![[Obrazek: 61ZyCCjPdsL._AC_SY879_.jpg]](https://m.media-amazon.com/images/I/61ZyCCjPdsL._AC_SY879_.jpg)
W końcu obejrzałem "Galaktykę grozy" ("Galaxy of terror") z 1981 r. ze stajni Rogera Cormana, który na przestrzeni l. 80-tych wyprodukował sporo zrzynek z "Obcego". Czym bowiem jest "Galaktyka grozy"? Zrzynką z filmu Scotta, przy czym jedną z tych lepszych, co nie oznacza jednak, że jest dobrym filmem.
Zasadniczo obecnie film istnieje w świadomości kinomanów z uwagi na fakt zaangażowania Jamesa Camerona jako production designera i reżysera drugiego planu oraz niedorzecznej sceny, gdzie jedna z bohaterek zostaje zgwałcona przez gigantycznego robaka-gąsienice (serio).
Podczas akcji ratunkowej na planecie Morganthus ekipa natrafia na przedziwny obiekt - gigantyczną piramidę. Podczas wędrówek po jej wnętrzu ratownicy muszą zmierzyć się nie tylko z chadzającymi w jej trzewiach monstrami, lecz także z demonami tkwiącymi w ich umysłach. W finale okazuje się również, iż cała akcja była tylko przykrywką dla planów najbardziej tajemniczej postaci w filmie, niejakiego Mistrza.
Zasadniczo film to powtórzenie motywów z "Obcego" plus "Zakazanej planety", nakręcony za niewielkie pieniądze. Historia w zarysie jest ciekawa, niemniej czegoś w niej brakuje. Motywacje bohaterów są mętne, a ich rola sprowadza się do bycia mięsem armatnim. Ba, w pewnym momencie film zapomina o jednej z postaci, pomimo tego, że to ona miała decydujące znaczenie dla finału.
Zasadniczo obecnie film istnieje w świadomości kinomanów z uwagi na fakt zaangażowania Jamesa Camerona jako production designera i reżysera drugiego planu oraz niedorzecznej sceny, gdzie jedna z bohaterek zostaje zgwałcona przez gigantycznego robaka-gąsienice (serio).
Podczas akcji ratunkowej na planecie Morganthus ekipa natrafia na przedziwny obiekt - gigantyczną piramidę. Podczas wędrówek po jej wnętrzu ratownicy muszą zmierzyć się nie tylko z chadzającymi w jej trzewiach monstrami, lecz także z demonami tkwiącymi w ich umysłach. W finale okazuje się również, iż cała akcja była tylko przykrywką dla planów najbardziej tajemniczej postaci w filmie, niejakiego Mistrza.
Zasadniczo film to powtórzenie motywów z "Obcego" plus "Zakazanej planety", nakręcony za niewielkie pieniądze. Historia w zarysie jest ciekawa, niemniej czegoś w niej brakuje. Motywacje bohaterów są mętne, a ich rola sprowadza się do bycia mięsem armatnim. Ba, w pewnym momencie film zapomina o jednej z postaci, pomimo tego, że to ona miała decydujące znaczenie dla finału.
Coby jednak nie mówić, w filmie widać ambicję by był czymś więcej niż tylko cormanowym skokiem na kasę widzów. Problem polega nie tyle na wykonaniu, co niedostatkach scenariusza pisanego na kolanie i po łepkach.
6 na 10 (punkt z design Camerona i efekty).
BTW w obsadzie młody Robert Englung przed "Koszmarem z ulicy Wiązów" i Zalman King przed "9 i pół tygodnia".
27-12-2023, 16:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-08-2024, 22:50 przez Scheckley.)





