Powtórzyłem sobie ostatnio, po raz pierwszy od dziewiczego seansu chyba z 15 lat temu gdy nagrywałem jeszcze filmy z telewizji na VHSy, liczyłem, że odbiorę film jakoś głębiej, zobacze nowe rzeczy, a trochę się zdziwiłem, bo nic takiego nie miało miejsca.
Tak to z klasykami jest, że jedne poruszają, a inne nie poruszają :P Dla mnie Lot jest ewidentnie z tej drugiej kategorii - film jest oczywiście bardzo dobry, ciężko żeby było inaczej z Formanem i Nicholsonem w szczytowej formie, ale wczoraj problem miałem taki, że zupełni się nie zaangażowałem w fabułę, bo patrzyłem na film jako na TEGO WIELKIEGO KLASYKA, a nie udało mi się wsiąknąć w fabułę. Przykładowo, gdy McMurphy zakłada się o przeniesienie umywalki, to ja nie przeżywam tego tak, jak powinienem, tylko myślę sobie, że oho, teraz kolej na TĄ KULTOWĄ SCENĘ.
Dziwna sprawa, bo z większością klasyków tak nie mam, a z tym tak - nie trafia do mnie.
Co mnie zaskoczyło? Zachowanie siostry Ratched - wiele lat temu zapamiętałem ją jako wcielonego demona, chcącego jak najgorzej dla wszystkich, a teraz mnóstwo jej zachowań wydawała się zupełnie racjonalna, może trochę na złość McMurphy'emu, ale nadal rozsądnie i z troską o innych pacjentów. Zaborczość wychodzi z niej właściwie tylko w momencie narady lekarskiej gdy przeważa szalę aby zatrzymać McMurphy'ego w szpitalu. W każdym razie dzięki temu ta postać jest jeszcze lepsza, rola Louise Fletcher oczywiście wspaniała, Oscar zasłużony.
Po pierwszym obejrzeniu dałem 9tkę, teraz bym to skorygował ciut w dół, ale 8ka to byłoby trochę mało.
Tak to z klasykami jest, że jedne poruszają, a inne nie poruszają :P Dla mnie Lot jest ewidentnie z tej drugiej kategorii - film jest oczywiście bardzo dobry, ciężko żeby było inaczej z Formanem i Nicholsonem w szczytowej formie, ale wczoraj problem miałem taki, że zupełni się nie zaangażowałem w fabułę, bo patrzyłem na film jako na TEGO WIELKIEGO KLASYKA, a nie udało mi się wsiąknąć w fabułę. Przykładowo, gdy McMurphy zakłada się o przeniesienie umywalki, to ja nie przeżywam tego tak, jak powinienem, tylko myślę sobie, że oho, teraz kolej na TĄ KULTOWĄ SCENĘ.
Dziwna sprawa, bo z większością klasyków tak nie mam, a z tym tak - nie trafia do mnie.
Co mnie zaskoczyło? Zachowanie siostry Ratched - wiele lat temu zapamiętałem ją jako wcielonego demona, chcącego jak najgorzej dla wszystkich, a teraz mnóstwo jej zachowań wydawała się zupełnie racjonalna, może trochę na złość McMurphy'emu, ale nadal rozsądnie i z troską o innych pacjentów. Zaborczość wychodzi z niej właściwie tylko w momencie narady lekarskiej gdy przeważa szalę aby zatrzymać McMurphy'ego w szpitalu. W każdym razie dzięki temu ta postać jest jeszcze lepsza, rola Louise Fletcher oczywiście wspaniała, Oscar zasłużony.
Po pierwszym obejrzeniu dałem 9tkę, teraz bym to skorygował ciut w dół, ale 8ka to byłoby trochę mało.
22-01-2019, 14:36





