80 milionów (2011) - polski kandydat na kandydata do Oscara (tm)
#1
To jest polski kandydat na kandydata do Oscara więc zasługuje na osobny temat.

"Dolny Śląsk, jesień 1981 roku. Po serii prowokacji SB, konfrontacja opozycji z komunistami wydaje się nieunikniona. Tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego, młodzi działacze Solidarności postanawiają zagrać va banque i organizują brawurową akcję wyprowadzenia z wrocławskiego banku 80 milionów związkowych pieniędzy, zanim konto zostanie zablokowane. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa podążają za nimi krok w krok. Rozpoczyna się pasjonująca rozgrywka, w którą zostają zaangażowani duchowni i... cinkciarze. Każda ze stron ma asy w rękawie."

[Obrazek: 897b32b8cbec51ce30093d10840edbf4.jpg]



Jeśli powyższy plakat i zwiastun nasuwają wam skojarzenia z filmami pokroju "Ocean's 11" i sugerują udany, świetnie zrealizowany film historyczno-przygodowy z odrobiną luzu i humoru to... Macie rację !
Ten film jest genialny. Napisałbym, że to doskonała na odpowiedź na zaczepne kino gangstersko-awanturnicze made in Hollywood. Wybitne zapadające w pamięć kreacje (bardzo dobry 2gi i 3ci plan) , sporo inteligentnego humoru (ale bez zbędnego nadmiaru), świetne tło muzyczne (piosenki z okresu), wartka akcja i doskonale poprowadzona intryga.

ŻARTOWAŁEM. Przestaje oglądać polskie filmy.

Zwiastuny sugerowały wam, że to przygodowy film akcji z wielkim przekrętem w tle(brawurowa akcja i pasjonująca rozgrywka)?
-> ZAPOMNIJCIE. To jest kolejny szczyt reklamowej bezczelności.
Ten film to 1 godzina, 40 minut nudy. Nic się nie dzieje a już na pewno nie dzieje się nic, co by wciągało widza.

Wielka akcja (o której miał być film) polega na:

a* zwykłym wyjęciu forsy z banku (nie czepiam się prawdy, po prostu nie ma tu żądnych emocji)
b* żenującym pseudopościgu po śniegu, przez 2 przecznice (z szybką muzyczką w tle mówiącą widzowi, że oto teraz ogląda bardzo emocjonującą scenę akcji... PLIZZZZZ) kończącą się równie żenującą kraksą z wagonem pociągu towarowego.
Czekasz kiedy się zacznie, kiedy nastąpi wielki zwrot a tu... "o już?" "To była ta przełomowa chwila?"

Główni bohaterowie.
Niech o ich wyrazistości świadczy fakt, że dzień po seansie ledwo kojarzę jak wyglądali i w ogóle kto, był kim. Już dawno nie widziałem tak bezbarwnych postaci.
I jeszcze coś - myślicie, że dużą rolę odgrywa tym filmie Bobek grający Frasyniuka?
Zapomnijcie. On tam gdzieś majaczy w tle, w 3ch czy 4 scenach i ma "epicki" epizod na końcu filmu...

W poczet "odrzutów aktorskich" można dopisać jeszcze głównego "złego" - przygłupiego przerysowanego milicjanta, cwaniaczka, który w co 2gie zdanie wplata "kur...a", "pierdo...ny" i inne przekleństwa.
Nie wiem czy to ma śmieszyć czy co. Czy w prawie każdym polskim filmie musi być tyle żenujących bluzgów?
A spokojna Bohosiewicz, której nerwy puszczają i zaczyna rzucać łaciną to już dramat dramatu w konwencji dramatu. Tu pewnie też miało być śmiesznie.
Główny negatywny bohater to w sumie jedyna postać, która wybija się z tła. Z tym, że wygląda jakby go wyrwali z pastiszu i wsadzili w dramat-obyczajowy. Komiczne.

Z wpadek technicznych zauważyłem, że w 2ch scenach, dziejących się w tym samym pomieszczeniu, przy udziale tych samych bohaterów, ale już przedzielonych czasowo leci ten sam utwór w radiu "Dorosłe dzieci". Może słuchali 1 kawałka na okrągło ale bardziej pewne, ze to partactwo realizacyjne.

