W ramach coperniconowej prelekcji postanowiłem odświeżyć
Batman The New Adventures, zwłaszcza że jest na CDA.
Jak wszyscy pierwszy raz oglądałem na Polsacie i pamiętam, że nie chciało się przegapić emisji, ale też nie wzbudzał drgania, podobnie Beyond (wtedy to u mnie królował
Spider-Man TAS z superherosów). Jakbym miał określić jako dorosły facet, to TNBA jest takim błąkaniem po omacku i brakiem tożsamości. Niby ma czołówkę z TASu, ale czuje się że to jednak inna mańka. Nawet nie chodzi o inny styl graficzny, bo trochę jest seriali animowanych, które w ostatnim sezonie zmieniają wygląd. Brak stylowych kart tytułowych, historie zbliżające się do bardziej standardowych akcyjnych kreskówek, też inna tonacja i widać, że robiono lata później. Lepiej byłoby gdyby oficjalnie nazwali
Batman The New Adventures z nową czołówką, a tak mamy taką przystawkę do konsoli video, która jest jednak o klasę gorsza i czuć, że to nie to samo.
Mam wrażenie, że twórcy chcieli za wszelką cenę odciąć od stylistyki Burtona i udobruchać nerdów. Tutaj Joker znów jest anonimowy, bo ludzie zapatrzyli się w dawne lenistwo scenarzystów Złotej Ery komiksu i aspekty przecenianego komiksu, do którego sam autor ma zarzuty. I już na początku kariery ma być masowym mordercą, co kłóci się z wydarzeniami ustanowionymi w TASie, gdzie ograniczał się do rabowania sklepów i dawania tlenku azotu (dlatego TASowe niezabijanie u Batmana ma sens, ponieważ złole to nie najgorsze chwasty). A Catwoman jest naturalną brunetką (w komiksowych tie-inach wyjaśnili, że blond to była farba). A Pingwin zrekonstruował sobie dłonie na bardziej normalne.
Też mam wrażenie, że jednocześnie poszli za bardzo w edgy. Np. W "Mad Love" relacja Jokera i Harleya jest dość przemocowa w ten niepojący realistyczny sposób. Kiedy w innych odcinkach tego serialu (i
Batman TAS) ich toksyczne relacje pokazano w bekowy sposób i przemoc ogranicza do komediowego kopa w dupę za kadrem. W odcinku "Joker's Million" kończy się tym, że to Harley spuszcza wpiernicz bezradnemu i zakłopotanemu Jokerowi (też odbywa się poza kadrem), co prawda to coś rodem z
Flintstonów, ale jednak wciąż. Albo w odcinku, gdzie Nightwing wspomina jak doszło schizmy między nim, Batman jest dość nieprzyjemny. Np. agresywnie przesłuchuje złodziejaszka w obecności dziecka. Co jak co, ale Batman nawet w najmocniejszych momentach nie odjebał by czegoś takiego przy dziecku. I próbują portretować Batsa jako bardziej skonfliktowanego i bardziej agresywnego, co też mi się kłóci bo już pełni otacza się Bat-rodziną, a w TASie miał dobre relacje ze wszystkimi.
Plus ten mocniejszy, agresywniejszy ton kłóci z dość infantylnymi rozwiązaniami czy motywami fabuły. Np. odcinek z Calendar Girl ma niezły komentarz, który ginie pod głupimi akcjami i pomagierami-czipendejsami. Albo w odcinku z Freezem, mającym w sumie niegłupią fabułę, to Mroza spotkało spłycenie (nie mówiąc, że teraz ma sexi pomocnice). Fajnie to podsumował shamar w temacie o animowanych taśmówkach od DC:
(04-09-2026, 18:46)shamar napisał(a): Ale, w ogóle, te animowane filmy o Batmanie są w większości niedorobione. Bo to niby filmy dosyć brutalne a jednocześnie jebią taką infantylnością momentami jak bajki dla dzieci. Nie współgra mi to tak bardzo, że rzutuje na całą ocenę.
W pewnym stopniu to spotkało TNBA, z ta różnicą że twórcy TNBA mieli nieco wyczucia i jednak jakiś tam kontrolny bat był (ludzie zapominają, że czasem cenzura pomaga). A propo...
Przy powtórce mnie co zdziwiło, że serial jest dość relatywnie łagodny. OK, może inaczej. Nie jest aż tak brutalny/mocny, jak zapamiętałem lub mówią internety. Fakt, ówczesne restrykcje telewizyjne były luźniejsze i pomogło nadawanie u prywaciarza (np. pozwolili na wystrzał realistycznych pistoletów. Oczywiście celność jest jak u szturmowców), tak poziom przemocy nie jest jakiś większy niż w ograniczanym
TAS. Co bardziej brutalne momenty bijatyk albo odbywają się na cieniach lub za kadrem. I czasami jak ktoś kogo walnie, to ekran na chwilę jest biały (podobne sztuczki były w
TAS). Byłem przekonany, że karabiny były już współczesne, a tutaj nadal używane przede wszystkim są tommy guny i współczesny karabin był w dwóch odcinkach. W "Over the Edge" Barbara po zderzeniu z autem ma tylko ma dwa niewielkie zadrapania - to poziom Mufasy w
Królu Lwu.
