Obejrzałem sobie dzisiaj "Sumę wszystkich strachów" z Affleckiem i kurczę, ale to dziwny film. Jedną nogą w czasach zimniej wojny a drugą w latach 90-tych, a wszedł do kin w 2002 r. Taka specyficzna hybryda i owoc swoich czasów, które obfitowały wręcz w obrazy o dzielnym Amerykanach, którzy na swoich barkach dźwigają los USA a w domyśle również świata.
Z opisu na wiki wynika, że film znacznie różni się od książki, a twórcy poszli w bezpiecznym kierunku, przez co wątek izraelski poza pochodzeniem bomy praktycznie nie występuję, podobnie jak wątek palestyński. Zamiast tego mamy słabą Rosję i europejskich neofaszystów. Nie powiem film był tak 6 na 10, miał nawet ciekawą fabułę, ale czegoś mu zabrakło w porównaniu z poprzednimi filmami z tej serii. Chyba zawiniły tutaj dwie rzeczy:
Z opisu na wiki wynika, że film znacznie różni się od książki, a twórcy poszli w bezpiecznym kierunku, przez co wątek izraelski poza pochodzeniem bomy praktycznie nie występuję, podobnie jak wątek palestyński. Zamiast tego mamy słabą Rosję i europejskich neofaszystów. Nie powiem film był tak 6 na 10, miał nawet ciekawą fabułę, ale czegoś mu zabrakło w porównaniu z poprzednimi filmami z tej serii. Chyba zawiniły tutaj dwie rzeczy:
1) swoisty reboot z nowym Ryanem, granym przez niepasującego do roli Afflecka. Serio facet kompletnie nie odnajduje się w roli, praktycznie w każdej scenie jest zdominowany przez innych aktorów, którzy jednak czują formułę, w której grają;
2) zbyt duża stawka. Ryan walczy o zapobiegnięcie wojnie atomowej. Fakt, że filmy z Fordem były pozbawione aż tak wielkich celów sprawiał, że nie sprawiały one aż tak wydumanego wrażenia. A jeśli ktoś chce iść w takie tematy, to niestety McTiernan i "Polowanie na Czerwony Październik" jest tutaj niedościgniony. Przekombinowana intryga z neofaszystami jest po prostu pokraczna.
Ogólnie średnie filmidło, ale można obejrzeć.
02-11-2025, 16:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-11-2025, 16:55 przez Scheckley.)





