Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Jak wyczytać można w trailerze, o BRICKU niejaki Roger Ebert pisze "Noir to its very bones". Trudno się nie zgodzić. Film Johnsona to przede wszystkim czarny kryminał/film noir, z detektywem, śledztwem, laską i wszystkim tym co się w Chandlerowskim archetypie takiego kina zawiera. Niejaki Brendan to samotnik, któremu ktoś zabił laskę, laska zostawiła go 3 miesiące temu, ale ostatnio dzwoniła i prosiła o pomoc i teraz nie żyje. Tropy wskazują na powiązania ze światem handlarzy dragami. Bohater niewiele myśląc zaprzęga do pomocy swojego kumpla-kujona i infiltruje przestępczy świat w poszukiwaniu mordercy. Simple.
Główny bohater to miód. Może i trochę sztampowy z tą swoją niechęcią do świata i mrocznym spojrzeniem, ale ludzie, kiedy ostatnio dane wam było oglądać taką postać? Klasycznego detektywa, prącego do przodu pomimo wszystkich konsekwencji, a jednocześnie pozbawionego, jak to Mental trafnie nazwał, dobrodusznego cynizmu? Tak jak na początku można go jeszcze uważać za sympatycznego gika, tak potem wyrasta osobowość miejscami odpychająca. Niektóre decyzje z pewnością nie były zbyt wychowawcze i nie przysporzyły sympatii widzów. Spójrzmy jeszcze jak koleś się ubiera:
Cała rzecz jest osadzona w światku jakiegoś amerykańskiego Highschoolu, rzecz dziwna, jeszcze dziwniejsze jest to że fakt ten nie powoduje 'zmiękczenia' historii. Ludzie leją się po pyskach, handlują srogimi ilościami ciężkich dragów i ogólnie zachowują się na tyle poważnie jakby byli nie uczniami a co najmniej mieszkańcami jakiegoś murzyńskiego getta.
Na IMDB co prawda w przegródce 'Genere' nie widnieje Comedy, ale taki sam brak można zauważyć w IMDBowej stronie Fargo. Oba filmy charakteryzuje ten specyficzny rodzaj, czarnego raczej, humoru. Tak jak w Fargo humor ma sens i jest dawkowany po mistrzowsku (wiadomo, Coenowie), tak w Brick niezbyt ten zabieg rozumiem. Nie powiem, uśmiechnąłem się szczerze kilkakrotnie podczas seansu, ale po co? Po kiego kija postać Tuga jest do tego stopnia przeszarżowana? Ten zabieg, to jedyna poważna rysa na całości, co bym proponował? Wydupcyć zupełnie momenty humorystyczne, zmienić postać Tuga i zostawić to co najlepsze. Śledztwo, morderstwo, głównego bohatera. Ale mam co mam, świetny film z rysą. Tak czy siak - polecam.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
27-07-2008, 11:09
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,945
Liczba wątków: 15
Ah... . Wreszcie ktoś obejrzał ten film poza mną :P. Crova próbuje zmęczyć, ale się nie daje... .
Wracając do sedna.
Tak to już jest na tym świecie, że są mądrzy ludzie, którzy stworzyli Sundance Festival, na którym są nagradzane dobre, acz niekoniecznie komercyjne filmy. A ja ma słabość do filmów nagradzanych na Sundance i zawsze oglądam je z wielką chęcią, kiedy tylko mogę... . To skłoniło mnie do obejrzenia m.in Brick czy też później Teeth i innych produkcji.
Od czego by tu zacząć... . No może od powiedzenia, że film jest niesamowity pod każdym względem. Nakręcony za pół miliona dolarów film Noir, w którym zawarte są wszystkie klasyczne elementy dla tegoż. Mamy intrygę, mamy głównego bohatera, trochę wyalienowanego 'detektywa', który prowadzi śledztwo, mamy obijacza, mamy przyjaciela informatora, mamy złego i mamy famme fatale. Zagadka kryminalna zahacza o wszystkie ważne punkty dla tego typu historii, jednakże nie w tym sęk. Otóż film mógłby równie dobrze powstać i w latach 40 z Bogartem w roli głównej. Powstał jednak 3 lata temu i całość nie tyczy się mrocznego miasta i detektywa w prochowcu ale szkoły i uczniów. I to daje piorunujący efekt!
