Tajemnice Los Angeles różnią się dość znacząco - wycięto całe znaczące wątki, w tym wątek seryjnego mordercy. To akurat poniekąd wyszło filmowi na zdrowie, bo Tajemnice to najbardziej przekombinowana z części kwartetu i intryga traci chwilami klarowność. Kilka ważnych postaci ginie w zupełnie innych okolicznościach. Inna ważna postać z kolei nie ginie w ogóle. Atmosfera jest mroczniejsza, ale jednocześnie bardziej melodramatyczna.
Czarna Dalia też sporo różni się od filmu, jak i od reszty kwartetu. To zdecydowanie bardziej konwencjonalny czarny kryminał, a Ellroy jeszcze nie dopracował w tym momencie swego "telegraficznego" stylu. Moim zdaniem można sobie darować, ale to nie jest mimo wszystko zła powieść.
Biała Gorączka zdecydowanie na tak. Co prawda autor powtarza tu część użytych już przez siebie motywów (między innymi pożycza sporo z Wielkiego Nic właśnie), ale Klein to zajebista postać, a ostatnia strona to moim zdaniem najlepsze, co Ellroy napisał w ogóle.
Czarna Dalia też sporo różni się od filmu, jak i od reszty kwartetu. To zdecydowanie bardziej konwencjonalny czarny kryminał, a Ellroy jeszcze nie dopracował w tym momencie swego "telegraficznego" stylu. Moim zdaniem można sobie darować, ale to nie jest mimo wszystko zła powieść.
Biała Gorączka zdecydowanie na tak. Co prawda autor powtarza tu część użytych już przez siebie motywów (między innymi pożycza sporo z Wielkiego Nic właśnie), ale Klein to zajebista postać, a ostatnia strona to moim zdaniem najlepsze, co Ellroy napisał w ogóle.
13-04-2019, 17:39





