Cytat:To w końcu najmniejsze detale mają znaczenie, czy może sztuka upraszcza, idealizuje i sprowadza do uniwersalności? (BTW, to ogromna generalizacja.)
Mnie się tutaj nic nie kłóci. Gdyby w "American Beauty" grał inny aktor niż Kevin Spacey oraz w ogóle inna obsada i nie nakręciłby tego Mendes, a muzyki nie napisałby Newman, to mielibyśmy całkiem inny film, ale to nadal byłby jakiś uproszczony, wyidealizowany wycinek z rzeczywistości. No jasne, że jest to generalizacja, ale wychodzę z założenia, że każda historia spisana przez człowieka jest gorszą kopią rzeczywistości :D
Cytat:Zgadzam się. :) Dlaczego więc ogranicząć to do mówienia o płci? Dlaczego mówić: "fajnie, żeby było więcej filmów z kobietami"; "fajnie, żeby było więcej filmów z czarnymi"; "fajnie, żeby było więcej filmów z patyczakiem"; fajnie, żeby było więcej filmów z Crovem"; a nie... po prostu: "fajnie, żeby było więcej filmów"? Jaka jest tutaj różnica?
Jeżeli się zgadzasz, to fajnie :) Ja ci już napisałem, że tę dyskusję mógłbym pisać o innych nierównościach. Arbitralnie wybrałem taką i masz prawo zarzucać mi, że olałem w dyskusji inne. Ale świat nie jest doskonały i nie można w jednej chwili zadowolić wszystkich. Ale kiedy piszesz, że fajnie jakby było więcej filmów z patyczakiem, to tego nie rozumiem. Znowu robisz znak równości między częścią społeczeństwa, a pojedynczą jednostką.
Cytat:Perspektywa Jennifer Lawrence nie będzie taka sama jak perspektywa mojej koleżanki, jej równolatki, a jej taka jak moja, a twoja taka jak moja, a Fassbendera taka jak twoja.
Ale kiedy Lawrence gra w "Winter's Bone", to nie jest już sławną aktorką, a my oglądamy historię młodej kobiety na redneckowym zadupiu, jakich w Stanach zapewne mnóstwo, a przynajmniej o wiele więcej niż znanych aktorek z oskarami w garści.
Cytat:Moim zdaniem stawiasz zupełnie arbitralną granicę w sztucznym miejscu. Mógłbyś zrobić "Heat" czy "Bad Boys" z kobietami, pod warunkiem, że byłyby to kobiety z doświadczeniami i charakterami potrzebnymi, by znaleźć się tam, gdzie wymaga od nich film (czyli takimi jak Vince i Neil). Tak samo, jak mógłbyś zrobić bohaterów "Heat" czarnoskórymi albo Azjatami. Tylko, że sam ten fakt nie zmienia niczego poza kosmetyką, bo musiałoby się zmienić coś więcej niż płeć czy kolor skóry.
Ja sobie tego nie wyobrażam. Wydaje mi się, że gdybyś przełożył fabułę "Heat" w 100 procentach i obsadził kobietami, to film straciłby moc i autentyzm - stałby się sztuczny. Albo może ujawnia się we mnie szowinista, a kobiety w niczym nie różnią się od mężczyzn :D
Cytat:Swoją drogą, chętnie przeczytałbym Twój post/artykuł o tym, co nie mogłoby mieć miejsca w "Ghostbusters" Feiga, gdyby tylko bohaterami byli mężczyźni.
Nie umiem napisać konkretnie, ale przecież oglądałoby się inaczej. Nie piszę o tym, że tam pojawiają się motywy, które nie mogłby się pojawić w filmie z mężczyznami. Nie o to chodzi.
I też w ogóle nie sugeruję tego, że tylko kobieta może się utożsamić z kobiecą bohaterką, a żeby cieszyć się seansem "Cast Away" musisz mieć doświadczenie z pobytem na bezludnej wyspie. Dżizys :D
Zmęczyłem się, więc podsumujmy. Chciałbym po prostu więcej ciekawych kobiecych bohaterek (więcej gejów, Crovów i patyczaków też) w kinie, bo oznacza więcej dobrych filmów w ogóle. Więcej ciekawych tematów, nowych perspektyw. I lepszy świat. I jeszcze uważam, że ilość przechodzi w jakość :*
21-12-2017, 11:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-12-2017, 11:19 przez patyczak.)





