Trudno znaleźć większego fana Przyjaciół niż ja, więc oczywiście mam już seans za sobą. Fajnie, że zdecydowali się na formę spotkania, a nie bawienia się w jakąś fabułę. Są plusy i minusy więc jedziemy:
Plusy:
- David Schwimmer: zrobił na mnie największe wrażenie. On wydawał się jako jedyny mieć siły i chęci, aby zrobić z tego spotkania coś fajnego. No i gość jest zupełnie inny niż Ross i całkowicie kupuję jego niegdysiejsze stwierdzenie, że nienawidzi postaci Rossa.
- świetnie wyjaśniony fenomen serialu. Nie tyle dobre żarty, co dobranie IDEALNYCH aktorów do swoich ról. Tym bardziej budzi respekt, bo twórcy nie szli na łatwiznę zatrudniając znane twarze. Każdy z nich (moooże poza Cox) był właściwie anonimowy. Duże ryzyko, które się opłaciło.
- Aniston i Schwimmer przyznali, że byli de facto w sobie zakochani w czasie kręcenia pierwszych sezonów: pamiętam gdy mówiło się o tym. Pamiętam wywiady u Oprah, jak wypowiadali się o sobie. I zawsze miałem wrażenie, że coś tam było. Potwierdzili. Choć dodali, że nigdy nie było nic więcej. Co by potwiedzało teorię Joey'a z 4. sezonu, że jak jest chemia na ekranie, to znaczy że nie ma bunga bunga poza ekranem:) Chociaż jak było naprawdę? Tylko oni wiedzą.
- Archiwalne fragmenty show i chwile, po których reżyser krzyczy "cięcie", a my widzimy dalej co było. Zawsze uwielbiam zaglądać za kulisy w taki sposób.
- Le Blanc i jego kontuzje na ekranie:)
- Czytanie dialogów przy stole. Intonacja. Od razu widać, że oni mają te postaci opanowane w małym palcu.
- Śmiech Lisy Kudrow. Już na zawsze serduszko.
- Aktor grający pana Heckles żyje! Myślałem, że jest dużo starszy niż w rzeczywistości.
Minusy
- Matthew Perry nie dożyje 60. roku życia. Wrak człowieka. Dziwne, że go w ogóle zaprosili.
- Wszyscy (poza Davidem) wydawali się być zmęczeni i jakby nieco przymuszeni do wzięcia udziału. Mam wrażenie, że dla nich to show było jednocześnie największym darem i przekleństwem w życiu. Zapewne rzygają ciągłymi pytaniami o serial i trzeba było długo ich przekonywać do wzięcia udziału.
- James Corden: nie ma drugiego talk-show hosta, mającego twarz, którą tak mocno chciałoby się uderzyć. Nie kumam fenomenu tego gościa. Mogli już dać Conana, który przynajmniej ma historię przeprowadzania wywiadów z nimi w czasie kręcenia serialu. A nie jakiegoś Brytola, która nie ma z tym nic wspólnego.
- Twarz Courtney Cox. Matko Boska
- Jennifer też już zaczyna sobie pomagać chirurgią:)
- Lady Gaga. Na c*uj ty tam polazłaś!
- Pokazywanie fanów z całego świata i ich opinii, jakbyśmy jeszcze nie wiedzieli, że Przyjaciele są do dziś globalnym fenomenem. Gówno mnie obchodzi co ma do powiedzenia na temat serialu jakiś random z Ghany.
Ale ogólnie 8/10. Ładne zamknięcie, fani dostali to czego chcieli. Można się rozejść.
Plusy:
- David Schwimmer: zrobił na mnie największe wrażenie. On wydawał się jako jedyny mieć siły i chęci, aby zrobić z tego spotkania coś fajnego. No i gość jest zupełnie inny niż Ross i całkowicie kupuję jego niegdysiejsze stwierdzenie, że nienawidzi postaci Rossa.
- świetnie wyjaśniony fenomen serialu. Nie tyle dobre żarty, co dobranie IDEALNYCH aktorów do swoich ról. Tym bardziej budzi respekt, bo twórcy nie szli na łatwiznę zatrudniając znane twarze. Każdy z nich (moooże poza Cox) był właściwie anonimowy. Duże ryzyko, które się opłaciło.
- Aniston i Schwimmer przyznali, że byli de facto w sobie zakochani w czasie kręcenia pierwszych sezonów: pamiętam gdy mówiło się o tym. Pamiętam wywiady u Oprah, jak wypowiadali się o sobie. I zawsze miałem wrażenie, że coś tam było. Potwierdzili. Choć dodali, że nigdy nie było nic więcej. Co by potwiedzało teorię Joey'a z 4. sezonu, że jak jest chemia na ekranie, to znaczy że nie ma bunga bunga poza ekranem:) Chociaż jak było naprawdę? Tylko oni wiedzą.
- Archiwalne fragmenty show i chwile, po których reżyser krzyczy "cięcie", a my widzimy dalej co było. Zawsze uwielbiam zaglądać za kulisy w taki sposób.
- Le Blanc i jego kontuzje na ekranie:)
- Czytanie dialogów przy stole. Intonacja. Od razu widać, że oni mają te postaci opanowane w małym palcu.
- Śmiech Lisy Kudrow. Już na zawsze serduszko.
- Aktor grający pana Heckles żyje! Myślałem, że jest dużo starszy niż w rzeczywistości.
Minusy
- Matthew Perry nie dożyje 60. roku życia. Wrak człowieka. Dziwne, że go w ogóle zaprosili.
- Wszyscy (poza Davidem) wydawali się być zmęczeni i jakby nieco przymuszeni do wzięcia udziału. Mam wrażenie, że dla nich to show było jednocześnie największym darem i przekleństwem w życiu. Zapewne rzygają ciągłymi pytaniami o serial i trzeba było długo ich przekonywać do wzięcia udziału.
- James Corden: nie ma drugiego talk-show hosta, mającego twarz, którą tak mocno chciałoby się uderzyć. Nie kumam fenomenu tego gościa. Mogli już dać Conana, który przynajmniej ma historię przeprowadzania wywiadów z nimi w czasie kręcenia serialu. A nie jakiegoś Brytola, która nie ma z tym nic wspólnego.
- Twarz Courtney Cox. Matko Boska
- Jennifer też już zaczyna sobie pomagać chirurgią:)
- Lady Gaga. Na c*uj ty tam polazłaś!
- Pokazywanie fanów z całego świata i ich opinii, jakbyśmy jeszcze nie wiedzieli, że Przyjaciele są do dziś globalnym fenomenem. Gówno mnie obchodzi co ma do powiedzenia na temat serialu jakiś random z Ghany.
Ale ogólnie 8/10. Ładne zamknięcie, fani dostali to czego chcieli. Można się rozejść.
29-05-2021, 14:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-05-2021, 14:27 przez ugh.)