Dodam jeszcze, że ludzie, którzy wytypowali ten film "na Oscary" muszą mieć coś z czerepami. Ten film jest niezjadliwy, podjerzewam, nawet dla Polaków (przynajmniej dla mnie choć wysokie oceny szokują), znających historię a co dopiero dla hamburgerożerców.

2/10 po tych ZAŁGANYCH REKLAMACH. Jeśli miałbym określić go 1 słowem, byłoby to BEZPŁCIOWY.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#2
(08-09-2012, 22:48)shamar napisał(a): Dodam jeszcze, że ludzie, którzy wytypowali ten film "na Oscary" muszą mieć coś z czerepami.

Do dziś mnie dziwi, że Oscary mają jeszcze tak olbrzymi prestiż :) Serio, kto jeszcze dziś zwraca uwagę na Oscary? (oprócz reżyserów, scenarzystów i aktorów, którym zależy po prostu na prestiżu)


Odpowiedz
#3
Tu nie chodzi o "manie czy nie-manie" (choć sporo osób pewnie ma).
Tu chodzi o "wytypowanie dna" by ubiegało się o "najbardziej pożądaną nagrodę filmową".
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#4
Tak. Jak w PRLowskim banku z którego, w "brawurowej akcji wypłacono pieniądze ogromne".
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#5
swoją drogą czemu ten zwiastun jest tak tragicznie źle ocenzurowany?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#6
Dlaczego ten zwiastun jest ucięty? Zabrakło forsy dla montażystów?
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#7
Zwiastun podmieniony. Wcześniej tamtego nie sprawdziłem.
Wierzcie mi, nie miałem ochoty po tym jak zobaczyłem pełny film.

Zapomniałem dopisać o głównych bohaterach. Niech o ich wyrazistości świadczy fakt, że dzień po seansie ledwo kojarzę jak wyglądali i w ogóle kto, był kim. Już dawno nie widziałem tak bezbarwnych postaci.
I jeszcze coś - myślicie, że dużą rolę odgrywa tym filmie Bobek grający Frasyniuka?
Zapomnijcie. On tam gdzieś majaczy w tle, w 3ch czy 4 scenach i ma "epicki" epizod na końcu filmu...
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#8
Cytat:ŻARTOWAŁEM. Przestaje oglądać polskie filmy.

You da man!

loading podpis...

Odpowiedz
#9
(08-09-2012, 22:55)The Vujek napisał(a): Do dziś mnie dziwi, że Oscary mają jeszcze tak olbrzymi prestiż :) Serio, kto jeszcze dziś zwraca uwagę na Oscary?

Uwielbiam tego typu złote myśli. Jakby był rzeczywiście taki moment, w którym oscary przestały być najbardziej pożądanymi i popularnymi nagrodami filmowymi, i prawdopodobnie najbardziej popularnymi nagrodami wręczanymi w ogóle na świecie.


Odpowiedz
#10
Shamar tak długo wychwalał, tak entuzjastycznie zachęcał, tak ochoczo wrzucał na forum zdjęcia z najnowszym wydaniem na blu-ray, DVD i VHS, że głupio byłoby zignorować jego rekomendację.

Numer stulecia to oczywiście... trailer. Rzadko to piszę, ale Polacy po raz pierwszy odrobili lekcje z robienia zwiastunów. Korzystając z kadrów z filmu o czymś zupełnie innym, stworzyli złudne wrażenie, że faktycznie dostaniemy komedię kryminalną z prawdziwego zdarzenia i polską odpowiedź na "Ocean's 11". Nic z tego, to kolejny smutny dramat o smutnych czasach PRL-u, tylko że tym razem zrobili władzę w wała.

Szkoda tylko, że numer stulecia w telegraficznym skrócie wygląda tak:

Cytat:- Trzeba zabrać nasze pieniądze z banku.
- Ok.
W banku:
- Dzień dobry, chciałbym wybrać 80 milionów.
- Proszę bardzo.
- Dziękuję, do widzenia.

