Gunhed - fun fact: film powstał na podst. jednego z dwóch scenariuszy do przyszłego filmu z Godzillą wyłowionych w konkursie zleconym przez Toho. Ostatecznie wygrał ten do Godzilla kontra Biollante, a ten drugi przerobiono na Gunhed. Zdziwiło mnie, że miało to dystrybucję w Polsce, bo z Japonii to tylko powszechne były animce w latach 90. OK, Godzille też były dystrybuowane u nas, ale pewnie działał jakiś sentyment z PRL-u. A nawalanki z cyborgami i podobnymi cholerami to były bardziej obecne w USA, za którym Polacy przez lata tęsknie wypatrywali.
Trochę przypomina jakąś grę video pokroju Contry. Mimo fajnego premise'u nie jest ciekawie. Ekipa szybko zostaje odstrzelona i zostają tylko Japoniec, bieda-Cynthia Rockthrock i dwójka smarkaczy. Jako, że to japońska produkcja, to nie-Japońców grają tamtejsi imigranci, którzy z aktorstwem nie są za pan brat. Gra aktorska dokładnie ta sama co w pierwszym Resident Evil (tym growym na PSX-a). Nie pomaga też, że połowa obsady Japończyków dukających Engriszem bądź nawijająca z lenistwa japońszczyzną. Montaż też jest do kitu i momentami musiałem przewijać i analizować co się dokładnie wydarzyło. A i maszyny są do siebie podobnymi klocami i można sie pogubić, zwłaszcza że wszystko jest skąpane w ciemnych, metalowych lokalizacjach.
Co mogę pochwalić to niezłe efekty specjalne i generalnie wykonanie techniczne nie ma się czego wstydzić (no... może Bio-robotów bedących kolesiem w zasyfiałym hazmacie i doczepionym metalowym badziewiem). I dzieci jeszcze w miarę uchodzą. No i syntezowa muzyka pasuje i wymiata. Zwłaszcza piosenka na końcu:
4-5/10
Trochę przypomina jakąś grę video pokroju Contry. Mimo fajnego premise'u nie jest ciekawie. Ekipa szybko zostaje odstrzelona i zostają tylko Japoniec, bieda-Cynthia Rockthrock i dwójka smarkaczy. Jako, że to japońska produkcja, to nie-Japońców grają tamtejsi imigranci, którzy z aktorstwem nie są za pan brat. Gra aktorska dokładnie ta sama co w pierwszym Resident Evil (tym growym na PSX-a). Nie pomaga też, że połowa obsady Japończyków dukających Engriszem bądź nawijająca z lenistwa japońszczyzną. Montaż też jest do kitu i momentami musiałem przewijać i analizować co się dokładnie wydarzyło. A i maszyny są do siebie podobnymi klocami i można sie pogubić, zwłaszcza że wszystko jest skąpane w ciemnych, metalowych lokalizacjach.
Co mogę pochwalić to niezłe efekty specjalne i generalnie wykonanie techniczne nie ma się czego wstydzić (no... może Bio-robotów bedących kolesiem w zasyfiałym hazmacie i doczepionym metalowym badziewiem). I dzieci jeszcze w miarę uchodzą. No i syntezowa muzyka pasuje i wymiata. Zwłaszcza piosenka na końcu:
4-5/10
23-12-2022, 23:26