Szkoła nie jest tu tą szkołą, do której my uczęszczamy. Nikt nie przejmuje się jutrzejszą klasówką, w zasadzie nikt nie chodzi na lekcje. Dla mnie to raczej karykatura świata, gdzie wszystko ma swoje odpowiedniki. Główny bohater jest niczym prywatny detektyw, który kiedyś współpracował z policją, tj. radą nauczycielską. Dyrektor - szef policji wciąż widzi w nim swojego sojusznika. Główny bohater miał w przeszłości dziewczynę, która zeszła na złą drogę, a teraz zaginęła. Brendan, gdyż tak nazywa się ów 'detektyw' robi wszystko by dowiedzieć się czy z nią jest wszystko w porządku, a kiedy odkrywa, że jest martwa (nie bójcie się - to żaden spoiler...wszystko wiadomo od pierwszej sceny) stara się znaleźć jej zabójców i odkryć co się właściwie stało.
W całym filmie nie tyle sama historia jest najważniejsza co postacie, które ją napędzają. A wszystkie one są pełnokrwistymi ikonami. Każda z postaci odgrywa swoją rolę w intrydze. Nie są one głębokie. Nie znamy ich problemów czy przeszłości (poza Brendanem). One po prostu są i mają być. Każda z nich jest ważna i każda z nich ma być takim odpowiednikiem ze starych filmów.
Świetne jest tu wszystko. Od dialogów po muzykę. Szwankuje może czasami aktorstwo i zakończenie pewnie nie zadowoli większości z was, ale jak dla mnie jest niemal idealnie. Zdjęcia są perfect, muzyka dodaje klimatu. Tempo opowieści jest idealne, zaś ona sama trzyma w niepewności od początku do końca. Świetnie nakreślone postacie i dialogi oraz mistrzowskie sceny, które zapadają w pamięć. No po prostu nie zobaczyć go to wielka strata.
Ode mnie 9/10 a samo 11/10 za cudowną scenę pościgu :]. Glut wie o co chodzi...
No i na koniec fajny tekst:
Brendan: Pin?
Brain: Pin. The Pin?
Brendan: The Pin, yeah?
Brain: The Pin is kinda a local spook story, yeah know the King Pin. But I bet you, if you got every rat in town together and said "Show your hands" if any of them've actually seen The Pin, you'd get a crowd of full pockets.
Brendan: You think The Pin's just a tale to take whatever heat?
Brain: Hmm... So what's first?
Brendan: Show of hands.
O, a teraz z niecierpliwością czekam na Braci Bloom.
27-07-2008, 12:02
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Fakt, scena pościgu kapitalna.
Dobry dialog Corn dałeś, ale mnie zupełnie rozpierdzielił ten nad morzem. Pin i Brendan siedzą na plaży:
The Pin: You read Tolkien?
Brendan: What?
The Pin: You know, the Hobbit books?
Brendan: Yeah.
The Pin: His descriptions of things are really good. (odwraca głowę i patrzy w słońce) He makes you wanna be there.
Jak na moje to w tej scenie wychodzi cała natura tej postaci.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
27-07-2008, 12:28
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,945
Liczba wątków: 15
A zauważyliście jak w jednej ze scen filmu jest wyraźnie pokazane, że Brendan słania się po normalnej drodze, a gdy tylko wchodzi na krawężnik idzie normalnie. Jest z resztą pokazane w paru scenach jak idzie właśnie krawężnikiem.
Jak dla mnie świetny pomysł na ukazanie odosobnienia bohatera, który nawet w zwykłym poruszaniu się po drodze musi być inny od reszty.
