Większe były szansę na uniewinnienie Chauvina niż na przegraną Bosemana :p
Ja w ramach przygotowań do gali kończę książkę "Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej" - rany boskie jaka to jest irytująca książka, nie wiem czemu zdecydowałem się zapłacić za nią dwie dychy. Ostatni raz daję się nabrać na książkę blogerki :p Liczyłem, że skoro to normalne wydawnictwo i taki konkretny temat, to będzie to trzymało poziom, ale niestety nie - czyta się to jak kilkanaście dłuższych wpisów na blogu popartych miesięcznym researchem (w bibliografii 13 książek i kilkadziesiąt artykułów z paru branżowych czasopism, ale większość z ostatniej dekady, nie ma mowy o wertowaniu archiwalnych wydań Vanity Fair czy Hollywood Reporter). Bardzo niewielu nowych rzeczy się dowiedziałem, większość tego można znaleźć spędzając dwa popołudnia na angielskiej Wikipedii przeglądając oscarowe hasła i źródła do nich. Całość sprawia wrażenie streszczenia jakiejś poważniejszej książki o Oscarach, jest to właściwie ślizganie się po temacie, do tego korekta sprowadziła się chyba do wyeliminowania błędów ortograficznych i literówek, bo tekstowi brakuje konsekwencji, spójności. Najgorsze są fragmenty w których autorka szuka jakichś prawidłowości w przyznawaniu Oscarów, wszystkie wydają się być pisane pod tezę: jeśli trzeba stwierdzić, że tak, ten temat się często wyróżnia, to podaje liczbę nominacji we wszystkich kategoriach, w całej historii nagrody, a jeśli uznała, że trzeba "rozprawić się z mitem" że filmy o Holocauście mają łatwiej, to stwierdza, że w ostatnich kilkunastu latach było ich raptem kilka, w tym Bękarty wojny, które się w sumie nie liczą, więc widzicie, że Holocaust się wcale nie sprzedaje i nie daje nagród!
Rozwala też różnorodność w kategoryczności osądów: przy obiektywnych faktach albo oczywistych opiniach potrafi dodać, nie wiedzieć czemu, "podobno", za to przy ocenie ubiorów na czerwonym dywanie albo gospodarzy gali bez zawahania pisze o najgorszych i najlepszych, tak jakby istniały jakieś oficjalne rankingi, a nie było to subiektywne wrażenie po przeczytaniu kilkunastu opinii prasowych.
Może wszystko przez to, że nie jestem grupą docelową książki, bo za dużo już wiedziałem? Ale kto w takim razie jest targetem? Ludzie którzy się interesują, chcą poświęcić kasę i kilka godzin na przeczytanie o Oscarach, ale równocześnie niewiele o nich wiedzą.
Ja w ramach przygotowań do gali kończę książkę "Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej" - rany boskie jaka to jest irytująca książka, nie wiem czemu zdecydowałem się zapłacić za nią dwie dychy. Ostatni raz daję się nabrać na książkę blogerki :p Liczyłem, że skoro to normalne wydawnictwo i taki konkretny temat, to będzie to trzymało poziom, ale niestety nie - czyta się to jak kilkanaście dłuższych wpisów na blogu popartych miesięcznym researchem (w bibliografii 13 książek i kilkadziesiąt artykułów z paru branżowych czasopism, ale większość z ostatniej dekady, nie ma mowy o wertowaniu archiwalnych wydań Vanity Fair czy Hollywood Reporter). Bardzo niewielu nowych rzeczy się dowiedziałem, większość tego można znaleźć spędzając dwa popołudnia na angielskiej Wikipedii przeglądając oscarowe hasła i źródła do nich. Całość sprawia wrażenie streszczenia jakiejś poważniejszej książki o Oscarach, jest to właściwie ślizganie się po temacie, do tego korekta sprowadziła się chyba do wyeliminowania błędów ortograficznych i literówek, bo tekstowi brakuje konsekwencji, spójności. Najgorsze są fragmenty w których autorka szuka jakichś prawidłowości w przyznawaniu Oscarów, wszystkie wydają się być pisane pod tezę: jeśli trzeba stwierdzić, że tak, ten temat się często wyróżnia, to podaje liczbę nominacji we wszystkich kategoriach, w całej historii nagrody, a jeśli uznała, że trzeba "rozprawić się z mitem" że filmy o Holocauście mają łatwiej, to stwierdza, że w ostatnich kilkunastu latach było ich raptem kilka, w tym Bękarty wojny, które się w sumie nie liczą, więc widzicie, że Holocaust się wcale nie sprzedaje i nie daje nagród!
Rozwala też różnorodność w kategoryczności osądów: przy obiektywnych faktach albo oczywistych opiniach potrafi dodać, nie wiedzieć czemu, "podobno", za to przy ocenie ubiorów na czerwonym dywanie albo gospodarzy gali bez zawahania pisze o najgorszych i najlepszych, tak jakby istniały jakieś oficjalne rankingi, a nie było to subiektywne wrażenie po przeczytaniu kilkunastu opinii prasowych.
Może wszystko przez to, że nie jestem grupą docelową książki, bo za dużo już wiedziałem? Ale kto w takim razie jest targetem? Ludzie którzy się interesują, chcą poświęcić kasę i kilka godzin na przeczytanie o Oscarach, ale równocześnie niewiele o nich wiedzą.
24-04-2021, 20:16






