Wróciłem do L.A. Confindetal po 23 latach i jestem ponownie rozwalony tym, jak ten film jest mistrzowsko zrealizowany. Na każdej płaszczyźnie.
Zacznę od reżyserii Hansona. Fabuła ma pierdyliard wątków, mnogo bohaterów którzy mają większy lub mniejszy udział w intrydze, różnorakie nazwiska padają co minutę i ani przez chwilę nie gubiłem się, kto jest kto. Czytelność i przejrzystość tego dzieła jest wybitna. Scenariusz błyszczy w każdej scenie - wrażenie, iż nie ma zbędnych rzeczy jest ogromna. To fabuła kompletna, angażująca i w pewnym sensie rozwalająca system, bo posiada kilka warstw, a każda z tych warstw jest "łapliwa". Scenografia - FIU FIU! Nikt nie masturbuje się przy zdjęciach "patrz, jak zrobiliśmy LA z lat 50" - dbałość o szczegóły jest naturalnym elementem tego filmu, i przez to obraz jest autentyczny. Muzyka... podkreśla kadry, podkręca akcję, uzupełnia całość doskonale.
I obsada aktorska. Liczba WIELKICH nazwisk poraża. Wiem, że Crowe i Pearce startowali tym filmem swoje kariery, ale jaki to start! Pierwszy , drugi i trzeci plan toż to wspaniałe kreacje. Basinger nigdy wcześniej ani nigdy później nie zagrała lepiej. Chyba tylko w tym filmie pokazała swój talent. Crowe w roli White'a rozpierniczył system charyzmą, Pearce obrazujący karierowicza wgniótł w fotel swoją autentycznością. Spacey, Cromwell, DeVito wyśrubowali poziom swoich ról na maksa. Wszystko w tym filmie zagrało perfekcyjnie.
10/10
I miło było zobaczyć Simona Bakera w swoim debiucie. Właśnie odkryłem, że "on tam grał" :D :D :D
Zacznę od reżyserii Hansona. Fabuła ma pierdyliard wątków, mnogo bohaterów którzy mają większy lub mniejszy udział w intrydze, różnorakie nazwiska padają co minutę i ani przez chwilę nie gubiłem się, kto jest kto. Czytelność i przejrzystość tego dzieła jest wybitna. Scenariusz błyszczy w każdej scenie - wrażenie, iż nie ma zbędnych rzeczy jest ogromna. To fabuła kompletna, angażująca i w pewnym sensie rozwalająca system, bo posiada kilka warstw, a każda z tych warstw jest "łapliwa". Scenografia - FIU FIU! Nikt nie masturbuje się przy zdjęciach "patrz, jak zrobiliśmy LA z lat 50" - dbałość o szczegóły jest naturalnym elementem tego filmu, i przez to obraz jest autentyczny. Muzyka... podkreśla kadry, podkręca akcję, uzupełnia całość doskonale.
I obsada aktorska. Liczba WIELKICH nazwisk poraża. Wiem, że Crowe i Pearce startowali tym filmem swoje kariery, ale jaki to start! Pierwszy , drugi i trzeci plan toż to wspaniałe kreacje. Basinger nigdy wcześniej ani nigdy później nie zagrała lepiej. Chyba tylko w tym filmie pokazała swój talent. Crowe w roli White'a rozpierniczył system charyzmą, Pearce obrazujący karierowicza wgniótł w fotel swoją autentycznością. Spacey, Cromwell, DeVito wyśrubowali poziom swoich ról na maksa. Wszystko w tym filmie zagrało perfekcyjnie.
10/10
I miło było zobaczyć Simona Bakera w swoim debiucie. Właśnie odkryłem, że "on tam grał" :D :D :D
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
10-10-2021, 08:19