Cytat:http://forum-kmf.fc.pl/viewtopic.php?t=1869
Olać :P
28-07-2008, 17:56
Stały bywalec
Liczba postów: 1,636
Liczba wątków: 8
Siemanko po dośc długiej przerwie spowodowanej zarabianiem na życie na zasranym duńskim promie Princess of Norway :)
wracając, do tematu, to ja po prostu może skopiuję to, co napisałem w tym drugim. a więc:
"A film.. hmm.. no cóż, to niskobudżetowy film amatorski a wykonaniem przerasta jakikolwiek współczesny polski film. Muzyka dobra, fabuła niezła, aktorsko poprawnie (lubię tego gościa z "Trzeciej planety od słońca"), zdjęcia świetne, klimat super. Ale czegoś w nim zabrakło. Czegoś, co by mnie przy nim zatrzymało i kazało obejrzeć go po raz drugi. I trzeci. I kolejny.
Mimo wszystko i tak można spokojnie obejrzeć. A nuż ktoś się zachwyci"
nie wspominając, że zrobiłem, genialne zresztą, napisy. żartuję - jak je czytam, to widzę, że momentami odstawiłem niezłą padakę, ale nie wszystko jest tu przetłumaczalne w sposób taki, by brzmiało to równie dobrze po polsku, co po angielsku.
pis ałt.
Aktualnie rządzi: ja
28-07-2008, 22:33
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,945
Liczba wątków: 15
Czy ja wiem czy to film amatorski? To że jest tani to nie oznacza, że amatorski bo grają w nim profesjonalni aktorzy i cała otoczka jest wykonana bardzo solidnie. Kino amatorskie raczej jest kiepskie od strony technicznej.
28-07-2008, 22:41
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Joł, spoko filmik, joł. Atmosfera noir jest rewelacyjna, Brendan interesujący (chociaż liczyłem na typowe, choćby dla Marlowe'a cięte uwagi), a reżyser z kolei nie upaja się swoim oryginalnym konceptem, tylko przedstawia historię. Ogółem mam podobne odczucia jak Mush Room i może kiedyś jeszcze obejrzę, ale na pewno nie prędko.
Aha, jeszcze co mi się nie podobało: mało fakania i slangu ulicznego (i jakieś naleciałości nastolatkowego też by się przydały). Zbyt zwyczajnie i prawidłowo się wypowiadali.
Co do humoru wypomnianego przez Gluta to ja w gruncie rzeczy kojarzę tylko trzy sceny, które mozna było odebrać żartobliwie (zakończenie pościgu; scena z matką i sokiem; i jeszcze jakaś, ale zapomniałem jaka :)). Nie przeszkadzały mi szczególnie, choć scena z matką i sokiem trochę wybijała z klimatu.
28-07-2008, 23:50
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
No, jest jeszcze scena z ćpunami - przesłuchanie Dodea, ogólnie zachowanie Tuga, w sumie postać Pina (chociaż to bym zostawił) i cośtam jeszcze. Jakbym oglądał film pod kątem szukania humorystycznych wątków to bym coś jeszcze wyłuskał.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
29-07-2008, 10:07
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Jeszcze słówko o muzyce. Okładka.
Większość to kompozycje Nathana Johnsona (brata reżysera), bardzo ilustracyjna muzyka, plus parę kawałków niezwiązanych z filmem wykonawców. Rzecz generalnie do przesłuchania jak kogoś takie klimaty kręcą. Z jednym wyjątkiem.
WAR
Absolutna moc, ta trąbka wywleka mi mózg przez nos.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
05-08-2008, 23:43
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Świetny film, który łatwo można było spieprzyć i zamienić w pastisz czy tzw. zabawę konwencją. Sam się długo wzbraniałem, bo opis "Chandler w realiach amerykańskiej szkoły" niespecjalnie mnie przekonywał. Film mnie zaskoczył i to bardzo na plus. Po pierwsze, reżyser zrobił film, a nie wymuskaną demówkę swoich umiejętności i pomysłów (patrz: 11:14). Po drugie, tu forma służy treści, a nie na odwrót: dużo jest reżyserskich trików i efekciarstwa, ale rozmieszczone to jest rozważnie i zawsze służy jakiemuś celowi. Po trzecie, klimat momentami urywa jajca. Po czwarte, konstrukcja postaci; znowu element, który można było łatwo spieprzyć, bo mamy tu całą noirowską galerię archetypów przedstawioną jako nastolatkowie. Trochę nie widział mi się z początku Pin; 17 - latek z laseczką, ubrany jak Sherlock Holmes na Zapusty, jako szef wszystkich szefów trzęsący całą dzielnicą? Mimo wszystko dość szybko przywykłem do tej postaci.
