potencjalnie zwiększenie ilości nowych, ciekawych i oryginalncyh perspektyw, bo jednak są pewne tematy, któe wyglądają inaczej, gdy przedstawi się je z żeńskiej perspektywy. Większa ilość blockbusterów z kobiecymi bohaterkami, mogłaby (choć zdecydowanie nie musi, należy o tym pamiętać) potencjalnie zmienić nieco styl owych blockbusterów i dać nam coś odrobinkę innego, niż to czym byliśmy karmieni do tej pory, przez dekady.
Przy czym tu dochodzimy do kwestii, że filmy takie jak rebooty znanych marek z płciową roszadą, raczej nie są najlepszym sposobem na osiągnięcie powyższego.
Gdybym przeczytał newsa o tym, że jakiś reżyser wpadł na pomysł nakręcenia oryginalnego blockbustera z grupową, ensamble obsadą samych kobiet, dlatego, że taki miał własnie pomysł i wszystkie te kobiece postaci, naturalnie wychodziłyby z owego pomysłu, to nie miałbym absulutnie nic przeciwko temu. Natomiast rebootowanie istniejącego już pomysłu pisanego oryginalne z myślą o facetach, i zrobieniem płciowej zamianki, tylko i wyłącznie ze względu politycznego ciśnienia reprezentacji, to jest najczęściej przepis na gówno.
Nie twierdzę nigdzie, że to jest koniecznie "Sztuczne", czy że film na pewno będzie do bani (wzięcie na warsztat istniejącego już, "męskiego" pomysłu, tak by miał artystyczny sens i jakość w żeńskim wykonaniu, również można postrzegać jako scenopisarkie wyzwanie, z którego może wyjść coś super), ale generalnie większość pomysłów w sztuce, które wychodzą z powodów politycznych, często wychodzi fałszywie, więc do nowych Oceanów podchodzę jednak sceptycznie.
Jeżeli większość z nich to kobiety? Spoko.
Jeżeli większość z nich to mężczyzni? Również spoko.
Jeżeli będzie względna równowaga? Też spoko.
Bo "sprawiedliwość", nie jest w tutaj wartością samą w sobie. Sprawiedliwość nie ma absolutnie niczego do tego czy bohater/bohaterka jest fajny czy nie. W ogóle uważam, że mówienie o "sprawiedliwości" jest nie do końca trafione, bo to sugeruje jakby jedna płeć "dostawała" więcej od drugiej, co do czego jestem nieprzekonany, bo kwestia lubienia postaci/utożsamiania się z nią, tylko dlatego, że ma takie same genitalia jak Ty, jest moim zdaniem mocno przeceniana. Nie potrzebuję waginy i piersi, by stwierdzić, że Furiosa czy Claire Underwood, są fajne jako postaci.
Innymi słowy, ja nie miałbym absolutnie nic przeciwko, gdyby 2018 był rokiem popkultury totalnie zdominowanym przez kobiety, pod warunkiem jeżeli ta dominacja nie byłaby wynikiem kalkukacji na zasadzie "wciśnijmy więcej kobiet, bo tak", a zamiast tego wynikiem pisania fajnych postaci, które akurat tak by się złożyło, były kobiece. Jest w tym zasadnicza różnica.
Jeżeli już doszukiwać się jakieś wartości w zwiększeniu ilości postaci kobiecych w popkulturze, to byłoby to zapewne potencjalnie zwiększenie ilości nowych, ciekawych i oryginalncyh perspektyw, bo jednak są pewne tematy, któe wyglądają inaczej, gdy przedstawi się je z żeńskiej perspektywy. Większa ilość blockbusterów z kobiecymi bohaterkami, mogłaby (choć zdecydowanie nie musi, należy o tym pamiętać) potencjalnie zmienić nieco styl owych blockbusterów i dać nam coś odrobinkę innego, niż to czym byliśmy karmieni do tej pory, przez dekady.
Przy czym tu dochodzimy do kwestii, że filmy takie jak rebooty znanych marek z płciową roszadą, raczej nie są najlepszym sposobem na osiągnięcie powyższego.
Gdybym przeczytał newsa o tym, że jakiś reżyser wpadł na pomysł nakręcenia oryginalnego blockbustera z grupową, ensamble obsadą samych kobiet, dlatego, że taki miał własnie pomysł i wszystkie te kobiece postaci, naturalnie wychodziłyby z owego pomysłu, to nie miałbym absulutnie nic przeciwko temu. Natomiast rebootowanie istniejącego już pomysłu pisanego oryginalne z myślą o facetach, i zrobieniem płciowej zamianki, tylko i wyłącznie ze względu politycznego ciśnienia reprezentacji, to jest najczęściej przepis na gówno.
Nie twierdzę nigdzie, że to jest koniecznie "Sztuczne", czy że film na pewno będzie do bani (wzięcie na warsztat istniejącego już, "męskiego" pomysłu, tak by miał artystyczny sens i jakość w żeńskim wykonaniu, również można postrzegać jako scenopisarkie wyzwanie, z którego może wyjść coś super), ale generalnie większość pomysłów w sztuce, które wychodzą z powodów politycznych, często wychodzi fałszywie, więc do nowych Oceanów podchodzę jednak sceptycznie.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
20-12-2017, 22:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-12-2017, 22:47 przez Proteus.)





