Ja już mogę powiedzieć, że film zgniecie, zje i wypluje AG Scotta
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
01-02-2008, 17:07
|
American Gangster
|
|
Manna się nie czepiaj - za cienki jesteś
Ja już mogę powiedzieć, że film zgniecie, zje i wypluje AG Scotta
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 01-02-2008, 17:07 Cytat:W Chłopcach z ferajny też mamy gesty, odzywki i scenki prezentujące bycie twardzielem. Rozumiem że film ten należy do nurtu "sensacji gównianej"? otóż to. idealny przykład. pod względem cool zachowania Godfellas biją na głowę AG. 01-02-2008, 17:08 Mefisto napisał(a):Ja już mogę powiedzieć, że film zgniecie, zje i wypluje AG Scotta Very Happy Mefisto - to bardziej niz pewne. to juz sie stalo, tylko nikt jeszcze o tym nie wie :) 01-02-2008, 17:09 Mierzwiak napisał(a):WTF FTW
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 01-02-2008, 17:12
Ja jestem ciekaw tej wersji extended, która jest już dostępna jeśli kogoś to interesuje.
02-02-2008, 19:43
wróciłem z kina - zdewastowany. oglądanie AG to jak przyjmowanie potężnych ciosów na klatę. 5 scen, które wstrząsnęły światem: spotkanie Crowe'a z Brolinem na ulicy, spotkanie Washingtona z Brolinem tuż po ślubie, Washington wrzucajacy futro do ognia, scena najazdu na meline i wreszcie - absolutne mistrzostwo reżyserii - scena spotkania Crowe'a z Washingtonem przed kościołem. WIELKIE KINO. takie filmy zdarzają sie raz na 5-10 lat.
03-02-2008, 00:05
A mi nareszcie udało sie dorwać plakat na allegro. Niedługo zawiśnie godnie z innymi na honorowym miejscu.
![]() P.S. Mental a zostałeś w kinie do samego końca napisów ??. 03-02-2008, 00:19
nie - musiałem czym prędzej do kibelka. wstrzymywałem siusiu przez ostatnie 30 minut, że o mało co pęcherz mi nie eksplodował:) ale spoko, wiem, co jest na końcu i wiem, że wytrzymałbym kolejne 30 minut, taki to dojebany do pieca film.
03-02-2008, 00:22 Mental napisał(a):absolutne mistrzostwo reżyserii - scena spotkania Crowe'a z Washingtonem przed kościołem.Słusznie. I gdyby film skończył się właśnie w tym momencie, gdyby obraz pięknie się ściemnił i pojawiłoby się "Directed by Ridley Scott", wystawiłbym 10/10. 03-02-2008, 00:38
ja bym zakończył film na pytaniu Lucasa: "A macie wodę święconą?" potem śmiech, przyciemnienie, napisy wyjaśniające co i jak i koniec.
03-02-2008, 00:39
po wizycie w kinie postanowiłem przekopać się przez wypowiedzi marudzących i krytykujących tetrykow. absurdalność ich argumentacji bywa zatrważająca:
Lipińska: W ostatecznym rozrachunku âAmerican Gangsterâ pozostawił we mnie tyle samo radości, iż nie zrobił go Scorsese, co żalu, że za materiał nie zabrał się Spike Lee. On z pewnością zaobserwowałby w scenariuszu Steveâa Zailiana więcej współczesnych odniesień i uczyniłby z niego arcydzieło, a nie tylko gangsterską historię w klasycznym stylu. znacie gangsterskie historie w nieklasycznym stylu? tak tylko pytam. no wiecie, wykorzystujące schemat inny niż "droga na szczyt"? jeśli znacie jakieś postmodernistyczne wariacje, piszcie. i do jasnej ciasnej o jakie "współczesne odniesienia" chodziło Lipińskiej? Irak? Afganistan? WTC? Bin Laden? tarcza antyrakietowa? dziura ozonowa? jeśli mnie pamięć nie myli (uprzedzam: mogę być w błędzie) pierwszą z wież Światowego Centrum Handlu wzniesiono w 1972 roku, ale wtedy działalność na rynku narkotykowym Lucasa pomału dogorywała, więc nawiązania do WTC odpadają. tak czy inaczej, dzięki bogu, ze Scott pozostał nieugięty i nie poszedł za modą wtrynianie gdzie popadnie żenujących odwołań do bieżącej sytuacji politycznej. to, czego domaga się Lipińska, to zwyczajne pretensjonalne anachronizmy. Chaciński: W âAmerykańskim gangsterzeâ jest oczywiście znowu świetny Denzel (wiadomo, Denzel to Elvis kina), jest świetna muza, są świetne stroje, ale czego z tych rzeczy nie widziałem nigdy wcześniej? a to już w ogóle istna masakra. zastanówmy się nad alternatywą: skoro świetna muza nie jest świetna, bo autor powyższego fragmentu słyszał wcześniej świetne muzy, to w takim razie jaka muza mogłaby go zadowolić? świetniejsza od świetnej? Denzel też jest świetny, ale skoro autor widział już świetnego gangstera, to Denzel nie może być świetny. pytam więc: co musiałby zrobić Denzel, żeby być świetnym (pomimo faktu, że i tak był świetny)? na ogół