Bardzo, bardzo dobra produkcja, zrobiona z sercem, pomysłem i umiejętnościami. Odświeżam temat, bo może ktoś jeszcze da się namówić na seans. Warto.
Why are you firing wallnuts at me?
10-01-2010, 00:04
Stały bywalec
Liczba postów: 10,332
Liczba wątków: 5
Dawno to oglądałem, ale pamiętam, że mi się podobało. Ogólnie niegłupie i koncept ma fajny, że niby noir w świecie nastolatków. Trzeba by sobie powtórzyć.
10-01-2010, 00:22
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
A czy ktos potrafi wytlumaczyc ten koncept, ze noir w swiecie nastolatkow? Generalnie Brick jest mocno przeestetyzowany. Caly ten film odebralem w zasadzie jako okazje dla rezysera dla podszkolenia swoich umiejetnosci technicznych, zwlaszcza w komponowaniu fajnych kadrow. I faktycznie, kadry sa spoko, poprawnie buduja klimacik, coz jednak z tego, skoro fabula jest pretekstowa? Tworcy niezle czuja noir, buduja calkiem rzetelna intryge, ale zdecydowanie wolalbym, aby wykorzystali swoje umiejetnosci na nakrecenie normalnego kryminalu (czytaj: z udzialem doroslych). Albo zeby chociaz nie wykorzystywali schematow kina noir w stu procentach, tam, gdzie nie trzeba, zeby wprowadzili nieco wiecej realizmu. Bo jak sie patrzy na dyrektora szkoly pelniacego tutaj funkcje komisarza policji z kryminalow albo na mlodocianego szefa narkotykowego gangu, przebranego za Lorda Voldemorta, (co z tego, ze rezyser kilkakrotnie daje znaki, iz przerysowuje swiadomie?), to sie po prostu smiac chce.
29-01-2010, 22:24
I Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 992
Liczba wątków: 5
No tak, muszę się zgodzić z Jakuzem, że momentami miałem wrażenie, że oglądam parodię tej konwencji noir, która udaje, że jest poważna kiedy tak naprawdę nie jest. Film obejrzałem niedawno i za pierwszym razem muszę przyznać, że oglądało mi się go ciężko. Może to natłok tych wątków i tych dziwnych nazw spowodował mi ten mały mętlik w głowie, a jeżeli tak to jest to zdecydowanie wina scenariusza i tego, że reżyser, który zresztą napisał scenariusz miał problem z porządnym rozwinięciem i rozpleceniem wątków. Być może mogła to być również wina mojej dekoncentracji. Potem jak już się zgubiłem to ciężko mi było to w czasie seansu wszystko ogarnąć i dopiero zakończenie w jakiś sposób rozświetliło mi umysł. Wydaje mi się, że jedno podejście do tego filmu to za mało i spróbuje go sobie odświeżyć na dniach.
