(10-09-2019, 22:57)Snappik napisał(a): Dałbym sobie coś obciąć, że ktoś miał zapisany numer. Przynajmniej raz na ekranie pojawił się numer i dopisek "Mike Hanlon, Derry".
Bill ma, ale dopiero na końcu, więc to inna sytuacja. W sekwencji początkowej nikt nie ma jego numeru.
Zrobiłem sobie powtórkę. Zbyt bliska mi to historia, żebym olał to po jednym seansie. No i lipa, bo było jeszcze gorzej. Uważam drugą część za film zły. Wszystkie zarzuty podtrzymuję, a do tego zobaczyłem masę nowych.
Czas trwania to paranoja. Niebywale rozwleczony film. Najgorsze w tym jest to, że przez te niemal 3h niewiele się dzieje. Jest duuuuużo "strasznych scenek" i tyle. Bohaterowie nie istnieją. Trochę nakreślono jedynie Ritchiego i tyle. Oni służą wyłącznie wywoływaniu scenek, które zbyt imponujące to nie są. Udane są dwie, a w zasadzie jedna i pół. Omawiana tu już ta na stadionie to wiadomo -spoko sprawa. Druga, czyli to pół, to ta z dorosłą Bev u staruszki. Oczywiście poza wrzeszczącym demonem. Chodzi mi o intrygujący motyw rzekomego ojca mieszkanki Derry, który był cyrkowcem. No to wywołuje jakiś niepokój. Niestety nie idzie za tym nic. Za to prawdziwa i rozbuchana przez film geneza Tego jest beznadziejna. Cały ten mityczny rytuał, artefakty, Indianie, kosmosy - dramat. Tym bardziej, że w finale film i tak mówi "a chuj z tym, liczy się psychika i wola". Beznadziejnie to rozpisano. Żeby było jeszcze gorzej, to w finale taki zabieg ma miejsce dwukrotnie. Kiedy już nie wypalił rytuał, to wpadli na pomysł, żeby sprytem zmusić Pennywise'a do zmiany formy, co za chwilę olano, bo "liczy się psychika i wola". Szkoda, że film nie miał dodatkowej godziny, bo może jeszcze z 5 razy by ktoś to powtórzył.
Raziło mnie też jak bardzo niejasne są zasady działania Tego. Z jednej strony jest przepotężny. Pojawia się znikąd, tworzy wielopoziomowe iluzje wpływające na rzeczywistość. No przekozak. No ale czasami decyduje się gonić na piechotę swoje ofiary, a te mu uciekają, bo szybciej biegają. No jest tu jakiś potężny problem z określeniem jego umiejętności i mocy. Skoro już przyjęto, że on robi takie cuda, to sorry - trzeba było jednak wprowadzić jakoś tego nieszczęsnego żółwia z książki, czy coś w tym stylu. Generalnie chodzi o jakąś równie potężną siłę będącą po stronie bohaterów. W tej formie, jaka jest teraz to wszystko nie ma żadnego sensu. Przykładów na to można tu wypisać pełno. Ogólnie jednak klaun tworzy sytuacje efekciarskie, które zawsze zostawiają jedną z dwóch furtek - albo ucieczka piesza wspomniana, albo siła przyjaźni/miłości, która ratuje w ostatniej chwili towarzysza. I tak 500 razy. No chyba, że akurat klaun decyduje się mordować. Wtedy morduje w sekundę.
Niestety. Po sympatycznej jedynce, nakręcono tego molocha. Wszystkie atuty poprzednika zakopano, na czele z tą dziecięcą perspektywą, która wiele bzdur potrafiła odbić. Dwójka zostanie w mojej pamięci jako gigantyczny zawód oraz fenomenalny wizualnie casting.
Nie wiem. 3/10
.
17-10-2019, 02:13





