Three Godfathers (1936) - w Święto Trzech Króli westernowa wersja Trzech Króli. Jest sobie trzech bandziorów, którzy tydzień przed Wigilią po obrabowaniu banku znajdują na pustyni matkę z noworodkiem. Matka umiera, ale prosi mężczyzn o zajęcie się dzieckiem.
Trochę staroć. Początek nieco ospały i trochę trzeba przeczekać gadanych scen. Druga połowa żywsza i nawet szybko zlatuje. Plus oferuje kilka ładnych widoczków. Dość ciekawym zabiegiem jest to, że tytułowi bohaterowie są różnorodni w charakterach. Jeden (wyglądający jak Lee Marvin) to intelektualista, drugi to chłopek-roztropek, a trzeci to zły człowiek. Po Bobie (tym trzecim) widać, że to podejrzany typek, które przyjście zwiastuje znane już w westernach przerwanie muzyki i imprezy. I nie waha się zastrzelić Świętego Mikołaja. Jest najbardziej sceptyczny, by zabierać niemowlę w długą podróż. Zwłaszcza, że pojawiają kolejne trudności jak padłe konie od zatrutego zdroju czy konieczność powrotu do okradzionego miasteczka, gdzie czeka stryczek. Jednak nie jest całkowicie bez skrupułów, bo mimo wszystko idzie na kompromisy z kompanami. Więc w jakimś stopniu panowie wzbudzają sympatię i wierzy się w ich kumpelstwo. I też jesyładna i wiarygodna przemiana Boba. Nawet jest subtelny symbolizm, gdy czarny ubiór Boba jest coraz bardziej zasyfiony od pustynnych warunków i jaśniejszy. I ze dwie rzeczy wzięły mnie z zaskoczenia.
Ładna to przypowieść, choć przykryta kurzem.
6/10
PS. Kolejny utwór, z którego J.K. Rowling zżynała podczas pisania Harry'ego Pottera, bo jedna z postaci nazywa się profesor Snape :).
Trochę staroć. Początek nieco ospały i trochę trzeba przeczekać gadanych scen. Druga połowa żywsza i nawet szybko zlatuje. Plus oferuje kilka ładnych widoczków. Dość ciekawym zabiegiem jest to, że tytułowi bohaterowie są różnorodni w charakterach. Jeden (wyglądający jak Lee Marvin) to intelektualista, drugi to chłopek-roztropek, a trzeci to zły człowiek. Po Bobie (tym trzecim) widać, że to podejrzany typek, które przyjście zwiastuje znane już w westernach przerwanie muzyki i imprezy. I nie waha się zastrzelić Świętego Mikołaja. Jest najbardziej sceptyczny, by zabierać niemowlę w długą podróż. Zwłaszcza, że pojawiają kolejne trudności jak padłe konie od zatrutego zdroju czy konieczność powrotu do okradzionego miasteczka, gdzie czeka stryczek. Jednak nie jest całkowicie bez skrupułów, bo mimo wszystko idzie na kompromisy z kompanami. Więc w jakimś stopniu panowie wzbudzają sympatię i wierzy się w ich kumpelstwo. I też jesyładna i wiarygodna przemiana Boba. Nawet jest subtelny symbolizm, gdy czarny ubiór Boba jest coraz bardziej zasyfiony od pustynnych warunków i jaśniejszy. I ze dwie rzeczy wzięły mnie z zaskoczenia.
Ładna to przypowieść, choć przykryta kurzem.
6/10
PS. Kolejny utwór, z którego J.K. Rowling zżynała podczas pisania Harry'ego Pottera, bo jedna z postaci nazywa się profesor Snape :).
06-01-2025, 23:34