HO HO HO! Ja wiem, że nagięcie faktów pewnie byłoby jeszcze bardziej piętnowane, ale nie nazywajmy pobrania WŁASNYCH pieniędzy z banku kradzieżą stulecia, chyba że utożsamiamy się z esbekami i podzielamy ich terminologię.

Cała akcja poprzedzona jest 40 minutowym smęceniem, a po akcji następuje kolejne 40 minut smęcenia. Na plus zaliczam jednak samą końcówkę, tak od 85 minuty, czyli rozmowy Sobczaka z księdzem. Żadna rewelacja, ale całkiem przyzwoite zakończenie historii. Doceniam też stronę techniczną, do której nie wypada się jakoś specjalnie przyczepiać, bo zarówno udźwiękowienia, jak i obraz wypadają b. dobrze, jak na nasze polskie warunki. Aktorsko jako tako, zgodzę się, że postaci były tak słabo rozpisane, że nie szło ugrać nic interesującego i większość twarzy - choć pierwszoplanowych - mogłoby w ogóle nie być. Piotr Głowacki zagrał co prawda swoją przerysowaną do bólu komiksową postać złego esbeka, ale zrobił to dobrze. Choć zdecydowanie za dużo przeklinał. Bo oczywiście źli muszą dużo przeklinać, a dobrzy być elokwentni i ogólnie cool.

Trochę mało za to wąsów było w całym filmie. Naliczyłem trzy. Wszyscy albo zarośnięci na mordach jak małpy, albo totalnie gołe gęby. Gołe jak wzgórek łonowy Emilii Komarnickiej, co na pewno było bardzo popularne w tamtych czasach. Równie ciekawe wydały mi się współczesne ubrania (przede wszystkim sweterki w serek) i fryzury tłumu skandującego na początku filmu. Były nawet dredy jednego z robotników. Zresztą, co ja mogę wiedzieć o początku lat 80-tych skoro jeszcze wtedy pewnie nawet w planach mnie nie było.

Mimo wszystko uważam, że shamar jest troszeczkę zbyt surowy w ocenie końcowej, ale nie mnie to oceniać, bo być może ma trochę inną skalę. Ode mnie 5/10.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy

Odpowiedz
#11
Cytat:Trochę mało za to wąsów było w całym filmie.
To istotnie wielka wada tego filmu, dla mnie dyskwalifikująca - nie oglądam :D

Odpowiedz
#12
Gdybym wiedział wcześniej, to też bym nie oglądał :D
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy

Odpowiedz
#13
(09-09-2012, 19:47)Persona non grata napisał(a): Gołe jak wzgórek łonowy Emilii Komarnickiej, co na pewno było bardzo popularne w tamtych czasach.

A zauważyłeś, że w tej scenie w tle leci "Dorosłe dzieci" a później, 10 scen dalej, znowu mamy tą samą lokację, tych samych bohaterów i znowu ten sam kawałek? Chyba, że Bosak był fanem tego numeru.
A najlepsze jest to, że ten utwór wtedy jeszcze nie istniał (jak i ponoć inny, użyty w filmie, kawałek Lombardu, którego nie wyłapałem)

welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#14
(09-09-2012, 22:24)shamar napisał(a):
(09-09-2012, 19:47)Persona non grata napisał(a): Gołe jak wzgórek łonowy Emilii Komarnickiej, co na pewno było bardzo popularne w tamtych czasach.

A zauważyłeś, że w tej scenie w tle leci "Dorosłe dzieci" a później, 10 scen dalej, znowu mamy tą samą lokację, tych samych bohaterów i znowu ten sam kawałek? Chyba, że Bosak był fanem tego numeru.
Wtedy wszystko było na kartki, iTunes tez, a Bosak pewnie dostał kartke tylko na ten jeden kawałek.


Odpowiedz
#15
(09-09-2012, 18:04)Jakuzzi napisał(a):
(08-09-2012, 22:55)The Vujek napisał(a): Do dziś mnie dziwi, że Oscary mają jeszcze tak olbrzymi prestiż :) Serio, kto jeszcze dziś zwraca uwagę na Oscary?

