![[Obrazek: 745479-352x500.jpg]](https://cdn-lubimyczytac.pl/upload/books/4892000/4892696/745479-352x500.jpg)
Lato w mieście gdy mieszka się na blokowisku tudzież starej kamienicy. Gorąco, tłoczno, głośno … No w sumie niezbyt zachęcająca perspektywa. Co jednak gdyby nagle uśmiechnęło się do nas szczęście i za śmiesznie małe pieniądze moglibyśmy zapewnić sobie dwa miesiące w starej posiadłości, położonej blisko morza, prywatną plażą i basenem?
Przed takim dylematem staje główna bohaterka wydanej w 1973 r. powieści Roberta Marasco „Całopalenie” („Burnt Offerings”). Marian Rolfe to młoda mężatka i matka, ma kilkuletniego synka Davida, a jej mąż Ben jest nauczycielem w jednej z nowojorskich szkół. Jak łatwo się domyśleć perspektywa kolejnego lata w Queens nie jest dla niej zbytnio atrakcyjna. Marian chcę czegoś więcej, nawet jeśli chodzi o oderwanie się od życiowej szarzyzny tylko na wakacje. Byłaby to namiastka życia w domu na przedmieściach, o którym to marzą z Benem od lat.
Wtedy też trafia w jej ręce gazeta z tajemniczym ogłoszeniem państwa Allardyce, którzy za „rozsądną” cenę chcą wynająć położoną na północy Long Island posiadłość. Jest jednak jeden haczyk… Dom zamieszkuje nestorka rodu, którą trzeba się opiekować – nie jest to nic wielkiego jak przekonuje Marian, ekscentryczna Roz Allardyce. Po prostu rano w południe i wieczorem staruszce trzeba przynieść posiłek. Ona sama jest bardzo samodzielna i chorobliwie nieśmiała, dlatego mogą nawet jej nie spotkać w ciągu całych wakacji.
Pomimo obiekcji Bena, dochodzi do zawarcia umowy. Z początkiem lipca do posiadłości sprowadza się cała rodzina Rolfe`ów wraz z ciotką Bena, Elizabeth. Dom okazuje się nieco bardziej zniszczony niż oczekiwaliby tego wynajmujący niemniej Marian zakasuje rękawy i bierze się do porządków. Tymczasem coś zaczyna mieszać w głowach naszych bohaterów…
Jak wskazuje Grady Hendrix w „Paperbacks from Hell: The Twisted History of '70s and '80s Horror Fiction” powieść Roberta Marasco to jedno z dzieł odpowiedzialnych za złoty wiek horroru w l. 70 – tych i 80 – tych, oddająca przy tym klimat epoki – początku l. 70 – tych. Czasu niepokoju, w który kwestie ekonomicznego statusu nagle zdawały się nabrać ogromnego znaczenia. Rodzina Rolfe`ów to rodzina pełna aspiracji do lepszego statusu społecznego i majątkowego. Gdy staje przed nimi okazja na wynajem niemal wymarzonej posiadłości cóż pozostaje im zrobić, niż tylko skorzystać z okazji? Haczyk w postaci utrzymania starszej pani, która nigdy nie wychodzi z zajmowanych przez siebie pomieszczeń, nie robi na Marian zbytniego wrażenia, posiadłość ma w sobie bowiem coś magnetycznego. Położona na odludziu, będąca własnością ekscentrycznego rodzeństwa Allardyce`ów – wszystko jest przed oczami bohaterów… i czytelników.
Powieść czyta się dobrze, początkowo Marasco pomyślał o niej jako o scenariuszu mrocznej komedii, gdy jednak ją zakończył został mu jak sam to określił „tylko mrok”. Scenariusz w ostateczności został przerobiony na powieść, która notabene doczekała się średniej ekranizacji z Oliverem Reedem w 1976 r.
Jakkolwiek ostatecznie z mrocznej komedii powstał horror to da się w powieści dostrzec pewne elementy satyryczne – chociażby początkowy rozdział opisujący życie na nowojorskim osiedlu czy też obsesje czystości i sprzątania Marian. Jeden kroczek dalej i wyszłaby z tego satyra pełną gębą.
Wydawnictwo Vesper jak zwykle stanęło na wysokości zadania i uraczyło nas wspaniałym wydaniem z ilustracjami Macieja Kamudy i posłowiem Grady`ego Hendrixa (nieco przetworzonym passusem z „Paperbacks from Hell”).
Na koniec… zakończenie. Być może się starzeje, ale końcowe partie książki były dla mnie osobiście wstrząsające, przywodzące na myśl „Smętarz dla zwierzaków” Kinga jeśli chodzi o bezkompromisowość rozwiązania. Szczerze polecam.
21-03-2021, 21:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-03-2021, 21:01 przez Scheckley.)





