Przeorany wirusami i przeziębieniem czekałem 3 tygodnie na wizytę w kinie na sequelu od KRÓLa. Stwierdziłem, że poczekam aż wydobrzeję i pójdę wtedy, gdy zdrowie dopisze bo chcę, aby James rozwalił mi znowu łeb tak jak przy okazji części pierwszej. Liczyłem mocno, że u Camerona zagra reguła sequeli, które wychodzą mu kapitalnie. Siadłem wygodnie, ubrałem okulary 3D i....
...chyba to pierwszy film KRÓLa który mnie trochę rozczarował.
Krótka lista co się podobało/nie podobało:
1. Cameron zawsze mi imponował dobrym rozkładaniem akcentów i rozwojem historii. W Terminatorze 2 na pierwsze starcie robotów trzeba czekać 40 minut, w Aliens 2 obcy pojawiają się dopiero po godzinie. Oba filmy umiały przed tym daniem głównym ustawić pionki na planszy i przedstawić w ciekawy sposób bohaterów. Tutaj tak nie jest. To dla mnie pierwszy film Camerona, w którym tak mocno problematyczny był dla mnie storytelling i tempo. Niesamowicie rwany początek, który utrudnia płynne wejście w historię, a potem masa dłużyzn, których jedyną rolą jest pokazanie jakie można dzisiaj robić piękne VFXy. No fajnie, ale treści w tym zero, a historię można było skrócić o 30 minut bo mniej więcej tyle trwają urywki "Z kamerą wśród morskich zwierząt". Pierwsza część miała prosty scenariusz i prostą historię, ale szła za tym jakaś ewolucja bohatera, pojawiały się fajne postaci drugoplanowe, a "źli" mieli konkretne plany pod kątem rozpierdolu.
2. Poza Quarritchem, który ponownie jest głównym złolem to reszta "bad people" jest tak anonimowa, jak tylko się da. Ziomek z harpunem czy ten biolog, do teraz nie wiem jak się nazywali. Aha, była też jakaś pani generał, ale tak jak szybko się pojawia, tak szybko znika. Ogólnie casting na tę obsadę wygląda jak z wieczornego hitu TV Puls z Seagalem. Zapewne w opisie roli harpunnika była wzmianka o aktorze, który umie mówić "Show me the money" z typowym cocky akcentem. W ogóle działania ludzi to jakieś śmieszne podrygi - wielka baza na środku, masa mechów, żołnierzy, a do Sullyego wysyłamy kilkuosobowy oddział.
3. Ten film chce być filmem o rodzinie i odpowiedzialności, ale zapomina, że jest tu ktoś taki jak Jake Sully i Neytiri. Niesamowite, że Cameron tak ograniczył ich role. Dał za to więcej dzieciaków (Kiri jest spoko) i tragicznego Spidera, który jest tylko po to, aby dać Quarritchowi jakąś motywację do zmiany zachowania. Chociaż i tak przez 99% czasu Quarritch to solidny kawał chama.
4. VFXy, zdjęcia i wszystko co się z tym wiąże to p-o-t-ę-g-a. Wygląda jak pierwszy Avatar po włączeniu RTXa
Ale już na serio, naprawdę ludziom za pracę przy efektach należy się dobre piwo. Efektu świeżości może nie ma, ale wszystko jest tu dopracowane do ostatniej kropli deszczu. Mam jednak małe "ale" do HFR, bo okazało się że cały film nie jest w tej technologii, przez co momenty z płynnym obrazem przetykają się ujęciami w 24 fpsach i to w zakresie jednej sceny. Powoduje to lekki dysonans, jak w grach gdzie wyczuwalny jest fps drop.
5. Avatar 2 jest "mniejszy" niż pierwszy i to mnie zaskoczyło. Nie wiem czy to wada, czy zaleta. Cameron nie chciał przeskakiwać kolejnej poprzeczki, a tylko rozbudować uniwersum. Nie ma więc wielkiej bitwy czy jakiegoś Mcguffina. Całość ma wymiar osobistej zemsty i to jest akurat spoko. Tylko, że zemsta opakowana wątkami z orką i dzieciakami bywa nudna James...
