po wizycie w kinie postanowiłem przekopać się przez wypowiedzi marudzących i krytykujących tetrykow. absurdalność ich argumentacji bywa zatrważająca:
Lipińska:
W ostatecznym rozrachunku âAmerican Gangsterâ pozostawił we mnie tyle samo radości, iż nie zrobił go Scorsese, co żalu, że za materiał nie zabrał się Spike Lee. On z pewnością zaobserwowałby w scenariuszu Steveâa Zailiana więcej współczesnych odniesień i uczyniłby z niego arcydzieło, a nie tylko gangsterską historię w klasycznym stylu.
znacie gangsterskie historie w nieklasycznym stylu? tak tylko pytam. no wiecie, wykorzystujące schemat inny niż "droga na szczyt"? jeśli znacie jakieś postmodernistyczne wariacje, piszcie. i do jasnej ciasnej o jakie "współczesne odniesienia" chodziło Lipińskiej? Irak? Afganistan? WTC? Bin Laden? tarcza antyrakietowa? dziura ozonowa? jeśli mnie pamięć nie myli (uprzedzam: mogę być w błędzie) pierwszą z wież Światowego Centrum Handlu wzniesiono w 1972 roku, ale wtedy działalność na rynku narkotykowym Lucasa pomału dogorywała, więc nawiązania do WTC odpadają. tak czy inaczej, dzięki bogu, ze Scott pozostał nieugięty i nie poszedł za modą wtrynianie gdzie popadnie żenujących odwołań do bieżącej sytuacji politycznej. to, czego domaga się Lipińska, to zwyczajne pretensjonalne anachronizmy.
Chaciński:
W âAmerykańskim gangsterzeâ jest oczywiście znowu świetny Denzel (wiadomo, Denzel to Elvis kina), jest świetna muza, są świetne stroje, ale czego z tych rzeczy nie widziałem nigdy wcześniej?
a to już w ogóle istna masakra. zastanówmy się nad alternatywą: skoro świetna muza nie jest świetna, bo autor powyższego fragmentu słyszał wcześniej świetne muzy, to w takim razie jaka muza mogłaby go zadowolić? świetniejsza od świetnej? Denzel też jest świetny, ale skoro autor widział już świetnego gangstera, to Denzel nie może być świetny. pytam więc: co musiałby zrobić Denzel, żeby być świetnym (pomimo faktu, że i tak był świetny)? na ogół podpisuje się pod wypowiedziami Chacińskiego, bo facet mądrze gada (jako chyba jedyny z esensjonalnych tetryków dostrzegł fenomen MV), ale tutaj zwyczajnie się zagubił.
Walkiewicz:
Spotkanie bohaterów wypada tak późno, że ciekawa relacja między nimi zostaje jedynie zaznaczona.
to prawda, że AG powtarza schemat "drogi na szczyt", jakże charakterystyczny dla WSZYSTKICH gangsterskich historii. ale poza tym jednym, niemożliwym do uniknięcia powtórzeniem wprowadza rozwiązanie niespotykane w tego typu filmach. pisałem już o tym: antagonista i protagonista spotykają się na samym końcu w jednej z najlepiej zagranych, nakręconych i emocjonalnie obliczonych scenach roku 2007. wydawać by się mogło, że marudy, narzekające na wtórność AG, będą zachwycone tym odważnym i niekonwencjonalnym posunięciem. ale gdzie tam! wykorzystają ten pomysł jako dowód, obciążający reżysera. kompletny brak konsekwencji w wygłaszanych opiniach i totalne zagubienie się w krytyce. odnoszę wrażenie, ze cokolwiek by Scott nie zrobił, i tak byłoby źle.
Socha:
Scott sili się, żeby coś istotnego o świecie powiedzieć, ale zwyczajnie nie potrafi
??????????? ponoć Scott chciał powiedzieć coś o szkodliwości palenia cygar na czczo, ale w pore sie zreflektował i nic nie powiedział.
Mental:
American Gangster to przecudny film. kłaniam sie mistrzowi w pas. aha, Josh Brolin "bycie rzeźnikiem" ma wypisane na twarzy. do westernu z nim i to natychmiast!
