Wersja z Melem obejrzana po raz drugi. W sumie z pierwszego seansu w tv przed ponad dwudziestu zapamiętałem mniej więcej, że były cycki więc powtórka była praktycznie pierwszym seansem.
Co tu dużo mówić, podzielam zdania poprzedników. Super widowisko, Hopkins i Gibson zajebiści. W trakcie seansu ich aktorstwo może nie zwraca aż takiej uwagi, ale to dlatego jak bardzo naturalnie wypadają w swoich rolach. Bleigh Hopkinsa walczy o swoją pozycję w nieprzychylnym świecie Royal Navy i czuć, że facet ma nóż na gardle. Rejs na Bounty to jego szansa by chociaż trochę zabłysnąć i być może zyskać dzięki temu awans. Jest surowy, ale też widać, że załoga okrętu nie należy do najlepszych od zapijaczonego doktora przez naburmuszonego pierwszego oficera (świetny Daniel Day-Lewis) po niesubordynowanych marynarzy. Praktycznie każdy poza Fletcherem i Bleighem zdają się traktować rejs jak dopust boży. Fakt Bleigh dopuszcza się błędów, ale paradoksalnie wyziera wtedy z niego ta ludzka strona. Fletcher Gibsona to z kolei dobry znajomy Bleigha by nie powiedzieć przyjaciel. Świetnie pokazano powolną erozję ich relacji, której finałem jest bunt. Fletcher gdy zdesperowany i ewidentnie przerażony rozwojem wypadków, które mogą zakończyć się rozlewem krwi i krzyczy "I am in Hell" to mocarna scena.
Poza tym wiadomo piękne widoki, kręcenie na lokacjach itp. - klasyka kina historycznego. 8 na 10.
Co tu dużo mówić, podzielam zdania poprzedników. Super widowisko, Hopkins i Gibson zajebiści. W trakcie seansu ich aktorstwo może nie zwraca aż takiej uwagi, ale to dlatego jak bardzo naturalnie wypadają w swoich rolach. Bleigh Hopkinsa walczy o swoją pozycję w nieprzychylnym świecie Royal Navy i czuć, że facet ma nóż na gardle. Rejs na Bounty to jego szansa by chociaż trochę zabłysnąć i być może zyskać dzięki temu awans. Jest surowy, ale też widać, że załoga okrętu nie należy do najlepszych od zapijaczonego doktora przez naburmuszonego pierwszego oficera (świetny Daniel Day-Lewis) po niesubordynowanych marynarzy. Praktycznie każdy poza Fletcherem i Bleighem zdają się traktować rejs jak dopust boży. Fakt Bleigh dopuszcza się błędów, ale paradoksalnie wyziera wtedy z niego ta ludzka strona. Fletcher Gibsona to z kolei dobry znajomy Bleigha by nie powiedzieć przyjaciel. Świetnie pokazano powolną erozję ich relacji, której finałem jest bunt. Fletcher gdy zdesperowany i ewidentnie przerażony rozwojem wypadków, które mogą zakończyć się rozlewem krwi i krzyczy "I am in Hell" to mocarna scena.
Poza tym wiadomo piękne widoki, kręcenie na lokacjach itp. - klasyka kina historycznego. 8 na 10.
25-12-2025, 21:58