Co do pytania Jakuza to ja spróbuję odpowiedzieć na Twoje pytanie i wytłumaczyć koncept noir w świecie nastolatków. Otóż przede wszystkim trzeba zaznaczyć na początku, że to świetny ale i ryzykowny pomysł wkładać tę konwencję w świat nastolatków. Bo można popaść w błahość, banalizowanie, nieumyślne parodiowanie, a może i według niektórych profanację. Co ten film ma wspólnego z nurtem kina jaki nazywamy noir? Ma wiele wspólnego. Wspólne ma to, że jest intryga i główny bohater postanawia ją samemu z małą pomocą kumpla rozwiązać. To chyba jasne. Co ma przede wszystkim wspólnego to to, że nasz bohater kreowany jest przez cały film na samotnika, który może polegać jedynie na sobie, i który tak naprawdę jest samemu na tym świecie mimo, że otaczają go piękne kobiety (Laura), które próbują go zwieść. Nasz bohater wydaje się być jedynym i ostatnim sprawiedliwym i dlatego postanawia rozwiązać tę sprawę na własną rękę bez względu na wszystko. Co zresztą dobrze widać w scenach kiedy dostaje po mordzie i podnosi się jak gdyby nigdy nic albo jak igra z ogniem i tak naprawdę wszystko mu już jest obojętne bo stracił ukochaną. Warto dodać, że jedyną jego ulgą na tym świecie była jego kobieta, która na nieszczęście naszego bohatera umiera. Słowem obecność koncepcji filozofii egzystencjalizmu. Oprócz tego na końcu jest twist, który jest charakterystyczny dla tego typu filmów, vide chociażby Double Indemnity. Czego ten film nie ma wspólnego to to, że popada w autoparodię i nie jest czarno biały :).
Póki co wstrzymuję się z oceną bo sądzę, że po następnym seansie się podniesie :).
"Więcej socjalizmu - znaczy więcej demokracji." - Michaił Gorbaczow
"Istnieje marksizm dogmatyczny oraz marksizm twórczy. Ja stoję na istocie tego ostatniego." - Józef Stalin
29-01-2010, 22:46
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,945
Liczba wątków: 15
Nie rozmawiałem z reżyserem, nie widziałem żadnego making of - ale podejrzewam, że za taką a nie inną scenerię odpowiada niewielki budżet (ok. 500 000 $).
30-01-2010, 00:04
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
Mi się wydaje, że hipotetyczne poczucie abstrakcyjności fabuły tego (moim zdaniem rewelacyjnego) filmu zależy też od doświadczenia samego widza - jeśli dilowanie i dragi były (oby!) czymś abstrakcyjnym, tym bardziej wydumana może się wydawać fabuła Cegły.
Wpis na MKKM o Brick. Nie mam nic do dodania.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
30-01-2010, 00:09
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
B2Ka napisał(a):Co ten film ma wspólnego z nurtem kina jaki nazywamy noir?
Nie zrozumiales mnie. Ja nie pytalem o to, co jest w tym filmie z kina noir, bo to jest oczywiste i widoczne jak na dloni. Pytalem dlaczego tworcy postanowili typowa dla kryminalow intryge wprzegnac w licealne pielesze.
Artemis napisał(a):Wpis na MKKM o Brick. Nie mam nic do dodania.
Na pewno moglbym sie zgodzic z tym twierdzeniem:
Na pewno żadne to arcydzieło, ale jeśli chodzi o pokaz mistrzowskiego rzemiosła w temacie zabawy klasyką, film warty zobaczenia.
Czyli w zasadzie tak jak pisalem: fajne, umiejetne operowanie schematami kina noir i nic wiecej.
30-01-2010, 01:15
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
Czyli tylko "arcydzieła" posiadają chociażby płaszczyznę emocjonalną? Bo dla mnie Brick emocjonujący był wyjątkowo. Poza tym pod formalnie dopieszczoną strukturą mamy pełnokrwisty, wbrew tego całego "wyrachowania", autentyczny dramat. Chociażby dlatego, że, jak pisze Marceli, wyszukiwanie typów postaci z kina noir przychodzi Cegle zupełnie naturalnie, bez naciągactwa. Brick to bardzo mocna metafora. Na moje - kino pełną gębą.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
30-01-2010, 01:42
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Emocje? Nie ma mowy. Tak samo jak nie ma mowy o emocjach w The Good German czy w kazdym innym filmie, ktory za bardzo skupia sie na estetyce filmu, na nawiazaniach do klasykow, wlasciwym nasladowaniu pewnej struktury.
30-01-2010, 01:50
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
No widzisz... Mnie chwyciło. Za gardło.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
30-01-2010, 01:51
|