Super tekst. Box Office mnie trochę interesuje, ale nie siedzę w tym nawet w połowie jak Ty. Jednak nie o tym.
Twoje analityczne podejście i maniakalna wręcz potrzeba porządkowania wszystkiego, sprawiają że czyta się to mega dobrze. Nie chcę przesadnie słodzić, ale naprawdę kibicuje i z mojej strony powiem - rób to dalej. W polskim necie brakuje bardzo informacji w tym temacie. Będę śledzić. Świetna robota.
Wybaczcie drobnego offtopa, ale dobrze rzeczy chwalić trzeba.
Kolejna notka już w kwietniu. W zakamarkach internetu odnalazłem swoje prognozy na lato z roku 2014 i 2015, więc postanowiłem, że zrobię taką i na ten sezon. W maju - może w końcu, jeśli mi się uda - tekst o zarobkach oryginalnych Star Wars.
Jeśli to offtopic, to jakiś miły mod może przenieść ten i dwa powyższe posty do tematu o box office.
Hmm. W sumie myślałem o tym, ale nigdy nie prowadziłem bloga i nie za bardzo ogarniam gdzie takiego założyć i czy takie coś kosztuje. Pogoogluje. ;) No chyba że polecacie jakieś stronki/szablony, na których można by coś takiego zbudować? Widzę blox.pl na przykład?
@Mierzwiak - mam nadzieję, że nie przeszkadza ci użycie twojego "trochę siara" w tekście? ;)
26-03-2018, 08:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-03-2018, 09:17 przez Juby.)
No to spoko. Dziś w planach mam jedynie wysłać jedną płytkę do Gieferga po pracy, więc może wieczorem usiądę do tego bloxa. :) Pochwalę się jak coś z tego wyjdzie.
Nie tyle chyba nawet inflacji samej, co cen biletów też. Tak to chyba działa? Niemniej statystyka jest jaka jest i BP wyprzedził w niej "Titanica", więc można odnotować :-D
Takie tam pierdololo. Mówiąć szczerze większość czasu nudziłem się jak mops, bo tu nic nie zaskakuje, akcja dupy nie urywa, CGI wali po oczach, a sporadyczny humor... po prostu sobie jest i tyle. Motyw miłosny - zero emocji. Motyw zemsty - od góry do dołu przewidywalny, zero emocji. Motyw złego białasa - no tu zaskoczenie, ale na minus, bo to najlepsza postać z całego filmu. Motyw tej schowanej, prężnej cywilizacji kompletnie nie wykorzystany. Mam zresztą wrażenie, że ta cała super technologia do niczego im się nie przydaje, bo gdy przychodzi co do czego, to bawią się radośnie w pościgi samochodowe (choć wcześniej była cała akcja z powietrza tylko po to, by odbić laskę, która jest na waznej misji, żeby ta... przyszła na koronację - jebłem). Do tego kilka scen - jak i "Q" - wprost zerżnięto z Bonda (miałem nawet wrażenie, że kasyno to ta sama dekoracja co w Skyfall, a już na pewno rozkład terenu ma bliźniaczo podobny). Doktor Watson w całej tej zawierusze zupełnie zbędny, a fabuła chyba najbardziej oderwana od rzeczywistości z wszystkich dotychczasowych odsłon uniwesum. Parcie na Black Power już pominę milczeniem, bo ileż można żyć wydarzeniami sprzed ponad 100 lat. Zaskakująco łagodnie na tym tle wypadła natomiast feministyczna siła, wręcz naturalnie - najwyraźniej przy promowaniu jednego drugie można nieco zjadliwiej zapodać. Generalnie z dużej chmury mały deszcz, a sam Panteras jest pierwszy do odstrzału w ekipie.
W ciągu dwóch tygodni zobaczyłem najlepszy film Marvela i najgorszy - "Czarną Panterę". Obrzydliwie kiczowaty film, te wszystkie stroje, kolorki, elementy folkloru i tradycji, nawet ten akcent bohaterów. I nie żebym miał coś przeciwko afrykańskim motywom, ale doznaję jakiegoś mindfucka kiedy widzę taką mieszankę futurystycznej technologii i plemiennej kultury - to jest jakieś takie powierzchowne, sztuczne, niespójne i fałszywe - i to jest właśnie ten kicz: jakieś fundamentalne niedopasowanie treści i formy. I wcale mi się nie podoba ta Afryka w krzywym zwierciadle, więc zamiast się zachwycać tym, że w końcu dostaliśmy całkiem oryginalne miejsce akcji, to się wkurzam, bo mam wrażenie, że bez żadnej logiki powrzucali tutaj pełno losowych elementów, które nie tworzą przemyślanej całości. Przykład tej niespójności? Pewnie już kilka osób to wymieniało. Pokażmy najbardziej rozwinięty kraj świata, ale niech wszyscy walczą bronią białą i ubierają się w jakieś fikuśne stroje, no bo to przecież Afryka... Nie wiem czy producenci robią sobie jaja z Wakandy, czy to po prostu głupota i brak gustu czy szacunku.
