Za dzieciaka oglądałem w telewizji film, który bardzo chciałbym powtórzyć, a z którego kojarzę w sumie jedną scenę. Z tego co pamiętam dzieło chyba opowiada o twórcy pierwszej kamery, a wcześniej wymieniona scena ma miejsce pod koniec filmu - wynalazca, przerażony że jego maszyna może nie wypalić, z oporem pociąga za wajchę(?), która odpala wcześniej nakręcony film, po czym następuje cięcie i scena, gdzie przepełniony radością biega w nocy po ulicach miasta i szuka kogokolwiek, komu mógłby pochwalić się swoim wynalazkiem. W końcu trafia na patrolującego ulicę policjanta, zaprowadza go do swojego domu i ku wielkiemu zdziwieniu stróża prawa odpala film. Ten ostatni, totalnie zaskoczony tym co zobaczył, sprawdza tył ekranu, czy aby nie chowa się tam przed chwilą wyświetlona scena. Całe zdarzenie kwituje słowami skierowanymi do wynalazcy (cytuję z pamięci): "Musi pan być w tej chwili bardzo szczęśliwym człowiekiem". Przejrzałem na wikipedii biografie pierwszych filmowców, ale mam problemy z namierzeniem, o kim był ten film. Możliwe, że nie był biograficzny.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
23-04-2020, 11:46





