Cassel przypomniałeś mi o jednej z moich ulubionych książek, tylko już nie pamiętam czy to była lektura w podstawówce, czy w LO. Zakładam że przez tematykę związana z wiejską femme fatale, to raczej w LO czytałem "Chłopów". Wracałem do niej kilka razy, przynajmniej 3 razy po pierwszym przeczytaniu, też w wakacje, tak mi przypadła do gustu. Ale ja ogólnie byłem nietypowym uczniem w podstawówce i LO, jako jeden z niewielu w klasie czytałem dosłownie wszystkie lektury, nie tylko obowiązkowe, ale też uzupełniające. A najlepsze, że byłem uczniem ze średnimi ocenami, nie jednym z tych najlepszych uczniów w klasie.
Nie dlatego, że nas zmuszano, nic z tego, po prostu uwielbiałem czytać od dzieciństwa, bo bardzo wcześnie przez wadę wymowy nauczyłem się czytać. Jak zacząłem chodzić do przedszkola to już umiałem czytać bardzo szybko, co rodzice wykorzystywali na rodzinnych imprezach, gdy kazali mi czytać, np. artykuły sportowe, a reszta rodziny nie mogła uwierzyć, że tak dobrze i szybko idzie mi czytanie. Tak polubiłem czytanie, że czytałem sam od siebie wszystkie lektury, a dodatkowo brałem z biblioteki po 5, 6 książek na miesiąc. Zwłaszcza uwielbiałem te grube książki, epopeje, czyli własnie Chłopów, powieści Sienkiewicza, czy inne grubaśne powieści, nie tylko z polskiego podwórka.
Nie cierpiałem jedynie czytać książek pisanych wierszem, bo nie po to czytam, by zastanawiać się nad sensem wypowiedzi, tylko by od razu zrozumieć co autor miał na myśli ;-) Nie cierpiałem np. Pana Tadeusza którego musieliśmy wiele fragmentów znać na pamięć i do dzisiaj je pamiętam. No może oprócz Dziadów, które nawet lubiłem, ale to przez wątki jak z horrorów.
Nie dlatego, że nas zmuszano, nic z tego, po prostu uwielbiałem czytać od dzieciństwa, bo bardzo wcześnie przez wadę wymowy nauczyłem się czytać. Jak zacząłem chodzić do przedszkola to już umiałem czytać bardzo szybko, co rodzice wykorzystywali na rodzinnych imprezach, gdy kazali mi czytać, np. artykuły sportowe, a reszta rodziny nie mogła uwierzyć, że tak dobrze i szybko idzie mi czytanie. Tak polubiłem czytanie, że czytałem sam od siebie wszystkie lektury, a dodatkowo brałem z biblioteki po 5, 6 książek na miesiąc. Zwłaszcza uwielbiałem te grube książki, epopeje, czyli własnie Chłopów, powieści Sienkiewicza, czy inne grubaśne powieści, nie tylko z polskiego podwórka.
Nie cierpiałem jedynie czytać książek pisanych wierszem, bo nie po to czytam, by zastanawiać się nad sensem wypowiedzi, tylko by od razu zrozumieć co autor miał na myśli ;-) Nie cierpiałem np. Pana Tadeusza którego musieliśmy wiele fragmentów znać na pamięć i do dzisiaj je pamiętam. No może oprócz Dziadów, które nawet lubiłem, ale to przez wątki jak z horrorów.
20-07-2021, 01:44





