Negrin napisał(a):Na przykład (i tu kawałek z mojego ogródka) w tłumaczonej niedawno przeze mnie książce nastoletni bohater, Irlandczyk, chwalił się swoją wiedzą o małpach. Zaraz potem w myślach dodaje, dla wyjaśnienia źródła swojej wiedzy: "Thank you, Jane Goodall". Podobno to strasznie znana postać. Ja o niej wcześniej nie słyszałem, prawie żaden polski czytelnik na pewno też. W związku z tym u mnie chłopak myśli: "Niech żyje Animal Planet". Swojskie dla polskiego czytelnika? Bardzo. Wierne anglosaskiej (czy konkretniej: irlandzkiej) rzeczywistości? Również. Dla porównania odpowiednikiem tego simpsonowego Giertycha byłoby tu coś w stylu: "Niech żyją państwo Gućwińscy". Widać różnicę, prawda? :)
jak dla mnie dałeś ciała z Jane (bo to jest znana postać, a że Polska kraj zaściankowy, to już nie moja wina) - swoją drogą kiedy i gdzie toczy się akcja powieści?
Oczywiście, jako że topik dotyczy tłumaczeń ekranowych, to może i to by przeszło, ale w książce spokojnie winneś dać * i wyjaśnienie na dole strony ;)
Pytanie natomiast pojawia się inne: jak dalece można "wypaczyć" takie tłumaczenie, żeby czytelnik poczuł się swojsko?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
04-04-2009, 15:33





