Byłem pierwszy raz w kinie od niepamiętnych czasów, będzie z 4-5 lat, poszedłem specjalnie na Godzillę Minus One, żeby ponownie poczuć tę magię dawnego kina, znaną z Parku Jurajskiego, Walecznego Serca, czy Dnia Niepodległości i w kurczę pieczone, doczekałem się. Fabularnie film jest dobry, ale bez wodotrysków, prosta historyjka przybrana w dramatyzm rodem ze jasełkowych inscenizacji Szekspira, ekspresja japońska uzupełniona o dziwnie szczekany język, jakieś to cringowe. Niemniej daje to wystarczającą, dramatyczną podbudowę pod fabułę i akcję, do tego oczy Minami Hamabe w scenie w pociągu, to jedna z bardziej rozczulających rzeczy jakie widziałem w kinie.
Ale ... sceny z jaszczurem, każda jedna, to czysta poezja epickiej rozpierduchy. Pisząc o tym filmie bratu, porównałem je do scen ataku tyranozaura w Parku Jurajskim, ta sama skala perfekcyjnej doskonałości w każdym pikselu obrazu i dźwięku. Dosłownie magia kina, atak gada na dzielnicę Ginza, matko jedyna, jaka ekstaza.
Jedyne, czego zabrakło, to świeżości tematu, jaką miał Park Jurajski, jednak motyw Godzilli został już mocno wyeksploatowany i przenicowany na wiele sposobów, jak dinozaury wchodziły do akcji, to nie było nigdy wcześniej czegoś takiego i to na taką skalę.
Ode mnie 9/10
Ale ... sceny z jaszczurem, każda jedna, to czysta poezja epickiej rozpierduchy. Pisząc o tym filmie bratu, porównałem je do scen ataku tyranozaura w Parku Jurajskim, ta sama skala perfekcyjnej doskonałości w każdym pikselu obrazu i dźwięku. Dosłownie magia kina, atak gada na dzielnicę Ginza, matko jedyna, jaka ekstaza.
Jedyne, czego zabrakło, to świeżości tematu, jaką miał Park Jurajski, jednak motyw Godzilli został już mocno wyeksploatowany i przenicowany na wiele sposobów, jak dinozaury wchodziły do akcji, to nie było nigdy wcześniej czegoś takiego i to na taką skalę.
Ode mnie 9/10
13-12-2023, 22:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-12-2023, 22:16 przez first-pepe.)





