O, tak. Jestem niestety mało czujny w temacie muzyki filmowej, ale ta Pembertona zdecydowanie zapadła mi w pamięć. Jak na moje mało wyrafinowane ucho, to "King Arthur" miał wręcz chyba najciekawszy score w 2017 roku. Szkoda, że go pominięto. Zasłużył moim zdaniem na wyróżnienie. To taki przykład gdzie muzyki niesamowicie poprawia odbiór filmu. Bez niej byłoby źle. A z nią udało się wytworzyć taki nieoczywisty klimat. To chyba właśnie dzięki Pembertonowi dobrze wspominam ten film, mimo jego miliona wad.
.
20-02-2018, 12:13





