simek napisał(a):Kocham każdą linijkę dialogu
Kilka dni temu odświeżyłem sobie ten unikalny film i muszę powiedzieć, że wysiadam emocjonalnie na jednej scenie - w Meksyku, w zapuszczonej knajpie, jak pan adwokat, zionący wódą, budzi się przy ladzie i nawiązuje rozmowę z barmanem. Ma już wyjść, ale wtedy rozlegają się syreny policyjne i słychać helikopter. Barman go ostrzega:
Na zewnątrz jest bardzo niebezpiecznie. Jak kogoś zobaczą na ulicy, najpierw strzelają, a potem zapalają światła, żeby sprawdzić, czy trafili.
Adwokat:
Czemu to robią?
Barman:
Chcą pokazać, że śmierć nie ma dla nich znaczenia.
Adwokat:
Wierzysz w to?
Barman:
Nie. Oczywiście, że nie. Zamordowali całą moją rodzinę. Ja jestem tym, który nie ma znaczenia.
Sposób, w jaki koleś wypowiada te słowa ("I'm the one who has no meaning"), daje do zrozumienia, że tu nie będzie pierdolenia się z widzem. To jest moment przełomowy, gdy resztki optymizmu ulatują i zostaje tylko czarna rozpacz. Wyraz twarzy Fassbendera, oświetlenie lokalu, kapitalny motyw muzyczny zwiastujący kres wszystkiego - Ridley Scott w najwyższej formie artystycznej. Brak słów w ludzkiej mowie, by opisać nastrój towarzyszący tej okrutnej scenie.
11-01-2019, 20:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-01-2019, 20:23 przez Mental.)