podpisuje się pod wypowiedziami Chacińskiego, bo facet mądrze gada (jako chyba jedyny z esensjonalnych tetryków dostrzegł fenomen MV), ale tutaj zwyczajnie się zagubił. Walkiewicz: Spotkanie bohaterów wypada tak późno, że ciekawa relacja między nimi zostaje jedynie zaznaczona. to prawda, że AG powtarza schemat "drogi na szczyt", jakże charakterystyczny dla WSZYSTKICH gangsterskich historii. ale poza tym jednym, niemożliwym do uniknięcia powtórzeniem wprowadza rozwiązanie niespotykane w tego typu filmach. pisałem już o tym: antagonista i protagonista spotykają się na samym końcu w jednej z najlepiej zagranych, nakręconych i emocjonalnie obliczonych scenach roku 2007. wydawać by się mogło, że marudy, narzekające na wtórność AG, będą zachwycone tym odważnym i niekonwencjonalnym posunięciem. ale gdzie tam! wykorzystają ten pomysł jako dowód, obciążający reżysera. kompletny brak konsekwencji w wygłaszanych opiniach i totalne zagubienie się w krytyce. odnoszę wrażenie, ze cokolwiek by Scott nie zrobił, i tak byłoby źle. Socha: Scott sili się, żeby coś istotnego o świecie powiedzieć, ale zwyczajnie nie potrafi ??????????? ponoć Scott chciał powiedzieć coś o szkodliwości palenia cygar na czczo, ale w pore sie zreflektował i nic nie powiedział. Mental: American Gangster to przecudny film. kłaniam sie mistrzowi w pas. aha, Josh Brolin "bycie rzeźnikiem" ma wypisane na twarzy. do westernu z nim i to natychmiast! 03-02-2008, 03:21 Mental napisał(a):do jasnej ciasnej o jakie "współczesne odniesienia" chodziło Lipińskiej? Irak? Afganistan? WTC? Bin Laden? tarcza antyrakietowa? dziura ozonowa?Tego typu odniesienia to sobie można robić w filmach typu Gwiezdne Wojny gdzie film nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a w fabułę można wpleść jakieś tam analogie. Niektórzy w Zemście Sithów dostrzegali odniesienia go George'a Busha, nie wiem, nie zauważyłem i mam to gdzieś, ale niech sobie będą. Natomiast po co odniesienia do współczesności w AG?! Jak do cholery (i znowu - po co?!) do filmu dziejącego się na przełomie lat 60-tych i 70-tych Scott miałby wrzucić aluzje do wydarzeń mających miejsce za 20, 30 lat?! Cytat:Spotkanie bohaterów wypada tak późno, że ciekawa relacja między nimi zostaje jedynie zaznaczona.Bo to nie miał być film o ich relacji. Gdyby tak było, spotkaliby się maksymalnie pod koniec pierwszej godziny filmu. Cytat:Scott sili się, żeby coś istotnego o świecie powiedzieć, ale zwyczajnie nie potrafiZawsze zastanawia mnie na jakiej podstawie ludzie wyciągają takie wnioski w przypadku niektórych filmów, tak jak tutaj. I nie wiem. 03-02-2008, 11:54
co mi się nie podobało w AG? było kilka w sumie nieistotnych momentów, które bym wywalił:
1. krótka i ekspresywna scena seksu na kuchennym blacie detektywa Robertsa z pania adwokat (nie pasowała do filmu nic a nic, prędzej do jakiejś komedii dla młodzieży); 2. ostatnie ujecie, ukazujące Lucasa przed więzienną bramą (jak mowie - zakończyłbym film nieco wcześniej na pytaniu Lucasa o wodę święconą); 3. spotkanie Lucasa z wietnamskim baronem narkotykowym - chodzi o łatwość, z jaką udało się Lucasowi przekonać go do swoich racji. z drugiej strony wyłożył na stol 400 patoli. wypłacalność to podstawa. 4. po czesci zdadzam sie z Darkiem Arestem (Esensja), kiedy pisze, że ostatnie sceny sugerują, jakoby pomiędzy Lucasaem a Richardsem wykwitła przyjaźń, przez co cały moralny niepokój idzie w odstawkę. potrafię zrozumieć detektywa, jego podniecenie sprawą - w końcu tacy jak on czy Serpico doprowadzili na początku lat 70-tych do aresztowania 3/4 składu nowojorskiej policji. niemniej surowa poza i protekcjonalne traktowanie byłyby bardziej na miejscu. 03-02-2008, 12:01
na zakończenie ostatni z tetryków, Konrad Wągrowski:
wziął ten temat Ridley Scott, nakręcił w sposób klasyczny, przez co mogę tylko stwierdzić â niech klasyczny styl z mody nigdy nie wychodzi. amen. 03-02-2008, 12:14 Mental napisał(a):4. po czesci zdadzam sie z Darkiem Arestem (Esencja), kiedy pisze, że ostatnie sceny sugerują, jakoby pomiędzy Lucasaem a Richardsem wykwitła przyjaźń, Prawdziwy Lucas i Roberts faktycznie się zaprzyjaźnili.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
03-02-2008, 14:08
Mental, fajna ta twoja polemika z tetrykami z Esensji (Esensji, nie Esencji do jasnej;). Serio.
