Obejrzałem póki co połowę, bo nawet takiego zgreda jak mnie dogoniła ta wszechobecna ekscytacja i szum. Zresztą, spoko jest czasem wiedzieć o co chodzi z jakąś aktualną sprawą, więc się zabrałem za to. Mniejsza zresztą ze mną
Pierwszy odcinek podobał mi się, nawet powiem, że bardzo. Udało się uzyskać bardzo gęsty klimat przy drobiazgowym pokazywaniu kwestii w sumie czysto proceduralnych. Świetna dynamika i intensywność sprawiają, że można aż poczuć napięcie związane z całą tą sytuacją. I to zarówno jak chodzi o zatrzymanego chłopaka, jego rodzinę - głównie oczywiście ojca, ale i całą resztę czyli policję, lekarkę, a nawet prawnika. Sugestywnie zbudowano nastrój kompletnej niewiedzy, zaskoczenia, przytłoczenia i to dobrze oddaje w finałowej części odcinka, bo gdy sprawa się klaruje, to dochodzi do przykrego zderzenia ulgi - no nareszcie wykładane są karty na stół - ze spełnieniem się najgorszym obaw - co te karty ukazują. Rewelacyjna robota, a cały ten myk z jednym ujęciem w takiej konstrukcji sprawdza się bardzo dobrze, bo służy historii, pozwala ją dosadniej opowiedzieć. No ma same plusy. W tym wypadku uważam, że klasyczna realizacja odjęłaby od mocy. Nawet gdyby była jakaś topowa. Tutaj jest doskonała synergia treści i formy.
Drugi odcinek to już półka niżej. Fabularnie robi się dość nijako, napięcie spada o kilka poziomów, a i realizacja zaczyna być bardziej problemem niż atutem. O ile w pierwszym epizodzie te wszystkie myki polegającej na przejmowaniu skupienia kamery przy przecięciu się dróg jakichś osób były bardzo naturalne, bo mamy do czynienia z sytuacją, gdzie właśnie działania jednych pozwalają na uruchomienie procedur wykonywanych przez drugich, tak tutaj ten sam zabieg techniczny generuje sztuczność w inscenizacji. Długie ujęcie i cała koncepcja z czasem rzeczywistym odbiera bowiem narzędzie narracyjne w postaci montażu równoległego, a ten byłby mile widziany, kiedy mamy ileś tam wątków niekoniecznie bezpośrednio od siebie zależnych, do tego toczących się w kompleksie budynków, w wielu salach, z wieloma postaciami. Gwoździem do trumny jest scena gonitwy, która wygląda już wręcz słabo. No ale wrócę do treści jeszcze. Ta zaczyna być w tym odcinku dość ostentacyjna. Wszystkie główne zwroty akcji to dialog wykrzykiwany w twarz, zarówno postaci jak i widza. W samej treści też jest to mało zniuansowane, mimo że pozornie przecież właśnie ma tu zachodzić dwuznaczność. Coś tu nie gra.
Obadam dalej, ale coś czuję, że pierwszy odcinek pozostanie w moich oczach zdecydowanie najjaśniejszym punktem tego serialu. Bo też pewnie nie zostanę tak poruszony wymową tej historii. Co trochę nawet mnie dziwi, bo ogólnie to łatwo się tak emocjonalnie daję ponieść. Tutaj chyba zbyt grubymi nićmi szyty jest przekaz sam w sobie, a brakuje sugestii i namawiania do wyciągania wniosków. Łopatologia no
Pierwszy odcinek podobał mi się, nawet powiem, że bardzo. Udało się uzyskać bardzo gęsty klimat przy drobiazgowym pokazywaniu kwestii w sumie czysto proceduralnych. Świetna dynamika i intensywność sprawiają, że można aż poczuć napięcie związane z całą tą sytuacją. I to zarówno jak chodzi o zatrzymanego chłopaka, jego rodzinę - głównie oczywiście ojca, ale i całą resztę czyli policję, lekarkę, a nawet prawnika. Sugestywnie zbudowano nastrój kompletnej niewiedzy, zaskoczenia, przytłoczenia i to dobrze oddaje w finałowej części odcinka, bo gdy sprawa się klaruje, to dochodzi do przykrego zderzenia ulgi - no nareszcie wykładane są karty na stół - ze spełnieniem się najgorszym obaw - co te karty ukazują. Rewelacyjna robota, a cały ten myk z jednym ujęciem w takiej konstrukcji sprawdza się bardzo dobrze, bo służy historii, pozwala ją dosadniej opowiedzieć. No ma same plusy. W tym wypadku uważam, że klasyczna realizacja odjęłaby od mocy. Nawet gdyby była jakaś topowa. Tutaj jest doskonała synergia treści i formy.
Drugi odcinek to już półka niżej. Fabularnie robi się dość nijako, napięcie spada o kilka poziomów, a i realizacja zaczyna być bardziej problemem niż atutem. O ile w pierwszym epizodzie te wszystkie myki polegającej na przejmowaniu skupienia kamery przy przecięciu się dróg jakichś osób były bardzo naturalne, bo mamy do czynienia z sytuacją, gdzie właśnie działania jednych pozwalają na uruchomienie procedur wykonywanych przez drugich, tak tutaj ten sam zabieg techniczny generuje sztuczność w inscenizacji. Długie ujęcie i cała koncepcja z czasem rzeczywistym odbiera bowiem narzędzie narracyjne w postaci montażu równoległego, a ten byłby mile widziany, kiedy mamy ileś tam wątków niekoniecznie bezpośrednio od siebie zależnych, do tego toczących się w kompleksie budynków, w wielu salach, z wieloma postaciami. Gwoździem do trumny jest scena gonitwy, która wygląda już wręcz słabo. No ale wrócę do treści jeszcze. Ta zaczyna być w tym odcinku dość ostentacyjna. Wszystkie główne zwroty akcji to dialog wykrzykiwany w twarz, zarówno postaci jak i widza. W samej treści też jest to mało zniuansowane, mimo że pozornie przecież właśnie ma tu zachodzić dwuznaczność. Coś tu nie gra.
Obadam dalej, ale coś czuję, że pierwszy odcinek pozostanie w moich oczach zdecydowanie najjaśniejszym punktem tego serialu. Bo też pewnie nie zostanę tak poruszony wymową tej historii. Co trochę nawet mnie dziwi, bo ogólnie to łatwo się tak emocjonalnie daję ponieść. Tutaj chyba zbyt grubymi nićmi szyty jest przekaz sam w sobie, a brakuje sugestii i namawiania do wyciągania wniosków. Łopatologia no
.
24-03-2025, 15:48





