Płeć w "Ghostbusters" dużo zmienia, tak jak zmieni w "Ocean's 8". Nie są to może typy filmu jak "Heat", że gdybyś zmienił mężczyzn na kobiety, to sens gdzieś by uciekł. Ale jednak atmosfera, relacje pomiędzy bohaterkami będą inne niż między facetami. Kurczę, przecież dużo mniejsze szczegóły w filmach mają znaczenie, a ty piszesz, że płeć nie ma :D
Poza tym jest mnóstwo tematów, w której taka zamiana byłaby ewidentnie niemożliwa. Tak jak "Get out" bez czarnych byłby pozbawiony logiki. No i chodzi również o pozafilmowe znaczenie tej reprezentacji. Kwestie pokazywane w kinie, czasem w ogóle zauważane i nazywane, przestają być tabu i normalnieją. Ciekawsze, mniej szablonowe bohaterki to więcej możliwości dla kobiet w rzeczywistości. Problemy kobiet ukazywane w kinie i telewizji powiększają świadomość w społeczeństwie. Np. zobaczyłem w tym roku trzeci sezon "Broadchurch". Świetna historia o gwałcie z żeńskiej perspektywy. Naprawdę sporo mi uświadomiła.
Myślę, że mogę pisać o perspektywie męskiej i żeńskiej, bo to najbardziej podstawowa, fundamentalna różnica we wszechświecie. Mogę też pisać o perspektywie Amerykanina, młodego człowieka, starca, Finchera, Nolana, itd. Ale to rozróżnienia wtórne i bardziej szczegółowe. Sztuka upraszcza, idealizuje i sprowadza do uniwersalności. Rzadko ogląda się (albo czyta książkę) o pojedynczym, wyjątkowym indywiduum. Jednostkową historię za każdym razem można rozciągnąć na większą część społeczeństwa. Filmy mówią o uniwersalnych zachowaniach, procesach, emocjach, relacjach, itd. "American Beauty" to nie są jedynie losy Lestera, a obraz o kryzysie wieku średniego. Sam język filmu jest uniwersalny, gatunki są budowane według reguł, które wszyscy znamy, śmiejemy się lub boimy w podobnych momentach. Spieramy się o filmy, ale wiele odbieramy podobnie. Jesteśmy zachwyceni kiedy coś w nas rezonuje z tym co widzimy na ekranie.
Koniec końców każdy jest wyjątkowy, ale mamy bardzo wiele wspólnego. Ludzie z miast różnią się od ludzi z wsi. Bogaci reagują inaczej niż biedni, kobiety inaczej niż mężczyźni. I widać tutaj mnóstwo prawidłowości. Nawet użytkownicy na tym forum mają na tyle wiele wspólnego, że można by mówić o jakiejś wspólnej perspektywie na kino :) Dlatego dobry film o kobietach zawsze będzie czymś więcej niż tylko historią z mężczyznami podmienionymi na kobiety. A czy będzie tak w przypadku "Ocean's 8"? Nie wiem, ale nie o to chodzi w tej dyskusji.
Przeczytałem ostatnio "Mindhuntera". Mózg mi rozwaliła świadomość tego, ile można się dowiedzieć na podstawie miejsca zbrodni i ułożenia ofiary. Ważne punkty w życiorysie, cechy charakteru, zawód, wiek, nawet samochód mordercy i jego kolor. I wszyscy seryjni zabójcy mają zaskakująco zbieżną przeszłość. Takie wnioskowanie odbywa się na podstawie wspólnoty doświadczeń. Znając zachowanie kogoś w jakiejś sytuacji, można przewidzieć reakcję kogoś w podobnej, bo jesteśmy trochę jak zwierzęta w stadzie. Więc Crov, jesteś oczywiście, wspaniałym, wyjątkowym człowiekiem, ale jest mnóstwo osób, myślących podobnie jak ty, reagujących jak ty, lubiących to, co ty. To normalne :) Jesteśmy jednostkami, ale funkcjonujemy w szerszych grupach.
W swoim filmie nie mówiłbyś jedynie za siebie.
