Frankenstein od del Toro - fajny wizualnie (chyba podobało mi się wszystko oprócz CGI wilków), ale jednak niedosmażony kotlet. Z jednej strony jest tu kilka naprawdę dobrych momentów. Isaac w roli głównej daje radę i nawet czułem u niego ten żal i rozgoryczenie, że "dzieło" nie okazuje się być takie jakie planował, aby było. Dla mnie to zawsze była opowieść o przestrodze, aby nie bawić się w Boga, więc perspektywa naukowca siadła mi o wiele lepiej niż perspektywa potwora. Świetna jest też ta okazjonalna brutalność - del Toro nie patyczkuje się i gdy tylko może, to zrywa z "piękną" konwencją na rzecz solidnej porcji juchy, dekapitacji i takiej organicznej wręcz bestialskości. To jak potwór traktuje jednego z wilków wyglądało i brzmiało fenomenalnie.
Zabrakło tu jednak jakiejś większej pasji i iskry. Ot po prostu jest to przemielona przez popkulturę znana historia z kilkoma zmianami, które w szerszym aspekcie nie wprowadzają jakieś świeżości. No i sam wygląd potwora mnie rozczarował. Wyglądał jak dziecko albinosa z Prometeusza oraz Nebuli ze Strażników Galaktyki. Mało charakterny, w porwanym mundurze skrywającym sylwetkę wyglądał o wiele lepiej niż w wersji nazwijmy to nagiej. 3 półki niżej niż De Niro w wersji Branagha.
6+/10
Zabrakło tu jednak jakiejś większej pasji i iskry. Ot po prostu jest to przemielona przez popkulturę znana historia z kilkoma zmianami, które w szerszym aspekcie nie wprowadzają jakieś świeżości. No i sam wygląd potwora mnie rozczarował. Wyglądał jak dziecko albinosa z Prometeusza oraz Nebuli ze Strażników Galaktyki. Mało charakterny, w porwanym mundurze skrywającym sylwetkę wyglądał o wiele lepiej niż w wersji nazwijmy to nagiej. 3 półki niżej niż De Niro w wersji Branagha.
6+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
14-11-2025, 13:07 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-11-2025, 13:07 przez Snappik.)






