Znacie to specyficzne uczucie, gdy w nocy śnią się wam się różne mega pierdoły? Koszmary wymieszane z jakimiś fantastycznymi snami, z domieszką strzępków wydarzeń z codzienności? Rano budzicie się zmęczeni, macie jakieś tam przebłyski tego co się działo, ale finalnie nie pamiętacie z tego wiele i w ciągu dnia kompletnie o tym zapominacie?
Ja dokładnie tak się czuje po obejrzeniu RoS. Czytałem spoilery, byłem gotowy na większość tego co się wydarzy, ale nie spodziewałem się, że to będzie nakręcone tak bezjajecznie, bez polotu i pomysłu. W godzinę po wyjściu z kina nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnych konkretnych scen, może poza finałem.
Sceny z Carrie wypadły lepiej niż się spodziewałem, ale i tak wydają się trochę oderwane od reszty. Samo rozwiązanie jej "wątku" jest natomiast mega słabe. Koncepcyjnie ok, wiadomo o co tu chodziło, ale... chyba lepszym pomysłem byłoby już uśmiercenie Lei w napisach początkowych, serio.
Widać też, że film nie tylko jest mega pocięty ale i że do samego końca wycinano i zmieniano poszczególne wątki. Nie ma C3PO z osobowością droida imperialnego, zrezygnowano też z pomysłu, że panna z planety ze szczątkami GW (nie pamiętam ani jej imienia, ani nazwy samej planety) jest siostrą Finna. Wierzę, że pierwotnie tak miało być, bo wycieki te pojawiały się pośród całej reszty potwierdzonych. Dodatkowo wyjątkowo bliska relacja Jannah (zerknąłem w google) oraz Finna jest totalnie od czapy i nie tłumaczy tego nawet fakt, że obydwoje są ex-szturmowcami. W ogóle to wprowadzanie nowych postaci, by pomogły głównym bohaterom tylko w jednym, konkretnym momencie (Jannah, Zorii) jest tu już tak ewidentne i debilne jak nigdy dotąd. Po przepisaniu roli, miejsce Jannah spokojnie mogłaby zająć Rose i miałoby to o wiele więcej sensu, chociażby w kontekście ciągłości z TLJ.
Nie spodziewałem się natomiast, że RoS będzie tak arcy-nieciekawy wizualnie. O TFA i TLJ można powiedzieć wiele, ale nie można odmówić im, że wyglądają ładnie. Zdjęcia, kadry, kolory - moim zdaniem to jedne z plusów obydwu filmów. W Rise of Skywalker nie ma chyba ani jednej sceny, która byłaby ciekawa wizualnie i koncepcyjnie. Może poza samym otwarciem na Exegol. Start floty Palpatine'a nie robi niestety żadnego wrażenia. Spodziewałem się, że będzie to jedna z tych scen, które "dostarczą", a ostatecznie nie ma tu absolutnie nic więcej ponad to, co pokazano w trailerach. Soundtrack bez charakteru też nie pomaga.
Do samego finału pasuje natomiast tylko jedno określenie - awkward. To jest miejscami przedziwnie niezręczne, jak by to była dopiero pierwsza wersja filmu, którą ktoś dopiero finalnie zmontuje i zrobi dokrętki.
Bez oceny, bo w sumie nie wiem nawet dziś co o tym myśleć.
Ja dokładnie tak się czuje po obejrzeniu RoS. Czytałem spoilery, byłem gotowy na większość tego co się wydarzy, ale nie spodziewałem się, że to będzie nakręcone tak bezjajecznie, bez polotu i pomysłu. W godzinę po wyjściu z kina nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnych konkretnych scen, może poza finałem.
Sceny z Carrie wypadły lepiej niż się spodziewałem, ale i tak wydają się trochę oderwane od reszty. Samo rozwiązanie jej "wątku" jest natomiast mega słabe. Koncepcyjnie ok, wiadomo o co tu chodziło, ale... chyba lepszym pomysłem byłoby już uśmiercenie Lei w napisach początkowych, serio.
Widać też, że film nie tylko jest mega pocięty ale i że do samego końca wycinano i zmieniano poszczególne wątki. Nie ma C3PO z osobowością droida imperialnego, zrezygnowano też z pomysłu, że panna z planety ze szczątkami GW (nie pamiętam ani jej imienia, ani nazwy samej planety) jest siostrą Finna. Wierzę, że pierwotnie tak miało być, bo wycieki te pojawiały się pośród całej reszty potwierdzonych. Dodatkowo wyjątkowo bliska relacja Jannah (zerknąłem w google) oraz Finna jest totalnie od czapy i nie tłumaczy tego nawet fakt, że obydwoje są ex-szturmowcami. W ogóle to wprowadzanie nowych postaci, by pomogły głównym bohaterom tylko w jednym, konkretnym momencie (Jannah, Zorii) jest tu już tak ewidentne i debilne jak nigdy dotąd. Po przepisaniu roli, miejsce Jannah spokojnie mogłaby zająć Rose i miałoby to o wiele więcej sensu, chociażby w kontekście ciągłości z TLJ.
Nie spodziewałem się natomiast, że RoS będzie tak arcy-nieciekawy wizualnie. O TFA i TLJ można powiedzieć wiele, ale nie można odmówić im, że wyglądają ładnie. Zdjęcia, kadry, kolory - moim zdaniem to jedne z plusów obydwu filmów. W Rise of Skywalker nie ma chyba ani jednej sceny, która byłaby ciekawa wizualnie i koncepcyjnie. Może poza samym otwarciem na Exegol. Start floty Palpatine'a nie robi niestety żadnego wrażenia. Spodziewałem się, że będzie to jedna z tych scen, które "dostarczą", a ostatecznie nie ma tu absolutnie nic więcej ponad to, co pokazano w trailerach. Soundtrack bez charakteru też nie pomaga.
Do samego finału pasuje natomiast tylko jedno określenie - awkward. To jest miejscami przedziwnie niezręczne, jak by to była dopiero pierwsza wersja filmu, którą ktoś dopiero finalnie zmontuje i zrobi dokrętki.
Bez oceny, bo w sumie nie wiem nawet dziś co o tym myśleć.
19-12-2019, 23:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-12-2019, 23:39 przez Khet.)
Spoiler




