O to mi chodziło, kiedy niefortunnie lekko powiedziałem o "serialowości". Marvel od razu startował z planem częstych produkcji. Na początku zresztą bardzo subtelnie ze sobą powiązanych. Pamiętam pierwszego "Iron Mana" czy TIH i te sceny po napisach, które jedynie wskazywały, że to wspólny świat, nie zapowiadając jeszcze kosmicznie wielkich wydarzeń. Było miękko, ale jednak od początku było wiadomo, że kolejne filmy będą produkowane stosunkowo szybko. To mega odróżnia tę serię od Star Wars. Kiedyś to nie były cykliczne produkcje. Powstała pierwsze legendarna saga (nie planowana jako saga), po wielu latach doszły prequele, które wjechały dość naturalnie dzięki pewnym zabiegom. EVII nie wydawał się zbyt potrzebny, ale jednak efekt WOW w postaci powrotu po latach tak wielkiej marki zrobił wrażenie. I gdyby ograniczono to tylko do wypuszczenie sequel trilogy, to efekt by udało się utrzymać. No ale tego nie chciano, miało być masowo. Marvel pokazał, że można często, fajnie i dochodowo. Tutaj jednak dopiero wkracza temat jakości filmów, bo TFA mogłoby być najgorszym filmem w historii kina, a i tak by miało wyniki kosmiczne. Takie "Infinity War" na samej kampanii zajechałoby na pewno daleko, ale jednak te nadchodzące 2 miliardy, to efekt jakości produkcji, nie tylko wyczekiwania i przynależności do serii.
Świadomie w Disneyu zrezygnowano z robienia ze Star Wars filmowych wydarzeń. Jednak strzałem w kolano było połączenie takiej strategii z brakiem dobrej wizji na te filmy. To połączenie tych czynników daje słabe wyniki "Solo".
Świadomie w Disneyu zrezygnowano z robienia ze Star Wars filmowych wydarzeń. Jednak strzałem w kolano było połączenie takiej strategii z brakiem dobrej wizji na te filmy. To połączenie tych czynników daje słabe wyniki "Solo".
.
29-05-2018, 14:19