A twór za 200 mln dolarów posiada indywidualną, autorską perspektywę? No chyba jak kręci Fincher.
I wcale nie muszę być na ekranie zamiast Jeniffer, żeby poczuć, że perspektywa zgadza się z moją :)
Poza tym jest mnóstwo tematów, w której taka zamiana byłaby ewidentnie niemożliwa. Tak jak "Get out" bez czarnych byłby pozbawiony logiki. No i chodzi również o pozafilmowe znaczenie tej reprezentacji. Kwestie pokazywane w kinie, czasem w ogóle zauważane i nazywane, przestają być tabu i normalnieją. Ciekawsze, mniej szablonowe bohaterki to więcej możliwości dla kobiet w rzeczywistości. Problemy kobiet ukazywane w kinie i telewizji powiększają świadomość w społeczeństwie. Np. zobaczyłem w tym roku trzeci sezon "Broadchurch". Świetna historia o gwałcie z żeńskiej perspektywy. Naprawdę sporo mi uświadomiła.
Myślę, że mogę pisać o perspektywie męskiej i żeńskiej, bo to najbardziej podstawowa, fundamentalna różnica we wszechświecie. Mogę też pisać o perspektywie Amerykanina, młodego człowieka, starca, Finchera, Nolana, itd. Ale to rozróżnienia wtórne i bardziej szczegółowe. Sztuka upraszcza, idealizuje i sprowadza do uniwersalności. Rzadko ogląda się (albo czyta książkę) o pojedynczym, wyjątkowym indywiduum. Jednostkową historię za każdym razem można rozciągnąć na większą część społeczeństwa. Filmy mówią o uniwersalnych zachowaniach, procesach, emocjach, relacjach, itd. "American Beauty" to nie są jedynie losy Lestera, a obraz o kryzysie wieku średniego. Sam język filmu jest uniwersalny, gatunki są budowane według reguł, które wszyscy znamy, śmiejemy się lub boimy w podobnych momentach. Spieramy się o filmy, ale wiele odbieramy podobnie. Jesteśmy zachwyceni kiedy coś w nas rezonuje z tym co widzimy na ekranie.
Koniec końców każdy jest wyjątkowy, ale mamy bardzo wiele wspólnego. Ludzie z miast różnią się od ludzi z wsi. Bogaci reagują inaczej niż biedni, kobiety inaczej niż mężczyźni. I widać tutaj mnóstwo prawidłowości. Nawet użytkownicy na tym forum mają na tyle wiele wspólnego, że można by mówić o jakiejś wspólnej perspektywie na kino :) Dlatego dobry film o kobietach zawsze będzie czymś więcej niż tylko historią z mężczyznami podmienionymi na kobiety. A czy będzie tak w przypadku "Ocean's 8"? Nie wiem, ale nie o to chodzi w tej dyskusji.
Przeczytałem ostatnio "Mindhuntera". Mózg mi rozwaliła świadomość tego, ile można się dowiedzieć na podstawie miejsca zbrodni i ułożenia ofiary. Ważne punkty w życiorysie, cechy charakteru, zawód, wiek, nawet samochód mordercy i jego kolor. I wszyscy seryjni zabójcy mają zaskakująco zbieżną przeszłość. Takie wnioskowanie odbywa się na podstawie wspólnoty doświadczeń. Znając zachowanie kogoś w jakiejś sytuacji, można przewidzieć reakcję kogoś w podobnej, bo jesteśmy trochę jak zwierzęta w stadzie. Więc Crov, jesteś oczywiście, wspaniałym, wyjątkowym człowiekiem, ale jest mnóstwo osób, myślących podobnie jak ty, reagujących jak ty, lubiących to, co ty. To normalne :) Jesteśmy jednostkami, ale funkcjonujemy w szerszych grupach.
W swoim filmie nie mówiłbyś jedynie za siebie.
A twór za 200 mln dolarów posiada indywidualną, autorską perspektywę? No chyba jak kręci Fincher.
I wcale nie muszę być na ekranie zamiast Jeniffer, żeby poczuć, że perspektywa zgadza się z moją :)
21-12-2017, 08:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-12-2017, 08:40 przez patyczak.)