Lipińska:
W ostatecznym rozrachunku âAmerican Gangsterâ pozostawił we mnie tyle samo radości, iż nie zrobił go Scorsese, co żalu, że za materiał nie zabrał się Spike Lee. On z pewnością zaobserwowałby w scenariuszu Steveâa Zailiana więcej współczesnych odniesień i uczyniłby z niego arcydzieło, a nie tylko gangsterską historię w klasycznym stylu.
znacie gangsterskie historie w nieklasycznym stylu? tak tylko pytam. no wiecie, wykorzystujące schemat inny niż "droga na szczyt"? jeśli znacie jakieś postmodernistyczne wariacje, piszcie. i do jasnej ciasnej o jakie "współczesne odniesienia" chodziło Lipińskiej? Irak? Afganistan? WTC? Bin Laden? tarcza antyrakietowa? dziura ozonowa? jeśli mnie pamięć nie myli (uprzedzam: mogę być w błędzie) pierwszą z wież Światowego Centrum Handlu wzniesiono w 1972 roku, ale wtedy działalność na rynku narkotykowym Lucasa pomału dogorywała, więc nawiązania do WTC odpadają. tak czy inaczej, dzięki bogu, ze Scott pozostał nieugięty i nie poszedł za modą wtrynianie gdzie popadnie żenujących odwołań do bieżącej sytuacji politycznej. to, czego domaga się Lipińska, to zwyczajne pretensjonalne anachronizmy.
Chaciński:
W âAmerykańskim gangsterzeâ jest oczywiście znowu świetny Denzel (wiadomo, Denzel to Elvis kina), jest świetna muza, są świetne stroje, ale czego z tych rzeczy nie widziałem nigdy wcześniej?
a to już w ogóle istna masakra. zastanówmy się nad alternatywą: skoro świetna muza nie jest świetna, bo autor powyższego fragmentu słyszał wcześniej świetne muzy, to w takim razie jaka muza mogłaby go zadowolić? świetniejsza od świetnej? Denzel też jest świetny, ale skoro autor widział już świetnego gangstera, to Denzel nie może być świetny. pytam więc: co musiałby zrobić Denzel, żeby być świetnym (pomimo faktu, że i tak był świetny)? na ogół podpisuje się pod wypowiedziami Chacińskiego, bo facet mądrze gada (jako chyba jedyny z esensjonalnych tetryków dostrzegł fenomen MV), ale tutaj zwyczajnie się zagubił.
Walkiewicz:
Spotkanie bohaterów wypada tak późno, że ciekawa relacja między nimi zostaje jedynie zaznaczona.
to prawda, że AG powtarza schemat "drogi na szczyt", jakże charakterystyczny dla WSZYSTKICH gangsterskich historii. ale poza tym jednym, niemożliwym do uniknięcia powtórzeniem wprowadza rozwiązanie niespotykane w tego typu filmach. pisałem już o tym: antagonista i protagonista spotykają się na samym końcu w jednej z najlepiej zagranych, nakręconych i emocjonalnie obliczonych scenach roku 2007. wydawać by się mogło, że marudy, narzekające na wtórność AG, będą zachwycone tym odważnym i niekonwencjonalnym posunięciem. ale gdzie tam! wykorzystają ten pomysł jako dowód, obciążający reżysera. kompletny brak konsekwencji w wygłaszanych opiniach i totalne zagubienie się w krytyce. odnoszę wrażenie, ze cokolwiek by Scott nie zrobił, i tak byłoby źle.
Socha:
Scott sili się, żeby coś istotnego o świecie powiedzieć, ale zwyczajnie nie potrafi
??????????? ponoć Scott chciał powiedzieć coś o szkodliwości palenia cygar na czczo, ale w pore sie zreflektował i nic nie powiedział.
Mental:
American Gangster to przecudny film. kłaniam sie mistrzowi w pas. aha, Josh Brolin "bycie rzeźnikiem" ma wypisane na twarzy. do westernu z nim i to natychmiast!
03-02-2008, 03:21






