Jestem po dwóch odcinkach i, zgodnie z moją intuicją przed obejrzeniem, nie rozumiem szału na ten serial.
Najpierw dobre rzeczy: aktorstwo rzeczywiście na wysokim poziomie, ale bardziej jest to solidność niż coś, czym mógłbym się zachwycić.
Cała reszta? No ja nie kupuję pomysłu wyjściowego, czyli pokazania w czasie rzeczywistym przebiegu aresztowania, przesłuchań, przeprowadzenia śledztwa, bo póki co nie ma w tych wszystkich wydarzeniach niczego ciekawego poza elementem szokującym, który w zamyśle ma rozmiękczyć widza.
Robienie wszystkiego na jednym ujęciu: zgadzam się z Mefistem, że to nie jest 2005 rok żeby coś takiego miało być imponujące, jest to filmowy odpowiednik wypicia butelki piwa duszkiem, aby zaszpanować swoim 30-letnim znajomym, czyli no spoko, że to potrafisz, być może w liceum na kimś by to zrobiło wrażenie, ale teraz to już naprawdę więcej sensu i przyjemności da wypicie tego piwa normalnie, z przerwami. Ja nie widzę żadnej wartości w takim podejściu do kręcenia - długie ujęcia potrafią fantastycznie spełniać swoją rolę, gdy pojawią się w filmie raz, czy dwa, w konkretnym, kluczowym momencie, a robienie całego odcinka w taki sposób już gdzieś po 7 minutach zaczyna mnie irytować, przestaję wierzyć że podglądam prawdziwy przebieg zdarzeń i zaczynam widzieć nachalną inscenizację, a w mojej głowie pojawia się myśl "ciekawe jak ci aktorzy i ekipa muszą się tam uwijać za kamerą, aby zdążyć na kolejne pojawienie się w kadrze?".
Może druga połowa jest lepsza, oby, ale póki co kompletnie to do mnie nie trafia i z wielkim zdziwieniem czytam opinie z pierwszych stron tematu.
Najpierw dobre rzeczy: aktorstwo rzeczywiście na wysokim poziomie, ale bardziej jest to solidność niż coś, czym mógłbym się zachwycić.
Cała reszta? No ja nie kupuję pomysłu wyjściowego, czyli pokazania w czasie rzeczywistym przebiegu aresztowania, przesłuchań, przeprowadzenia śledztwa, bo póki co nie ma w tych wszystkich wydarzeniach niczego ciekawego poza elementem szokującym, który w zamyśle ma rozmiękczyć widza.
Robienie wszystkiego na jednym ujęciu: zgadzam się z Mefistem, że to nie jest 2005 rok żeby coś takiego miało być imponujące, jest to filmowy odpowiednik wypicia butelki piwa duszkiem, aby zaszpanować swoim 30-letnim znajomym, czyli no spoko, że to potrafisz, być może w liceum na kimś by to zrobiło wrażenie, ale teraz to już naprawdę więcej sensu i przyjemności da wypicie tego piwa normalnie, z przerwami. Ja nie widzę żadnej wartości w takim podejściu do kręcenia - długie ujęcia potrafią fantastycznie spełniać swoją rolę, gdy pojawią się w filmie raz, czy dwa, w konkretnym, kluczowym momencie, a robienie całego odcinka w taki sposób już gdzieś po 7 minutach zaczyna mnie irytować, przestaję wierzyć że podglądam prawdziwy przebieg zdarzeń i zaczynam widzieć nachalną inscenizację, a w mojej głowie pojawia się myśl "ciekawe jak ci aktorzy i ekipa muszą się tam uwijać za kamerą, aby zdążyć na kolejne pojawienie się w kadrze?".
Może druga połowa jest lepsza, oby, ale póki co kompletnie to do mnie nie trafia i z wielkim zdziwieniem czytam opinie z pierwszych stron tematu.
23-03-2025, 08:26





