(22-04-2023, 12:07)simek napisał(a): Ja myślałem że sam mam mnóstwo czasu na różne pierdoły w życiu, ale wtedy pojawia się first-pepe który ma czas nie dość że na czytanie książek jakiegoś Silverberga, to jeszcze nawet na dziesięć tych, które były beznadziejne ;)
(22-04-2023, 13:55)al_jarid napisał(a): Dwie książki na tydzień? Albo są cieniutkie, albo do roboty nie chodzisz ;)
Czasami czytam w robocie, jak nikt nie patrzy ;)
A tak serio, jak się chce, to się da, czytam wszędzie tam, gdzie nic nie robię, albo czekam na coś (np. jem obiad na mieście, to sobie wyciągam książkę do poczytania i wtedy wyglądam jak Obcy w obcym kraju).
Pan Światła to niemożebne gówno. Czekaj, wkleję swoją opinię pisaną na świeżo na LC, dałem ocenę 2/10
"Krótko - przerost formy nad treścią, zresztą w typowym dla Zelazny'ego stylu.
Szerzej - bosze, jakie to było dołująco nudne. Tak to jest, kiedy autor skupia się tylko na doprowadzeniu konceptu do perfekcji, a nie chce mu się dopracować fabuły. Fabuła jest denna niczym wiara ludzi w boga Covida, bohaterowie to niby przesiedleńcy z Ziemi na jakąś planetę, ale ciężko to stwierdzić, bo autor ani na chwilę nie porzuca koncepcji hinduistycznego świata bóstw i ludzi (tak, świat ludzi też jest hinduistyczny),najciekawsza rzecz, czyli dlaczego przesiedleńcy postanowili na obcej planecie (w domyśle) stworzyć hinduistyczny świat, oczywiście nie zostaje przez Zelazny'ego wyjaśniona. W konsekwencji niby mamy do czynienia z s-f, tyle że w praktyce jest to czystej wody fantasy mitologiczne.
I tu pojawia się kolejny ogromny problem - Zelazny nie potrafi uwiarygodnić bohaterów jako zwykłych ludzi, którzy postanowili zostać bogami hinduistycznymi. Czytelnik nie widzi ludzi, tylko walczące ze sobą mity, hinduizm z buddyzmem, a gdzieś na końcu (zupełnie z czapy) nagle pojawia się jeszcze wątek chrześcijaństwa i islamu. Kurka, o co autorowi w tym całym bełkocie chodziło, to ni mam pojęcia. W każdym razie nie potrafiłem się w żaden sposób przejąć losami bohaterów uosabiających bogów panteonu (Kali, Kryszna, Wisznu, Sziwa, Ganesza, Jama itd.),bo nie widziałem żywych postaci, tylko kukły (tak jak w mitach zresztą).
Jakby tego było mało, to akcja została tak przedstawiona, że najpierw mamy jeden rozdział powiedzmy w czasie teraźniejszym, potem pięć rozdziałów wspominkowych, by w ostatnim rozdziale powrócić do tu i teraz i w trzydzieści szybkich stron rozwiązać wszystkie wątki. Wzorcowe budowanie dramatyzmu panie Autor, gratuluję, skutek był taki że skończyłem powieść zmuszając się do tego na przestrzeni trzech tygodni, zupełnie niezainteresowany co się będzie działo.
Czary goryczy dopełnia drętwe filozofowanie autora na tematy głębokie jak przydrożna kałuża i wkładanie w usta mitologicznych bóstw odniesień do czasów współczesnych, pod tym względem powieść się strasznie zestarzała, bo czasy hippisowskie i fascynacji kulturą Wschodu, kiedy była pisana, już dawno przeminęły, dzisiaj trzeba czytać Orwella, Huxleya i Brunnera "Ślepe stado", żeby zrozumieć świat."
Czytałem kilka rzeczy Zelaznego, każda z nich była pokazem grafomaństwa, także "Aleja potępienia".
Jak należy używać mitologicznych postaci w żywej, fascynującej fabule pokazał Dan Simmons w wyśmienitej dylogii s-f "Ilion/Olimp". Jest to jedna z nielicznych rzeczy, które zamierzam sobie kiedyś powtórzyć.
22-04-2023, 20:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-04-2023, 20:23 przez first-pepe.)





