Jakuzzi napisał(a):Mgliscie. :) Poza tym fakt, ze tak czy inaczej tlumaczyl Beksinski, nie musi z automatu oznaczac, ze to jest prawidlowe. ;)Z automatu nie :) Ale jest to tłumaczenie dość brawurowe i niezły przykład tego, jak można starać się zmierzyć z nieprzetłumaczalnym.
Jakuzzi napisał(a):Skad jednak ta pewnosc, ze prawie zaden polski czytelnik o niej nie slyszal?Nie pewność; przypuszczenie. I tłumacz często musi się takimi przypuszczeniami kierować. I to na różnych płaszczyznach. Od przysłowiowego "co autor miał na myśli", poprzez odczytywanie ironii czy podtekstów, aż właśnie po: "czy mój odbiorca to zrozumie i jak?". Konkretne decyzje mogą się okazać trafne bądź nie (przykładowo: gdyby się okazało, że wśród polskich nastolatków Jane Goodall jest świetnie znana, wyszłoby na to, że się myliłem), ale od samej metody się nie ucieknie.
Jakuzzi napisał(a):No i dlaczego w ogole funkcjonuje ta koncpecja, aby zamieniac malo popularne nazwy rzeczowe na bardzo popularne? Bo potencjalny Polak nie zrozumi?Krótka wersja: właśnie tak. Dłuższa wersja: jak wspomniałem, wiele zależy od charakteru tekstu (czy to lista dialogowa, czy książka). Akurat tekst z mojego przykładu ma charakter swobodny, tekst "płynie", czyta się go na luzie, jest często dowcipny, i taka też, lekko humorystyczna. jest uwaga bohatera. Cały luz może się rozbić o nieznajome nazwisko, którego znaczenia w tekście nie da się rozszyfrować. Tłumaczenie wierne w tym miejscu oryginałowi nie byłoby żadnym grzechem (jak wszyscy dobrze wiemy, w filmach i książkach nagmninnie zdarzają się gorsze zbrodnie), ale straciłby na tym, za przeproszeniem, flow tekstu. (Od razu mówię, że wyjaśnianie żartu przypisem morduje flow w krwawy sposób).
Jakuzzi napisał(a):Wlasciwszym podejsciem byloby chyba zostawienie tak, jak w oryginale, a jesli czytelnik bedzie chcial dowiedziec sie, kto lub co zacz, to sprawdzi to we wlasnym zakresie, przy okazji poszerzy odrobine swoja wiedze.Zdecydowanie tak. W tłumaczeniu nie ma zasad wyrytych w kamieniu. Szczerze mówiąc, też jestem zdania, że książki (zwłaszcza one, ale również filmy) muszą uczyć, w tym również o obcych krajach i kulturach. Więc zawsze wszystko sprowadza się do jednostkowej decyzji: czy w tym miejscu ważniejsza jest "edukacja" czy "flow". Znów, tłumacza można potem rozliczyć z takiej decyzji, można gremialnie uznać, że nie miał racji, ale będzie to dotyczyć konkretnej sytuacji, a nie zasady jako takiej. "Walor edukacyjny" nigdy nie jest _z założenia_ ważniejszy niż "flow". Zresztą w drugą stronę to także działa.
Jakuzzi napisał(a):Marginesem, wyobraz sobie, ze ogladasz Pulp Fiction i podczas rozmowy o hamburgerach Big Kahuna przetlumaczony jest na MacDonald. Razi? ;) A przeciez prawie zaden polski widz nie slyszal o takim fast-foodzie, jak Big Kahuna.A wiesz, czemu to nietrafiony przykład? Z dwóch przyczyn: jednej związanej stricte z naszym tematem, a drugiej nie (choć w zasadzie to owszem, tyle że luźno). Ta pierwsza: "Pulp Fiction" daje pełny kontekst. Patrzysz i dowiadujesz się, że Big Kahuna to hamburgery. Tymczasem do tej pory była mowa o sytuacji zmiany jednego elementu na inny, ponieważ jest on niejasny dla odbiorcy. Ta druga: nie tylko żaden polski widz nie słyszał o takim fast-foodzie, ale również amerykański, bo to firma wymyślona przez Tarantino. A zatem znów: widz oryginału i widz wersji polskiej są w (prawie) tej samej sytuacji.
Jakuzzi napisał(a):Bynajmniej. (Hat trick!). Bardzo często (choć znów: nie jest to regułą) to właśnie bywa najsłabsze. Szczerze nienawidzę słynnego porównania tłumaczenia i kobiety -- głównie dlatego, że po pierwsze wydaje mi się jakieś takie pretensjonalne, a po drugie jest już strasznie wyświechtane -- ale tutaj pasuje jak ulał.Cytat:Ok, możliwe. Ale co innego ma znaczenie: o ile oryginał zawsze jest jeden, dobrych tłumaczeń może być wiele.A najlepsze z tych wielu jest te, ktore jest najwierniejsze oryginalowi.
Jakuzzi napisał(a):Bo jest :) Ba, przecież ja też -- gdyby mi dano "Clerks 2" do tłumaczenia -- przełożyłbym to dużo bardziej dosłownie. (Jak konkretnie, tego nie wiem i już nie wymyslę, "skażony" naszą dyskusją). Niemniej gdyby mi zakazali używania Bardzo Brzydkich Słów, miałbym zgryz. Propozycję tego tłumacza przyjąłbym wówczas z chęcią, choć sam bym na to pewnie nie wpadł.Cytat:zacytowane tłumaczenie ze "Sprzedawców 2" nie jest ZŁE. I ja tylko tyle chciałem dowieść.Zle nie jest o tyle, ze moglo byc duzo gorsze. Ty jednak napisales co innego, a mianowicie to, ze jest bardzo trafne. ;)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
04-04-2009, 17:01