No i krew. Wielu krzyczy, że w
Batman TAS było sporo krwi, gdy w oryginalnym runie było tylko kilka sekund na JEDEN ODCINEK. I dopiero w TNBA pozwolono na więcej, ale spodziewałem się więcej odcinków. W zasadzie odcinków z krwią jest 5 (na upartego 6, jeśli zaliczymy czerwone zadrapania Batgirl "Over the Edge"), gdzie to tylko kilka sekund i symboliczne strużki. Więcej krwi (i zgon) mamy w odcinku ze Scarecrowem. I generalność całość z czerwoną farbą zmieściłaby w ok. półtora minuty. I czasem brak tej konsekwencji, bo w odcinku z kocią sektą Bats walczy z tygrysem szablozębnym zrywającym pazurami kostium i tu spokojnie powinny pojawić się jakieś zadrapania, a potem Bats dostaje cios ostrzem po gołych plecach. Ale też podejrzewam, że
Kids' WB też ma swoje limity.
A poziom scenariuszy też nierówny. Tylko kilka epizodów pasowałoby do Batman TAS i nie robiłoby to różnicy. A reszta jest poprawna, za to najgorsze odcinki... Te najsłabsze odcinki TAS mimo wszystko nie zniżały do katastrofalnego poziomu. Tak tu są słabe, że hej. Jak ten z zmutowaną trzodą czy ze zwierzętami cyrkowymi. Wrogów czasem spotyka spłycenie lub dorabianie filozofowania (jak w odcinku z Killer Crociem i Baby Doll).
The Batman skądinąd słusznie krytykowano, że nadużywano obecności Jokera i Pingwina (BTW i ten serial powinienem nadrobić). Gdy TNBA robi ten sam błąd i wciska gdzie tylko możliwe Jokera. Np. w odcinku "Growing Pains" spokojnie można było dać innego superprzeciwnika czy nawet wymyślonego łotra, a w odcinku świątecznym (który jest kiepski, a żadna z fabuł nie wykorzystuje potencjału) mogli wziąć tą historię z komiksowego tie-ina o Freeze'ie. Nowi przeciwnicy nie są pamiętni i z wyjątkiem Calendar Girl każdy ma nędzną pozbawioną danwje głębi motywację.
O zmianach wyglądu nic nowego nie powiem. Ja co zauważyłem, to postacie kobiece mają jeden model i wymienia się tylko fryzurami. W dodatku wyglądają jak nastolatki, kiedy w TASie widać było, że dorosłe kobiety to dorosłe kobiety. I Sonny miał rację, że nie tyle co budżet co są chujowe projekty jak BDSM-owy kostium Bane'a (bym skrytykował, że w BTAS był przeciętnego wzrostu mięczakiem, gdy tu jest dwumetrowym mięśniakiem, ale tą zmianę kupuję, bo to senny koszmar Barbary). Animacja jest dobra, choć czasem słabuje. Odcinek z Scarecrowem ma kreskę i gumowość pasującą do Freakazoida.
Mimo tej krytyki... wciąż jednak to solidny serial. Dalej się to dobrze ogląda, nie zestarzało to się szczególnie, i mogło być lepiej, ale mogło być gorzej, co pokazały późniejsze próby Timma przy Batmanie (których nie widziałem, ale ufam krytycznym opiniom). Po raz kolej DCAU udowodniło, że wciąż to wybitne dzieło, skoro ich bez wątpienia najsłabsza serialowa odsłona w najgorszym przypadku jest OK.
Przy okazji zobaczyłem z Zigzapowym dubbingiem. I okazał się bardzo dobry (Tak. Powiedziałem to. Wsadźcie se w dupę wasze kwiki wyznawcy religijnego kultu oryginalnych aktorów). Dorota Kawęcka udowodniła kolejny raz, że była jedną z najlepszych reżyserek dubbingowych, bo choć otrzymała spady po dubbingu TASa (obejrzałem jeden TASowy odcinek z polskim dubem, bo chciałem coś porównać - jest gorzej niż zapamiętałem), to wszyscy dobrze grają, nowe postacie mają dobrze dobrane głosy. Nawet Pazura się wyrobił. Zaskakująco bylo słychać "o jezu" przerażonego NPC-a, bo takie frazy w nie-religijnych kreskówkach to rzadkość. Ale też kilka odcinków było dostępnych z drugim dubem. Źle może nie jest, ale dobrze nie jest, najgorzej wypadł Batman, bo o ile Mysłakowski jako Bruce wypadł OK (i tu dub pamiętał o TASowej zasadzie, by Bruce i Batman różnili się głosami, o czym angielski oryginał zapomniał), to jako Batman za bardzo próbuje być groźnawy. Zresztą, znów powtórzę TAS i TNBA powinny wcześniej dostać dub.
6/10 ze wskazaniem na 7/10