6. Ale już ostatnia akcyjka to Cameron pełną gębą. Jest tu sporo dobroci, jest nawet lekkie napięcie i fajny tekst Sully'ego.
7. Nie zmienia to jednak faktu, ze Cameron cytuje sam siebie, również pod kątem akcji - not in Kansas anymore, czy walka młodego z "rekinem" (kopiuj-wklej z pościgu w dżungli gdy Sully skakał z wodospadu) to czysty recykling z lekką zmianą scenografii. Aha, Cameron był bezczelny nawet do tego stopnia, że w 3/4 filmu przypomniał sobie, że ludzie są chciwi i zamiast unobtanium warte miliony jest jakaś tam krew pandorańskich orek, która zatrzymuje efekt starzenia, też warta miliony <3
8. Nie miałem absolutnie żadnego problemu z postacią Kiri. Z całej rodzinki wydała mi się nawet najciekawsza i najzabawniejsza. W przeciwieństwie do braci, którzy byli bardzo do siebie podobni.
9. Mam nieodparte wrażenie, że w części trzeciej ludzi będzie jeszcze mniej, a James będzie pałować się innym środowiskiem. Szkoda, bo akurat starcie ludzi z Navi ma super potencjał, tutaj nie wykorzystano go nawet w 5%. Zawsze myślałem, że jak ci dostali wpierdziel i musieli wrócić na ziemię, to skontrują stawiając na Pandorze solidnego buta. A tutaj poza scenką z mechami nie ma NIC. Trailer pokazał prawie wszystko. Strasznie to po łębkacj zrobione. Panie James, rób pan science-fiction kino wojenne z prawdziwego zdarzenia, a nie jakiś apel ku ratowaniu Ziemi.
Nie wiem czy mam ochotę na powtórkę. Trochę się zmęczyłem tym filmem, a pierwszą część widziałem w kinie 3 razy + wersję specjalną. I uważam ją za lepszy film całościowo, bo to wciąż rzetelna przygodówka.
5/10
...chyba to pierwszy film KRÓLa który mnie trochę rozczarował.
Krótka lista co się podobało/nie podobało:
1. Cameron zawsze mi imponował dobrym rozkładaniem akcentów i rozwojem historii. W Terminatorze 2 na pierwsze starcie robotów trzeba czekać 40 minut, w Aliens 2 obcy pojawiają się dopiero po godzinie. Oba filmy umiały przed tym daniem głównym ustawić pionki na planszy i przedstawić w ciekawy sposób bohaterów. Tutaj tak nie jest. To dla mnie pierwszy film Camerona, w którym tak mocno problematyczny był dla mnie storytelling i tempo. Niesamowicie rwany początek, który utrudnia płynne wejście w historię, a potem masa dłużyzn, których jedyną rolą jest pokazanie jakie można dzisiaj robić piękne VFXy. No fajnie, ale treści w tym zero, a historię można było skrócić o 30 minut bo mniej więcej tyle trwają urywki "Z kamerą wśród morskich zwierząt". Pierwsza część miała prosty scenariusz i prostą historię, ale szła za tym jakaś ewolucja bohatera, pojawiały się fajne postaci drugoplanowe, a "źli" mieli konkretne plany pod kątem rozpierdolu.
2. Poza Quarritchem, który ponownie jest głównym złolem to reszta "bad people" jest tak anonimowa, jak tylko się da. Ziomek z harpunem czy ten biolog, do teraz nie wiem jak się nazywali. Aha, była też jakaś pani generał, ale tak jak szybko się pojawia, tak szybko znika. Ogólnie casting na tę obsadę wygląda jak z wieczornego hitu TV Puls z Seagalem. Zapewne w opisie roli harpunnika była wzmianka o aktorze, który umie mówić "Show me the money" z typowym cocky akcentem. W ogóle działania ludzi to jakieś śmieszne podrygi - wielka baza na środku, masa mechów, żołnierzy, a do Sullyego wysyłamy kilkuosobowy oddział.
