Obejrzałem po raz szósty. Nie było, nie ma i nie będzie nic lepszego w historii telewizji od pierwszego sezonu. Matthew McConaughey zapisał się w historii rolą Rusta, nihilisty, człowieka samotnego, cierpiącego, który na sam koniec odkrywa światło. Woody jako Marty zamykający mu mordę to równie świetnie odegrany gość. Tym razem również zachwyciłem się genialną Michelle Monaghan. Nie ma tu ani jednej zbędnej sceny, każdy odcinek to arcydzieło na czele z rozróbą w czarnej dzielnicy. Piąty odcinek to również perełka. Od samego początku słuchamy jak nasza dwójka wciska kit a w tym samym czasie widzimy co się naprawdę wydarzyło (Rust walący z AK w zwolnionym tempie to mój gay alert). Uwielbiam również tę scenę jak Rust dostaje schiz i chwyta mocno za kierownicę i czeka aż halucynacje miną, twarz McConaugheya mówi wszystko.
Kocham ten serial, wrócę jeszcze nie raz.
Aha, nie wiem czy kiedykolwiek było to tutaj wspomniane ale dopiero ostatnio się skapnąłem, że Rust prosi o browara nie tylko po to, żeby milej spędzić dzień, ale też po to, żeby jego zeznania były po alkoholu, także będą gówno warte.
Kocham ten serial, wrócę jeszcze nie raz.
Aha, nie wiem czy kiedykolwiek było to tutaj wspomniane ale dopiero ostatnio się skapnąłem, że Rust prosi o browara nie tylko po to, żeby milej spędzić dzień, ale też po to, żeby jego zeznania były po alkoholu, także będą gówno warte.
10-11-2022, 18:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-11-2022, 19:24 przez Krismeister.)





