No ok. Można powiedzieć, że wszyscy mamy rację, a uszczęśliwić wszystkich po prostu się nie da. Mi zwyczajnie bardziej podobała sie forma, gdy pozornie nic się nie działo- Sawyer leżał na plaży i czytał książkę, Hurley plątał się tam i z powrotem z Charliem, Charlie walczył z nałogiem, Jack borykał się ze swoją manią naprawiania wszystkiego co się da, Kate ukrywała swoją historię, a w międzyczasie razem próbowali znaleźć sposób na skontaktowanie się ze światem zewnętrzym. Tworzenie nowej społeczności przez tę grupę osób jakże różnych od siebie, pochodzących z różnych grup społecznych, z różnych miejsc na Ziemii było dla mnie niesamowicie wciągające. Wszyscy chcieli się wydostać z wyspy, ale podświadomie akceptowali fakt, że może im się nie udać, dlatego tworzyli namiastę normalności- wybrali przywódcę, grali w golfa, czytali książki. Wtedy stawiałem sobie pytanie "czy mi udałoby się przetrwać, pogodzić się z zaistniałą sytuacją?".
01-06-2008, 00:16