3. Ten film chce być filmem o rodzinie i odpowiedzialności, ale zapomina, że jest tu ktoś taki jak Jake Sully i Neytiri. Niesamowite, że Cameron tak ograniczył ich role. Dał za to więcej dzieciaków (Kiri jest spoko) i tragicznego Spidera, który jest tylko po to, aby dać Quarritchowi jakąś motywację do zmiany zachowania. Chociaż i tak przez 99% czasu Quarritch to solidny kawał chama.
4. VFXy, zdjęcia i wszystko co się z tym wiąże to p-o-t-ę-g-a. Wygląda jak pierwszy Avatar po włączeniu RTXa
Ale już na serio, naprawdę ludziom za pracę przy efektach należy się dobre piwo. Efektu świeżości może nie ma, ale wszystko jest tu dopracowane do ostatniej kropli deszczu. Mam jednak małe "ale" do HFR, bo okazało się że cały film nie jest w tej technologii, przez co momenty z płynnym obrazem przetykają się ujęciami w 24 fpsach i to w zakresie jednej sceny. Powoduje to lekki dysonans, jak w grach gdzie wyczuwalny jest fps drop.5. Avatar 2 jest "mniejszy" niż pierwszy i to mnie zaskoczyło. Nie wiem czy to wada, czy zaleta. Cameron nie chciał przeskakiwać kolejnej poprzeczki, a tylko rozbudować uniwersum. Nie ma więc wielkiej bitwy czy jakiegoś Mcguffina. Całość ma wymiar osobistej zemsty i to jest akurat spoko. Tylko, że zemsta opakowana wątkami z orką i dzieciakami bywa nudna James...
6. Ale już ostatnia akcyjka to Cameron pełną gębą. Jest tu sporo dobroci, jest nawet lekkie napięcie i fajny tekst Sully'ego.
7. Nie zmienia to jednak faktu, ze Cameron cytuje sam siebie, również pod kątem akcji - not in Kansas anymore, czy walka młodego z "rekinem" (kopiuj-wklej z pościgu w dżungli gdy Sully skakał z wodospadu) to czysty recykling z lekką zmianą scenografii. Aha, Cameron był bezczelny nawet do tego stopnia, że w 3/4 filmu przypomniał sobie, że ludzie są chciwi i zamiast unobtanium warte miliony jest jakaś tam krew pandorańskich orek, która zatrzymuje efekt starzenia, też warta miliony <3
8. Nie miałem absolutnie żadnego problemu z postacią Kiri. Z całej rodzinki wydała mi się nawet najciekawsza i najzabawniejsza. W przeciwieństwie do braci, którzy byli bardzo do siebie podobni.
9. Mam nieodparte wrażenie, że w części trzeciej ludzi będzie jeszcze mniej, a James będzie pałować się innym środowiskiem. Szkoda, bo akurat starcie ludzi z Navi ma super potencjał, tutaj nie wykorzystano go nawet w 5%. Zawsze myślałem, że jak ci dostali wpierdziel i musieli wrócić na ziemię, to skontrują stawiając na Pandorze solidnego buta. A tutaj poza scenką z mechami nie ma NIC. Trailer pokazał prawie wszystko. Strasznie to po łębkacj zrobione. Panie James, rób pan science-fiction kino wojenne z prawdziwego zdarzenia, a nie jakiś apel ku ratowaniu Ziemi.
Nie wiem czy mam ochotę na powtórkę. Trochę się zmęczyłem tym filmem, a pierwszą część widziałem w kinie 3 razy + wersję specjalną. I uważam ją za lepszy film całościowo, bo to wciąż rzetelna przygodówka.
5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
05-01-2023, 23:32 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2023, 23:35 przez Snappik.)