Uwielbiam tego typu złote myśli. Jakby był rzeczywiście taki moment, w którym oscary przestały być najbardziej pożądanymi i popularnymi nagrodami filmowymi, i prawdopodobnie najbardziej popularnymi nagrodami wręczanymi w ogóle na świecie.

Lol, przecież wyraźnie napisałem, że MAJĄ OLBRZYMI PRESTIŻ, nie zaprzeczam ani że są popularne, ani że są pożądane. Jednak w moim środowisku (i raczej nie jest to środowisko wyjątkowe) przekonanie kogoś do obejrzenia filmu argumentem, że jest to film, który dostał Oscara graniczy z cudem. Oscary są dla nich (dla mnie już też) antyreklamą filmu.

Mam wrażenie, że w dawnych dobrych czasach, kiedy to mnie na świecie jeszcze nie było, Oscarami permanentnie były nagradzane filmy naprawdę dobre, takie które na to zasługiwały (wiwat "Harvey" :D), a w XXI wieku jest z tym coraz "różniej".

Wyrażam więc swoje zdziwienie tą popularnością, nie wiem, być może ktoś mi to wytłumaczy, ale jest to raczej jedna z rzeczy, których nie pojmę. Podobnież dziwi mnie fenomen filmów takich jak "Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia", "Suspiria", "Miś" czy drugia część "Insygniów Śmierci". No ale to już inny temat.

Odpowiedz
#16
(09-09-2012, 22:24)shamar napisał(a):
(09-09-2012, 19:47)Persona non grata napisał(a): Gołe jak wzgórek łonowy Emilii Komarnickiej, co na pewno było bardzo popularne w tamtych czasach.

A zauważyłeś, że w tej scenie w tle leci "Dorosłe dzieci" a później, 10 scen dalej, znowu mamy tą samą lokację, tych samych bohaterów i znowu ten sam kawałek? Chyba, że Bosak był fanem tego numeru.
A najlepsze jest to, że ten utwór wtedy jeszcze nie istniał (jak i ponoć inny, użyty w filmie, kawałek Lombardu, którego nie wyłapałem)

Nie zwróciłem uwagi, ale faktycznie tak jest. Może dorwał winylowy singiel na giełdzie i w kółko zapuszczał :)
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy

Odpowiedz
#17
Ale tych wąsów to serio jest tak mało? :(

Odpowiedz
#18
Też, zaintrygowany Oscarową kandydaturą, sięgnąłem po "80 milionów". I co? Nie jest aż tak źle (moim zdaniem), jak sugeruje shamar, "80 milionów" to po prostu film ładny, poprawny, do bólu przeciętny. Taka średnio udana próba połączenia dramatu solidarnościowego z "Ocean's 11". Przy czym wielki plus za całkiem przyzwoitą realizację i sugestywne oddanie klimatu tamtych czasów (choć propagandowe napisy pojawiające się gdzieś w tle na co drugim ujęciu to lekka przesada). Szkoda, że całość jest przy tym dość bezbarwna, średnio zagrana (czwórka głównych bohaterów jest tak nijaka, jak to tylko możliwe) i z ambicjami jakiegoś heist movie, którym przecież być nie musi.

Film ma natomiast jeden zadziwiający plus w postaci esbeka granego przez Piotra Głowackiego. Postać tak przerysowana, przegięta, będąca właściwie parodią typowego czarnego charakteru została zagrana przez owego pana absolutnie rewelacyjnie. Przez pierwsze pół godziny co prawda zastanawiałem się, czy to postać jest tak irytująca, czy to po prostu Głowacki jest tak nędznym aktorem. Z każdą kolejną sceną - ukradzioną którejkolwiek z galerii bylejakich postaci - zacząłem się coraz bardziej do owego pana i jego stylu gry przekonywać, a wisienką na torcie okazała się kapitalna scena, w której esbek rozmawia sobie z księdzem, oraz genialna konkluzja tej sceny, czyli wycedzone przez Głowackiego słowa samokrytyki. Koleś wyszedł z tej nieco głupkowatej (bo ten bohater z jednej strony jest niby taki sprytny, żeby później popełnić jakiś kretyński błąd, nie zwrócić uwagi na widoczne sygnały ostrzegawcze itd.) roli koncertowo, tworząc przeszarżowaną, ale zadziwiająco spójną kreację. Wielka niespodzianka i aktor, na którego powinno zwrócić się uwagę.

