Sądziłem, że kolejnego posta wrzucę poźniej, ale w praktyce obie książki które teraz przeczytałem są krótkie, więc dajem teraz:
Wierny Rusłan - o psie, który warował przy łagrze, a po jego likwidacji nie co ze sobą począć, bo zostało mu zboczenie zawodowe. A właściwie wyprana mózgownica, bo Rusłana i część jego kamratów tak silnie wytresowano, że są gotowi traktować przyjezdnych robotników jako zbiegów, a także brak im wyobraźni. Wierności nie można im odmówić - Rusłana obrzydza, że największy przechuj z psów stróżujących merda ogonem u jakiegoś wioskowego chłystka. Nawet nie spojrzy na okoliczne suki, które chcą z nim spółkować bo taki przystojny. To na swój przykre, bo jakoś podświadomie Rusłan czuje, że coś jest nie tak i z tego zdaje sprawę zbyt późno.
A jeszcze to przykre, bo w obozie psy traktowano relatywnie dobrze - zaskakująco jak na tego typu literaturę jest sporo sympatii wobec czworonogów i nie ma zbędnego okrucieństwa. Były opiekun zamierza nauczyć Rusłana moresu w kawiarni, to wszyscy zgromadzeni łącznie z bufetową zaczynają zrzędzić, "że panie, co męczysz biednego psa" - powieść dziejąca w latach 60., ale mentalność ta sama :). A psi instruktor uważa, że Radzianie są najlepsi w kynologii, bo traktują psy z miłością i szacunkiem. Lecz wciąż jest ta dawna mroczna strona - np. kiedy instruktorzy uznają szczenięce rodzeństwa Rusłana za nieodpowiednie, nakazują je utopić.
I nie jest tak, że wszystkie psy są takie same. Jeden - Dżulbars jest zbyt służbisty, gdy Ingus, uważany za niesamowitego przez ludzi, to pozer i bumelant, któremu nie zależy na przodownictwie. Ładnie można to odnieść do mentalności ludzkiej. Też zarysowano postacie ludzkie - Wycieruch chlejący na umór i wspominając dawne czasy stolarza czy Stiura będąca gospodynią, która nie daje w kaszę dmuchać.
Niezłe to. No i dość zgrabne opowiedzenie o manipulacjach systemu i zrobieniu z siebie marionetki.
Bambi: Opowieść leśna - obejrzałem wszelkie możliwe ekranizacje filmowe, jakie znam. Ale ciekawy byłem samej powieści. Wcześniej też poczytałem informacji na ten temat i spodziewałem jakiegoś horroru, bo Salten pisał dla dorosłych i nalegał, by nie kwalifikować jako powieści dla dzieci. Cóż, jest na tyle przystępna, że można dać do poczytania młodszym. Nawet jest motyw, jak matka zbywa Bambiego zadającego problematyczne pytania, mówiąc że jest za mały.
Mniej idylliczna natura, bo zwierzęta są dla siebie dupkami. Przyjaciel Zając, czyli pierwowzór Tuptusia, jak zostaje uratowany, to odbiega bez słowa "dziękuję" albo "poliż mnie w dupę". A jeleni też lepiej unikać. Podczas godów Bambi jest tak zdeterminowany, że jest gotów zabijać konkurentów, nawet tych którzy byli dla niego serdeczni*. Jednakże mimo chłodnej neutralności, zwierzęta żyją w zgodzie i najgorszy jest ON (tj. człowiek rozumny, nie ten LGBDiabeł z Atomówek). Bodaj to pierwszy utwór xenofiction, gdzie przedstawiono homo sapiens jako cthulhu. Salten daje dość niepokojący opis człowieka jako nienaturalnej istoty, niemalże kosmity i odczuwa się te przerażenie zwierząt, które widzą w nim niezniszczalną i superinteligetną istotę. I jak po latach się okazuje się, że ten strach przed NIMI jest całkowicie zgodny z badaniami naukowymi. I przesłaniem Bambiego jest, że jednak ta natura jest lepsza bez człowieka. Co ciekawe - Felix Salten sam był zapalonym myśliwym (ja tam umiem rozdzielać dzieło od twórcy).
I też mniej szablonowo podchodzi do ukazania gatunków. Jeleniowate czy zającowate i wiewiórki są spoko, ale kraski to dresy i głupki, a zimorodki to mruki. Za to wrony i sroki są ukazane jako jedne z najsympatyczniejszych zwierząt ostrzegających innych przed ludźmi (przypomnę, że powieść jest z czasów, gdy krukowate miały do dupy PR i mogły pomarzyć o okresie ochronnym), więc nie dziwi mnie promocja wrony jako jednego z głównych bohaterów w francuskiej ekranizacji. I Disney, mimo uproszczenia fabuły, też był całkiem wierny i jak u niego psy są znienawidzone i uważane za zdrajców i lizodupców.
Całkiem też to ambitne i zmuszające do refleksji - np. matka Bambiego wspomina, że może nie wszyscy ludzi są źli. Z kolei brat Faliny zostaje odchowany przez człowieka i popada w drugą skrajność. Jest też to ponadczasowa, ponieważ działalność człowieka ogranicza do polowań, a te zawsze będą. A są teorie, że sarny w tym dziele to alegoria Żydów, ale w sumie nie odczuwa się tego i taki człek jak ja widzi w nich arystokrację, bo sarny są określani jako diukowie. Co potem puszczyk, gdy Bambi znika mu bez pożegnania, mówi z pogardą, że księciowie to wyniosłe ćwoki :).
Z książnicy wypożyczyłem wydanie z lat 80., na którym ilustracjach Bambi jest wiecznie smutny (cóż, sarny jako zwierzę łowne mają przesrane). Jak dowiedziałem, że nadal obowiązuje tłumaczenie Tarnowskiego z lat 30. Nawet jakieś nowsze wydanie dało wstęp, że tłumaczenie pochodzi z dawnych lat i trzeba się przygotować. Moim zdaniem nic w nim nie ma zdrożnego, a sam przekład jeszcze długo wytrzyma próbę czasu. A też jest świadectwem czasów, bo na młode saren mówi się "sarnięcie" (gdy bardziej weszło "koźlak") i do czasowników dają końcówkę "-że".
Zdecydowanie warto, a też adaptacje nic nie tracą.
* Babcia chrześnicy miała dwa koguty będące braćmi, które razem się chowały i były zżyte, aż w końcu jeden zabił drugiego. Jak możecie domyśleć, poszło o kobietę.
Wierny Rusłan - o psie, który warował przy łagrze, a po jego likwidacji nie co ze sobą począć, bo zostało mu zboczenie zawodowe. A właściwie wyprana mózgownica, bo Rusłana i część jego kamratów tak silnie wytresowano, że są gotowi traktować przyjezdnych robotników jako zbiegów, a także brak im wyobraźni. Wierności nie można im odmówić - Rusłana obrzydza, że największy przechuj z psów stróżujących merda ogonem u jakiegoś wioskowego chłystka. Nawet nie spojrzy na okoliczne suki, które chcą z nim spółkować bo taki przystojny. To na swój przykre, bo jakoś podświadomie Rusłan czuje, że coś jest nie tak i z tego zdaje sprawę zbyt późno.
A jeszcze to przykre, bo w obozie psy traktowano relatywnie dobrze - zaskakująco jak na tego typu literaturę jest sporo sympatii wobec czworonogów i nie ma zbędnego okrucieństwa. Były opiekun zamierza nauczyć Rusłana moresu w kawiarni, to wszyscy zgromadzeni łącznie z bufetową zaczynają zrzędzić, "że panie, co męczysz biednego psa" - powieść dziejąca w latach 60., ale mentalność ta sama :). A psi instruktor uważa, że Radzianie są najlepsi w kynologii, bo traktują psy z miłością i szacunkiem. Lecz wciąż jest ta dawna mroczna strona - np. kiedy instruktorzy uznają szczenięce rodzeństwa Rusłana za nieodpowiednie, nakazują je utopić.
I nie jest tak, że wszystkie psy są takie same. Jeden - Dżulbars jest zbyt służbisty, gdy Ingus, uważany za niesamowitego przez ludzi, to pozer i bumelant, któremu nie zależy na przodownictwie. Ładnie można to odnieść do mentalności ludzkiej. Też zarysowano postacie ludzkie - Wycieruch chlejący na umór i wspominając dawne czasy stolarza czy Stiura będąca gospodynią, która nie daje w kaszę dmuchać.
Niezłe to. No i dość zgrabne opowiedzenie o manipulacjach systemu i zrobieniu z siebie marionetki.
Bambi: Opowieść leśna - obejrzałem wszelkie możliwe ekranizacje filmowe, jakie znam. Ale ciekawy byłem samej powieści. Wcześniej też poczytałem informacji na ten temat i spodziewałem jakiegoś horroru, bo Salten pisał dla dorosłych i nalegał, by nie kwalifikować jako powieści dla dzieci. Cóż, jest na tyle przystępna, że można dać do poczytania młodszym. Nawet jest motyw, jak matka zbywa Bambiego zadającego problematyczne pytania, mówiąc że jest za mały.
Mniej idylliczna natura, bo zwierzęta są dla siebie dupkami. Przyjaciel Zając, czyli pierwowzór Tuptusia, jak zostaje uratowany, to odbiega bez słowa "dziękuję" albo "poliż mnie w dupę". A jeleni też lepiej unikać. Podczas godów Bambi jest tak zdeterminowany, że jest gotów zabijać konkurentów, nawet tych którzy byli dla niego serdeczni*. Jednakże mimo chłodnej neutralności, zwierzęta żyją w zgodzie i najgorszy jest ON (tj. człowiek rozumny, nie ten LGBDiabeł z Atomówek). Bodaj to pierwszy utwór xenofiction, gdzie przedstawiono homo sapiens jako cthulhu. Salten daje dość niepokojący opis człowieka jako nienaturalnej istoty, niemalże kosmity i odczuwa się te przerażenie zwierząt, które widzą w nim niezniszczalną i superinteligetną istotę. I jak po latach się okazuje się, że ten strach przed NIMI jest całkowicie zgodny z badaniami naukowymi. I przesłaniem Bambiego jest, że jednak ta natura jest lepsza bez człowieka. Co ciekawe - Felix Salten sam był zapalonym myśliwym (ja tam umiem rozdzielać dzieło od twórcy).
I też mniej szablonowo podchodzi do ukazania gatunków. Jeleniowate czy zającowate i wiewiórki są spoko, ale kraski to dresy i głupki, a zimorodki to mruki. Za to wrony i sroki są ukazane jako jedne z najsympatyczniejszych zwierząt ostrzegających innych przed ludźmi (przypomnę, że powieść jest z czasów, gdy krukowate miały do dupy PR i mogły pomarzyć o okresie ochronnym), więc nie dziwi mnie promocja wrony jako jednego z głównych bohaterów w francuskiej ekranizacji. I Disney, mimo uproszczenia fabuły, też był całkiem wierny i jak u niego psy są znienawidzone i uważane za zdrajców i lizodupców.
Całkiem też to ambitne i zmuszające do refleksji - np. matka Bambiego wspomina, że może nie wszyscy ludzi są źli. Z kolei brat Faliny zostaje odchowany przez człowieka i popada w drugą skrajność. Jest też to ponadczasowa, ponieważ działalność człowieka ogranicza do polowań, a te zawsze będą. A są teorie, że sarny w tym dziele to alegoria Żydów, ale w sumie nie odczuwa się tego i taki człek jak ja widzi w nich arystokrację, bo sarny są określani jako diukowie. Co potem puszczyk, gdy Bambi znika mu bez pożegnania, mówi z pogardą, że księciowie to wyniosłe ćwoki :).
Z książnicy wypożyczyłem wydanie z lat 80., na którym ilustracjach Bambi jest wiecznie smutny (cóż, sarny jako zwierzę łowne mają przesrane). Jak dowiedziałem, że nadal obowiązuje tłumaczenie Tarnowskiego z lat 30. Nawet jakieś nowsze wydanie dało wstęp, że tłumaczenie pochodzi z dawnych lat i trzeba się przygotować. Moim zdaniem nic w nim nie ma zdrożnego, a sam przekład jeszcze długo wytrzyma próbę czasu. A też jest świadectwem czasów, bo na młode saren mówi się "sarnięcie" (gdy bardziej weszło "koźlak") i do czasowników dają końcówkę "-że".
Zdecydowanie warto, a też adaptacje nic nie tracą.
* Babcia chrześnicy miała dwa koguty będące braćmi, które razem się chowały i były zżyte, aż w końcu jeden zabił drugiego. Jak możecie domyśleć, poszło o kobietę.
16-05-2025, 17:30 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-05-2025, 21:21 przez OGPUEE.)





