NIEWIELKIE, ALE SPOJLERY
Wreszcie obejrzałem ten film. Byc może przez nastawienie, że obejrzę jeden z największych gniotów w moim życiu, "Lejdis" spodobało mi się.
PLUSY:
+ bardzo dobre aktorstwo, gdybym zaczął wypisac role, które mi się podobały, zabrakłoby miejsca, a więc napiszę, jakie nie przypadły mi do gustu - Stanisław Konecki, grający syna Łucji, wypadł sztucznie, ale to dopiero jego druga rola, męczyła mnie również Anna Dereszowska w roli Korby, byc może dlatego, że nie dażyłem jej bohaterki szczególną sympatią; co ciekawe, aktorstwo w "Lejdis" jest bardzo równe, co ostatnio miałem okazję obejrzec w "Nigdy w życiu!" - najczęściej poziom aktorstwa w polskich filmach przypomina sinusoidę, gdzie obok ról świetnych/dobrych/strawnych występują role słabe/beznadziejne/szkoda gadac
+ film jest autentycznie zabawny, autorzy naładowali film taką ilością komicznych tekstów, że, niestety, po seansie trudno sobie przypomniec większą ilośc
+ strona techniczna jest bez zarzutu, szczególnie dźwięk, który w polskim kinie pozostawia wiele do życzenia - wszyscy znamy przypadki, kiedy musieliśmy cofnąc film kilkakrotnie, aby zrozumiec jakiś tekst; w "Lejdis" dźwięk szwankował tylko w jednej scenie, bodajże wtedy, kiedy dyrektor szkoły, w której pracuje Łucja, przyłapał ją na paleniu w szkole
+ fabuła, w ktorej praktycznie nie było elementów niepotrzebnych, całośc ładnie się zazębiała
MINUSY:
- narrator, który był niezwykle denerwujący, tym bardziej, że wcielił się w niego Cezay Pazura; po pierwsze: dlaczego facet? Film o kobietach powinien miec kobiecego narratora; po drugie: niestety, po bodajże dwóch udanych rolach (w "Psach" i "Kilerze") Cezary Pazura udowodnił wystarczająco, że umie tylko pajacowac i - przytoczę określenie z pewnej gazety - jest już całkiem zużyty, to nie jest Jim Carrey, który od czasu do czasu wystąpi w czymś ambitniejszym i udowodni swój talent, ilekroc słyszę Cezarego Pazurę, mam wrażenie, że będę światkiem nędznej rozrywki
- serialowy charakter - główna bolączka polskich filmów, spopularyzowana przez polskie komedie romantyczne; w przypadku "Lejdis" miałem wrażenie, że za jednym zamachem obejrzałem kilka odcinków serialu, każda z bohaterek posiadała parę wątków w jednym filmie, najgorzej na tym polu wypadła Korba - najpierw sprawa zdrady Marka, w którą była mocno zaangażowana, potem sprawa z Erwinem, a wreszcie wątek dawno niewidzianego ojca; najlepiej zaś wypadła Gośka, której wątki miały jakby jeden rdzeń
Ogólnie fajny film, 7/10.
(Poza tym, szykują się kolejne tanie produkcje, których reklamy widziałem przez filmem - dwie polskie komedie romantyczne "Nie kłam, kochanie" i "Mała wielka miłośc", "Mamma Mia" z Meryl Streep - ile płacą jej za występ w takich gniotach? - oraz "Step Up 2 the Street". To dopiero będzie masakra!)
Wreszcie obejrzałem ten film. Byc może przez nastawienie, że obejrzę jeden z największych gniotów w moim życiu, "Lejdis" spodobało mi się.
PLUSY:
+ bardzo dobre aktorstwo, gdybym zaczął wypisac role, które mi się podobały, zabrakłoby miejsca, a więc napiszę, jakie nie przypadły mi do gustu - Stanisław Konecki, grający syna Łucji, wypadł sztucznie, ale to dopiero jego druga rola, męczyła mnie również Anna Dereszowska w roli Korby, byc może dlatego, że nie dażyłem jej bohaterki szczególną sympatią; co ciekawe, aktorstwo w "Lejdis" jest bardzo równe, co ostatnio miałem okazję obejrzec w "Nigdy w życiu!" - najczęściej poziom aktorstwa w polskich filmach przypomina sinusoidę, gdzie obok ról świetnych/dobrych/strawnych występują role słabe/beznadziejne/szkoda gadac
+ film jest autentycznie zabawny, autorzy naładowali film taką ilością komicznych tekstów, że, niestety, po seansie trudno sobie przypomniec większą ilośc
+ strona techniczna jest bez zarzutu, szczególnie dźwięk, który w polskim kinie pozostawia wiele do życzenia - wszyscy znamy przypadki, kiedy musieliśmy cofnąc film kilkakrotnie, aby zrozumiec jakiś tekst; w "Lejdis" dźwięk szwankował tylko w jednej scenie, bodajże wtedy, kiedy dyrektor szkoły, w której pracuje Łucja, przyłapał ją na paleniu w szkole
+ fabuła, w ktorej praktycznie nie było elementów niepotrzebnych, całośc ładnie się zazębiała
MINUSY:
- narrator, który był niezwykle denerwujący, tym bardziej, że wcielił się w niego Cezay Pazura; po pierwsze: dlaczego facet? Film o kobietach powinien miec kobiecego narratora; po drugie: niestety, po bodajże dwóch udanych rolach (w "Psach" i "Kilerze") Cezary Pazura udowodnił wystarczająco, że umie tylko pajacowac i - przytoczę określenie z pewnej gazety - jest już całkiem zużyty, to nie jest Jim Carrey, który od czasu do czasu wystąpi w czymś ambitniejszym i udowodni swój talent, ilekroc słyszę Cezarego Pazurę, mam wrażenie, że będę światkiem nędznej rozrywki
- serialowy charakter - główna bolączka polskich filmów, spopularyzowana przez polskie komedie romantyczne; w przypadku "Lejdis" miałem wrażenie, że za jednym zamachem obejrzałem kilka odcinków serialu, każda z bohaterek posiadała parę wątków w jednym filmie, najgorzej na tym polu wypadła Korba - najpierw sprawa zdrady Marka, w którą była mocno zaangażowana, potem sprawa z Erwinem, a wreszcie wątek dawno niewidzianego ojca; najlepiej zaś wypadła Gośka, której wątki miały jakby jeden rdzeń
Ogólnie fajny film, 7/10.
(Poza tym, szykują się kolejne tanie produkcje, których reklamy widziałem przez filmem - dwie polskie komedie romantyczne "Nie kłam, kochanie" i "Mała wielka miłośc", "Mamma Mia" z Meryl Streep - ile płacą jej za występ w takich gniotach? - oraz "Step Up 2 the Street". To dopiero będzie masakra!)
16-02-2008, 12:34






