Robię powtórkę całej serii - tak mnie jara premiera "Fallout"
Mission: Impossible
Świetny film. Dziś już można powiedzieć, że to wręcz klasyk. Nie pamiętałem, że jest to aż tak stylowe kino. De Palma pokazał dość autorskie podejście. On lubił zawsze taki dość dziwny styl wizualny, momentami wręcz zahaczający o jakieś kino campowe. Na granicy balansował jednak umiejętnie, więc zdjęcia w M:I są bardzo dobre. Narracja też nie jest typowa dla blockbusterów, bo De Palma wyraźnie nie skupiał się tutaj na jakimś oszukiwaniu i zaskakiwaniu, a bardziej na podążaniu za głównym bohaterem. Tom Cruise gra mega dobrze - po tym filmie łatwiej zrozumieć skąd się wziął ten jego niegdyś kultowy status. On tutaj ma mega charyzmę, wszystko w jego Huncie trafia w punkt.
Nie mam w zasadzie zarzutów. Montaż jest super - towarzyszy reżyserowi, pozwala się skupić na tym o co chodzi w tym filmie (świetny zabieg z retrospekcjami pod koniec), aktorzy rewelacja. Może muzyka trochę dla mnie zbyt inwazyjna (oczywiście nie mówię o głównym motywie, bo to jest kult nad kulty), ale chyba ogólnie po prostu mam problem z Elfmanem. Scena z włamem do siedziby CIA to jest arcydzieło, bez przesady. Jak ona jest świetnie zrobiona, to brak mi słów. Czuć ciężar tej sytuacji, mimo karkołomności jej założeń, to jednocześnie nie jest efekciarsko wyreżyserowana. No bajka. Są tu jakieś tam może uproszczenia, które dzisiaj trochę kuleją - łatwość uzyskiwania informacji przez maile, naiwność w planach (wywołanie zatrucia pokarmowego), ale z drugiej strony wolę takie akcje, niż jakieś przegięte cuda.
8/10. Lubię mega
Mission: Impossible
Świetny film. Dziś już można powiedzieć, że to wręcz klasyk. Nie pamiętałem, że jest to aż tak stylowe kino. De Palma pokazał dość autorskie podejście. On lubił zawsze taki dość dziwny styl wizualny, momentami wręcz zahaczający o jakieś kino campowe. Na granicy balansował jednak umiejętnie, więc zdjęcia w M:I są bardzo dobre. Narracja też nie jest typowa dla blockbusterów, bo De Palma wyraźnie nie skupiał się tutaj na jakimś oszukiwaniu i zaskakiwaniu, a bardziej na podążaniu za głównym bohaterem. Tom Cruise gra mega dobrze - po tym filmie łatwiej zrozumieć skąd się wziął ten jego niegdyś kultowy status. On tutaj ma mega charyzmę, wszystko w jego Huncie trafia w punkt.
Nie mam w zasadzie zarzutów. Montaż jest super - towarzyszy reżyserowi, pozwala się skupić na tym o co chodzi w tym filmie (świetny zabieg z retrospekcjami pod koniec), aktorzy rewelacja. Może muzyka trochę dla mnie zbyt inwazyjna (oczywiście nie mówię o głównym motywie, bo to jest kult nad kulty), ale chyba ogólnie po prostu mam problem z Elfmanem. Scena z włamem do siedziby CIA to jest arcydzieło, bez przesady. Jak ona jest świetnie zrobiona, to brak mi słów. Czuć ciężar tej sytuacji, mimo karkołomności jej założeń, to jednocześnie nie jest efekciarsko wyreżyserowana. No bajka. Są tu jakieś tam może uproszczenia, które dzisiaj trochę kuleją - łatwość uzyskiwania informacji przez maile, naiwność w planach (wywołanie zatrucia pokarmowego), ale z drugiej strony wolę takie akcje, niż jakieś przegięte cuda.
8/10. Lubię mega
.
02-08-2018, 20:30