A poza tym? Czytanka-pogadanka. Film, który w sumie warto polecić tym, którzy nie znają tak dobrze tych kart naszej historii. W ogóle mam wrażenie, że przedstawienie całej intrygi w formie heist movie to ukłon w stronę młodej widowni, w sumie może i dobrze, bo do niej film ma szansę trafić. Jest przy tym tak grzeczny, poprawny, letni, że na widzu doświadczonym wrażenia nie zrobi. A na Akademii to już na pewno.

Odpowiedz
#19
(10-09-2012, 00:01)Persona non grata napisał(a): Gołe jak wzgórek łonowy Emilii Komarnickiej, co na pewno było bardzo popularne w tamtych czasach.

To ja jeszcze spróbuję to obalić/wytłumaczyć. Ona była ponoć pół-Francuzką z Francji. Może one w tamtych czasach już się goliły?

(10-09-2012, 00:29)Karol napisał(a): Film ma natomiast jeden zadziwiający plus w postaci esbeka granego przez Piotra Głowackiego. Postać tak przerysowana, przegięta, będąca właściwie parodią typowego czarnego charakteru została zagrana przez owego pana absolutnie rewelacyjnie. (...) tworząc przeszarżowaną, ale zadziwiająco spójną kreację. Wielka niespodzianka i aktor, na którego powinno zwrócić się uwagę.

Ale on tam zupełnie nie pasuje, no. Jakby się urwał z jakichś, kurw..jących "Lejdis".

welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#20
Nie wiem, "Lejdis" nie widziałem :P, ale prawda - postać zupełnie nie pasuje do tej dość poważnej konwencji całości, ale kreacja sama w sobie jest po prostu świetna, bo Głowacki pociągnął jakoś tę oderwaną od rzeczywistości postać i uczynił z niej najjaśniejszy punkt całego filmu. Z początku te jego bluzganie też mnie irytowało. Aktor z tego durnego bluzgotoku uczynił jednak świetne oręże, bo z każdym kolejnym przekleństwem jego postać - i te jego cedzenie słów - staje się coraz bardziej irytujące, drażniące i tylko dosadniej ukazuje jakim aroganckim, pewnym siebie kretynem jest ten bohater. Bo w sumie koleś nic specjalnego nie zdziałał - to taki typ, co głośno szczeka, ale nie potrafi ugryźć. To wprost niesamowite, że z takiego tekstu udało się kolesiowi wyciosać tak świadomie wkurzającą, odpychającą postać.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  polski top desjudi 54 15,954 28-05-2025, 15:41
Ostatni post: Gieferg
  Uwikłanie (2011, reż. Jacek Bromski) Hitch 22 10,593 05-05-2022, 11:17
Ostatni post: OGPUEE
  Najlepszy polski film Perfik 100 29,675 22-04-2022, 17:17
Ostatni post: Doppelganger
  "Miasto nocą" - polski thriller o kanibalu MikeCieszynski 30 6,787 08-06-2018, 09:19
Ostatni post: Gal Anonim
  Róża (2011) reż. Wojciech Smarzowski simek 125 36,373 27-10-2016, 22:26
Ostatni post: Capt. Nascimento
  Sufferrosa - interaktywny film polski z 2007? shamar 3 2,699 01-06-2013, 19:10
Ostatni post: krychu13
  Sekret (2012) Reż. Przemysław Wojcieszek (niby niepolski a jakże polski film) Lawrence 7 4,983 19-12-2012, 04:47
Ostatni post: Mefisto
  Najsprawniej zrobiony polski film Jakuzzi 150 35,730 28-04-2012, 11:54
Ostatni post: OGPUEE
  [oddzielony] Róża (2011) reż. Wojciech Smarzowski Arahan 0 517 13-10-2010, 06:48
Ostatni post: Arahan



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości