Mój główny zarzut do tej produkcji, podobnie jak do Wielkiej Wody (nota bane ci sami twórcy) jest taki, że postaci są płaskie i niepotrzebne: to jest marna kalka Czarnobyla. Ale jak spojrzec na Petersena i Perfect Storm (też katastrofa na morzu ale znacznie mniejszej skali) to Heweliusz, który był znaczącym wydarzeniem w historii polskiej żeglugi, dostaje świetnie zrealizowaną - choć wyrywkową - katastrofę i porusza kilka po prostu drętwych wątków, które NICZEGO nie wnoszą. Nie pokazują skali, nie wyjaśniają przyczyn, nie pokazują dramatu PO katastrofie. Bo sobie babka wsiada do samochodu i jakaś jej psiapsiułka w progu daje jej prozac. Dialogi w tej produkcji jak i udźwiękowienie i praca kamery to jest po prostu teatr telewizji. Owszem, propsuję wykonanie samej katastrofy i jest to poziom światowy, ale całościowo nawet nie czuć tutaj tej katastrofy od strony świata, a to tam zawsze leża emocje, no chyba że zrobi się podbudowę od strony bohaterów związanych z katastrofą. Znów nawiążę do Petersena i Perfect Storm, gdzie sobie sam wymyślił zdarzenia (gdzie z Heweliusza mamy 9 ocalałych i nadal jest tajemnica budowana na sztucznych postaciach, nawet firmy i nazwiska zostały przeinaczone) i zbudował od początku do końca wiarygodną historię dookoła sztormu, umieścił kilka wątków pobocznych aby pokazać skalę, nawet dał jakieś przebłyski z innych jednostek, podbijając stawkę. Twórcy Heweliusza/WIelkiej Wody uciekają do wymyślonych postaci, nazw firm, resortów, miejscowości zasłaniając się wizją artystyczną, a tej wizji tam nie ma i nie kupuję przedstawienia kilku gadających głów.
Miałem wtedy 13 lat i pamiętam jak dziś, gdy w szkole zaczęto gadać o tej katastrofie: była w radio, TV i gazetach. Czuć było tę tragedię, choć mnie osobiście ona nie dotknęła (ale też pamiętam Czarnobyl...) a z filmu dowiaduję się, że tragedia była,. No, była. Pogadamy trochę, damy parę wątków z których żaden nie daje kopa emocjonalnego. Nie czułem ani stawki życia, ani skali katastrofy.
Wiem, że takie kino teraz robi robotę - chociażby dowodem na to są wasze pochlebne opinie. O okej, nie mam nic do tego, że Wam się podoba. Mnie taki rodzaj narracji bez ładu i składu, z toną sztucznych dialogów i wątkami na zapchajdziurę po prostu nudzi i odrzuca. Wielka Woda miała jakiś pomysł i kompletnie chujową protagonistę, ale pomijając ten dość ważny element, obroniła się dobrym ciągiem zdarzeń. Tutaj jest rzucanie wątkami/zdarzeniami na zasadzie mamy katastrofę, które umiemy sfilmować (ocena: 6) i dodajmy jeszcze coś, bo tak trzeba i już to robiliśmny (ocena: 1) i wyszedł taki średniak, bez wyraźnego pomysłu.
Piszecie, że twórcy kopiują serial HBO Charnobyl: no, tak dodają wątki... nie nie dodają, tylko wrzucają byle jak, bez pomysłu. Chernobyl zaczyna się od tego, że wstaje żona i strażak, którzy mieszkają w bloku. Krótka rozmowa, bagatelizacja sprawy, ale widz wie że będzie tylko gorzej.
Heweliusz zaczyna się od tego, że babka z rodzinką wstaje i jedzie do szkoły czy tam gdzieś. Mazin w Chernobylu rozpoczyna od postaci, która bezpośrednio bierze udział w wydarzeniach i te wydarzenia będą dotyczyć tej rodziny - widz od razu ma odniesienie. W Wielkiej Wodzie była to ta młoda, która najpierw przewijała się w tle, a potem jej wątek zaczął dobrze wybrzmiewać. No a w Heweliuszu mamy "mayday", potem sobie ludzie gadają jakby o parzeniu herbaty mówili, ale że się poparzyli to sobie przeklną stoją, gadają. Z akcji, a dokładnie jej braku można wywnioskować, że to akurat kajak w ośrodku "Kamyczek" pękł i trzeba przywieść żywicę.
Motyw Dereszewskiej/Prezeski to akurat dobrze ułożony, bo poznajemy malutki zalążek jej wyprawy, jakieś decyzje w porcie i widzimy ją w chwili katastrofy. Całość ma może 3 minuty ale przynajmniej się klei, ale potem i tak jest to porzucone w trzy dupy i nie ciągnie żadnych emocji, które zaczęto tym budować. Do tego przez 4 odcinki nawet nie podają, ile osób zaginęło/zmarło.
Miałem wtedy 13 lat i pamiętam jak dziś, gdy w szkole zaczęto gadać o tej katastrofie: była w radio, TV i gazetach. Czuć było tę tragedię, choć mnie osobiście ona nie dotknęła (ale też pamiętam Czarnobyl...) a z filmu dowiaduję się, że tragedia była,. No, była. Pogadamy trochę, damy parę wątków z których żaden nie daje kopa emocjonalnego. Nie czułem ani stawki życia, ani skali katastrofy.
Wiem, że takie kino teraz robi robotę - chociażby dowodem na to są wasze pochlebne opinie. O okej, nie mam nic do tego, że Wam się podoba. Mnie taki rodzaj narracji bez ładu i składu, z toną sztucznych dialogów i wątkami na zapchajdziurę po prostu nudzi i odrzuca. Wielka Woda miała jakiś pomysł i kompletnie chujową protagonistę, ale pomijając ten dość ważny element, obroniła się dobrym ciągiem zdarzeń. Tutaj jest rzucanie wątkami/zdarzeniami na zasadzie mamy katastrofę, które umiemy sfilmować (ocena: 6) i dodajmy jeszcze coś, bo tak trzeba i już to robiliśmny (ocena: 1) i wyszedł taki średniak, bez wyraźnego pomysłu.
Piszecie, że twórcy kopiują serial HBO Charnobyl: no, tak dodają wątki... nie nie dodają, tylko wrzucają byle jak, bez pomysłu. Chernobyl zaczyna się od tego, że wstaje żona i strażak, którzy mieszkają w bloku. Krótka rozmowa, bagatelizacja sprawy, ale widz wie że będzie tylko gorzej.
Heweliusz zaczyna się od tego, że babka z rodzinką wstaje i jedzie do szkoły czy tam gdzieś. Mazin w Chernobylu rozpoczyna od postaci, która bezpośrednio bierze udział w wydarzeniach i te wydarzenia będą dotyczyć tej rodziny - widz od razu ma odniesienie. W Wielkiej Wodzie była to ta młoda, która najpierw przewijała się w tle, a potem jej wątek zaczął dobrze wybrzmiewać. No a w Heweliuszu mamy "mayday", potem sobie ludzie gadają jakby o parzeniu herbaty mówili, ale że się poparzyli to sobie przeklną stoją, gadają. Z akcji, a dokładnie jej braku można wywnioskować, że to akurat kajak w ośrodku "Kamyczek" pękł i trzeba przywieść żywicę.
Motyw Dereszewskiej/Prezeski to akurat dobrze ułożony, bo poznajemy malutki zalążek jej wyprawy, jakieś decyzje w porcie i widzimy ją w chwili katastrofy. Całość ma może 3 minuty ale przynajmniej się klei, ale potem i tak jest to porzucone w trzy dupy i nie ciągnie żadnych emocji, które zaczęto tym budować. Do tego przez 4 odcinki nawet nie podają, ile osób zaginęło/zmarło.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
11-11-2025, 10:13 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-11-2025, 10:19 przez Debryk.)