Poza tym ilość nieśmiesznych scen, które w zamierzeniu twórców mają być śmieszne przechodzi ludzkie pojęcie. Jakieś sceny z sandałami, śpiewający, szarżujący Gollum, pełno sucharów. Miałem wrażenie, że cały film wmusza we mnie rozbawienie. Czarny charakter miał fajną motywację, ale po pierwsze, w pewnym momencie stał się typowym, karykaturalnym złolem - jak zaczął wrzeszczeć, że trzeba spalić roślinki i prawie udusił tamtą babkę. A po drugie, to jego przybycie do Wakandy, przekonanie wszystkich, że ma prawo do wzięcia udziału w wyzwaniu, przejęcie tronu i wysłanie broni na cztery strony świata, było strasznie naciągane i ekspresowe - jakby to nie było poważne państwo, tylko jakaś mała plemienna wioska. Jak zobaczyłem pierwszy odcinek "Korony królów" to śmiałem się, że jakiegoś nieznaczącego gościa wpuścili od razu do króla, posadzili obok i pozwolili mu pouczać Łokietka. Tutaj miałem podobne wrażenie :D
Ja rozumiem, że tradycja jest ważna, ale dla porównania - jak oglądam Valhallę w "Thorach" to wydaje mi się, że oni znają Szekspira. Przynajmniej symbolicznie, osiągnęli jakąś dojrzałość, władza ma prestiż, a rządzący byliby w stanie knuć, żeby tylko utrzymać władzę (np. Odyn jest takim władcą, który był w stanie niefajnie potraktować córkę). I tak powinno być. A klasa rządząca Wakandą zachowuje się jak naiwne dzieciaki w mgle. Jakim cudem państwo zarządzane tradycją, a nie rozsądkiem mogłoby się tak rozwinąć? Zezwolenie na rytualną walkę jest po prostu głupie. I To też przykład tej niespójności świata przedstawionego, pokazujący fasadowość Wakandy.
CGI miejscami mocno ssie (najbardziej w słabym finale, ale w sumie przez cały czas miałem poczucie, że patrzę na postaci wklejone w tło), a muzyka czasem w ogóle rozmija się z obrazem. Główny bohater nie ma zbyt wiele charyzmy i jest nudną postacią z nudnymi problemami. Ojciec zabił wujka i zostawił bratanka, no jasne, to na pewno jest największy problem królestwa :D To się łączy z poprzednim akapitem - Wakanda wygląda jak wizja dziesięciolatka na to jak powinno funkcjonować państwo i jaka jest rola władcy. Kupiłbym to w bajce, ale "Czarna Pantera" chce być poważnym filmem, opowiadającym o poważnych społecznych problemach - o sytuacji afroamerykańskiej społeczności.
I na dokładkę typowe rzeczy, jakie mnie wkurzają w filmach MCU. Niezniszczalny główny bohater - w stroju chyba nie można mu nic zrobić, ale to pikuś, bo tutaj dostaje jeszcze ze dwa razy włócznią i zostaje zrzucony w przepaść, a i tak żyje i ma się świetnie. Jak mam się emocjonować walkami, których prawie nie można przegrać?
Cieszę się, że chciało Ci się zebrać do kupy myśli, które mi latały po głowie po seansie, ale żal mi było poświęcać czasu na ich spisanie dla tego dość słabującego filmu. Podpisuję się pood Twoimi przemyśleniami odnośnie prezentacji przaśnej i kiczowatej Afryki (nota bene chyba tak każdy białas-kolonizator ją sobie wyobraża).
Sam film oceniłem jednak łagodniej, bo jakąś tam frajdę sprawił. Zobaczymy jak będzie po powtórce, na którą póki co nie mam najmniejszej ochoty.
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."
(06-05-2018, 14:11)patyczak napisał(a): To się łączy z poprzednim akapitem - Wakanda wygląda jak wizja dziesięciolatka na to jak powinno funkcjonować państwo i jaka jest rola władcy. Kupiłbym to w bajce, ale "Czarna Pantera" chce być poważnym filmem, opowiadającym o poważnych społecznych problemach - o sytuacji afroamerykańskiej społeczności.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy podczas seansu. Z tym, że nie zgadzam się z jednym. BP nie chce być poważnym filmem. Albo inaczej - nikt takowego wcale nie chciał zrobić. No ale to uroki podejścia do dzisiejszego kina superbohaterskiego i MCU. Kolejny, wycięty z kartonu, Marvel. Z tym, że tym razem z takiego ładniutkiego, czarnego :)
To ma być przede wszystkim efekciarskie kino superbohaterskie. Feige i spółka nawet nie udają, że ma być inaczej i że kiedykolwiek to się zmieni.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.