Dołączam się do waszych opinii - dla mnie QoS to ostatni Bond, do którego wracam z przyjemnością. Mnóstwo zyskuje przy kolejnych seansach bo przy pierwszym faktycznie montaż mi przeszkadzał. Rzadko mam taką "na przekór" opinię o filmie, od początku nie rozumiem narzekań. Z perspektywy czasu najbardziej lubię:
- mnogość lokacji, które są świetnie dobrane, zróżnicowane i bardzo "filmowe"
- przyziemność fabuły
- przedstawienie Quantum jako współczesnego Spectre - idealna kontynuacja stylistyki CR czyli uwspółcześnić, odkomiksowić, ale still fun
- nietypowa bond girl, ale świetny strong female character, jakże różna od dzisiejszego podejścia do tego tematu
- score (to on odpowiada u mnie za "ciepły klimat" o którym pisze Corn (a może Crow?), muzyczka w Ameryce Poludniowej wymiata
- bad guy - momentami ciarki przechodzą, bezwzględny, lekko dziwaczny, super kreacja
- Bond się nie pierdoli w tańcu, brutalnie i konsekwentnie prze do przodu
- ostatnie dobre title sequence
- lubię Theme Song
- mnogość lokacji, które są świetnie dobrane, zróżnicowane i bardzo "filmowe"
- przyziemność fabuły
- przedstawienie Quantum jako współczesnego Spectre - idealna kontynuacja stylistyki CR czyli uwspółcześnić, odkomiksowić, ale still fun
- nietypowa bond girl, ale świetny strong female character, jakże różna od dzisiejszego podejścia do tego tematu
- score (to on odpowiada u mnie za "ciepły klimat" o którym pisze Corn (a może Crow?), muzyczka w Ameryce Poludniowej wymiata
- bad guy - momentami ciarki przechodzą, bezwzględny, lekko dziwaczny, super kreacja
- Bond się nie pierdoli w tańcu, brutalnie i konsekwentnie prze do przodu
- ostatnie dobre title sequence
- lubię Theme Song
The key of joy is disobedience.
31-10-2022, 14:05