Mental napisał(a):znacie gangsterskie historie w nieklasycznym stylu? tak tylko pytam. no wiecie, wykorzystujące schemat inny niż "droga na szczyt"? Znajdzie sie. Donnie Brasco na przyklad. Albo Road to Perdition. Poza tym, nie ogladalem wprawdzie, ale czy The Sopranos tez nie bylby tu dobrym przykladem? Cytat:co mi się nie podobało w AG? było kilka w sumie nieistotnych momentów, które bym wywalił: No a co powiesz o scenie, w ktorej jakies obce Murzyny szprycuja sie w jakiejs obcej melinie? 03-02-2008, 15:56 Cytat:The Sopranos tez nie bylby tu dobrym przykladem? może być. podobnie State of Grace, Infernal Affairs (inwigilacja triady), w pewnym sensie Carlito's Way... ale to wszystko nie są filmy przekrojowe, nie mają ambicji prześwietlania swoich czasów, utrwalania bohaterów w charakterystycznych dla epoki pozach. słowem, nie noszą śladów epickości. Scott natomiast stworzył rasowy epos gangsterski, akcje osadził w przełomowym dla Ameryki momencie. zarzuty o wtórność wynikają z faktu, że epos gatunkowo opiera się na powtarzalności mitu. stąd zapewne dokuczające co niektórym wrażenie kopiowania wątków i postaci. pod względem konstrukcji fabularnej American Gangster to film w takim samym stopniu nowatorski, co powielający schemat. nowatorski, ponieważ mamy do czynienia z dwoma światami, które przez niemal cały czas trwania akcji wymijają się wzajemnie, ba, przez bez mała 70 minut Roberts nie ma w ogóle pojęcia o istnieniu Franca Lucasa, ustawiając śledztwo pod działalność włoskiej mafii. dopiero później - znakomicie spożytkowany rekwizyt (podarunek od małżonki - futro) - Lucas zaczyna przyciągać obiektywy policyjnych aparatów. nie przypominam sobie filmu gangsterskiego/policyjnego, w którym intryga byłaby prowadzona w taki sposób. w Heat bohaterowie spotykają się w połowie drogi (do kontaktu wzrokowego dochodzi jeszcze wcześniej). Cytat:No a co powiesz o scenie, w ktorej jakies obce Murzyny szprycuja sie w jakiejs obcej melinie? melina nie była obca. należała do znajomej Lucasa. lokum stanie sie później centrum rozdziału heroiny i przeliczania pieniędzy. Lucas oprowadzi po niej braci, a właścicielką uczyni ową farbowaną, kościstą ćpunkę. nie wiem, kto sugeruje, że ta scena jest doklejona na siłę i szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. naprawdę polecam obejrzeć film raz jeszcze, bo za pierwszym razem wiele umyka. np. scena, kiedy Lucas zabija tego frajera w kapeluszu, który strugał samozwańczego bossa dzielnicy. z początku uznałem, że gest zostawienia pieniędzy to taka cool zagrywka cool gangstera. mój błąd. cała scena jest dojebana do pieca i to konkretnie. Lucas dostrzega frajera w kapeluszu, jak stoi przy straganie i opierdala sprzedawcę. nie zastanawia sie długo: bierze szklankę cukru, wysypuje zawartość na talerzyk, podchodzi do gościa, strzela mu w łeb, naczynie stawia przy trupie, wyjmuje mu z portfela plik banknotów, wpycha je do szklanki i mówi: "Twoje 20%". robi to w biały dzień, przy świadkach, na oczach goryla tego frajera. sam gest miał związek z wcześniejsza rozmową, w której wypicowany gangster zażądał od Lucasa haraczu w wysokości 20%. Lucas domówił, kładac na stole dolara. nawiasem, to podczas pierwszego wypadu do meliny w towarzystwie dwóch ćpunów, siedząc wygodnie w fotelu i obserwując, jak jeden z Murzynow daje sobie strzała, Lucas wpada na pomysł dochodowego biznesu. 03-02-2008, 17:21
Musze sie przyzwyczaic do nowej koncowki filmu, rozszerzonej dla potrzeby wersji "unrated".
Pamietam, ze w kinie zachwycila mnie ta ostatnia, po trosze zdezorientowana mina Lucasa. Bramy wiezienia sie zamknely, Lucas wraca do normalnego swiata - swiata lat 90-tych, w ktorych kroluja rap i zupelnie nowe zasady. No i koniec, rap, napisy, cud, miod. Film konczy sie zupelnie inaczej sie w wersji "unrated", scena jest przedluzona o spotkanie z Robertsem. No i jakos tak... Yeah. Ale zobaczymy, jak bedzie podczas kolejnego ogladania. FXG, dziekuje 8) 8) 8) 03-02-2008, 20:03 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |