Generalnie wszystko byłoby okej, w sensie serial byłby niezły, takie w porywach 6/10, gdyby nie postacie grane przez Pierce'a Brosnana i Helen Mirren. To jakiś duet turbo debili ze szczegolnym wskazaniem na tę drugą postać. Jak ja mam uwierzyć, że oni trzęsa miastem skoro postać Brosnana to jakaś cipa bez charyzmy sterowana przez żonę. Masz Brosnana w obsadzie i robisz mu coś takiego - twardziela na pokaz. Do tego dochodzi kolejny cymbał, czyli ich wnuczek Eddie grany przez Ansona Boona, którego morda już od pierwszych chwil na ekranie sprawia, że chce się to wyłączyć w pizdu.
Szkoda Toma Hardy'ego, szkoda Paddy'ego Considine'a, szkoda Lary Pulver i Joanne Froggatt. A w szczególności szkoda Geoffa Bella, który jest najlepszy i kradnie każdą scenę.
Mogła wyjść fajna gansgerska opowiastka w stylu "Sukcesji", a jest takie lelum polelum.
Szkoda Toma Hardy'ego, szkoda Paddy'ego Considine'a, szkoda Lary Pulver i Joanne Froggatt. A w szczególności szkoda Geoffa Bella, który jest najlepszy i kradnie każdą scenę.
Mogła wyjść fajna gansgerska opowiastka w stylu "Sukcesji", a jest takie lelum polelum.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
06-07-2025, 14:25





