(07-01-2022, 11:01)Kryst_007 napisał(a): Oglądało się to kiedyś na starym dobrym TCM (jak ja tęsknię za tym w pytę kanałem, którego miejsce zajęła jakaś komercyjna papka)Rozumiem to, choć przyznam się, że mój "wewnętrzny gówniak" cieszy się ze spadnięcia z rowerka za te wszystkie chamskie przerywanie Cartoon Network ;).
Herkules (1958) - od dawna chciałem to zobaczyłem, choć nie spodziewałem jakiegoś wybitnego tytułu. W zasadzie film powinien się nazywać Herkules spotyka Jazona i Argonautów, bo głównie o tym opowiada (choć Herkules walczy przez moment z bizonem kreteńskim i lwem nemejskim), a w pewnym momencie Herkules staje się drugoplanową postacią. W sumie tak jak się spodziewałem - prosta kiczowata baja służący jako ówczesny odmóżdżacz dla europejskiej gawiedzi, jak np. te wszystkie niemieckie westerny z Winnetou. I gdyby trafił do PRL-owskich kin, byłby tak samo kultowy. Raczej taka sobie ekranizacja Argonautów i widać taniochę. Epizod z Amazonkami to nic nie wnoszący zapychacz stworzony, by Jazon (i męska widownia) miał się kogoś ślinić. Podobnie jak wątek miłosny Herkulesa i Jole, bo takie wątki były obligatoryjne. Aczkolwiek podobała mi się postać Peliasa jako dość niejednoznacznego i żałującego swych złych uczynków
5/10
Herkules i królowa Lidia - tym razem film oparty na micie, gdzie Herkules grał pierwsze skrzypce (choć mitu o niewoli Heraklesa u Omfale nie znałem). Widać, że przy tym filmie nie pracował żaden konsultant, bo w Lidii będącej w Azji Mniejszej są jakieś chińskie bramy oraz posągi Sziwy i egipskich bogów ;]. Jak czytałem, aktorka grająca Omfale umierała na białaczkę i był to jej ostatni film - cóż, dała z siebie wszystko i świetnie odgrywa groźną femme fatale. W zasadzie wątek z Omfale to rozszerzony zapychacz, bo później film przypomniał "a tak, przecież ekranizowaliśmy Sofoklesa i Ajschylosa" i zmienia się w wątek bratobójczych walk o Teby, przez co fabuła nie może zdecydować co tu jest głównym wątkiem. Nie mogę z kolei odmówić końcowej bitwie widowiskowości.
5/10
09-01-2022, 01:43





