Cytat:No i ja lubię kino akcji, Gieferg z tego co pisze o swoich preferencjach chyba nie bardzo.
LOLz, to się dowiedziałem
13-10-2021, 20:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2021, 21:03 przez Gieferg.)
|
Bond - temat ogólny
|
Cytat:No i ja lubię kino akcji, Gieferg z tego co pisze o swoich preferencjach chyba nie bardzo. LOLz, to się dowiedziałem
13-10-2021, 20:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2021, 21:03 przez Gieferg.)
No u mnie trochę podobnie. Większość tych rozrywkowych produkcji z okresu 1970s czy 1980s lubię głównie z sentymentu (Bondy, komedie Mela Brooksa, W krzywym zwierciadle, Ghostbusters, dwa pierwsze Supermany...). Gdybym obejrzał takich "Trzech Amigos" mając lat 10, a nie 20 to też bym ten film lepiej oceniał.
13-10-2021, 20:56 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2021, 21:40 przez Kryst_007.)
Jest trochę filmów z 80s, które obejrzałem już po 20-tce czy nawet bliżej 30-tki, a mimo to polubiłem (np. Dirty Dancing, Roadhouse czy Over The Top) i mam wrażenie jakbym znał od zawsze. No ale to jednak 80s, a zasada o której mówiłem tyczy się głównie filmów starszych ode mnie. Jako nastolatek nie lubiłem też Star Warsów, to mi przeszło przy okazji Ep.III, ale z Bondem jakoś nie wyszło.
No i niektóre starocie które bardzo podobały mi się w dzieciństwie po latach uznałem za słabe (Birds, Spartacus, Too Late The Hero). 13-10-2021, 20:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2021, 21:41 przez Gieferg.)
A ja raczej nie mam czegoś takiego. Jest np. sporo filmów z lat 50-tych i 60-tych, które obejrzałem już w dojrzałym wieku i mi się spodobały. Choć rzeczywiście nie jest to kino akcji, a zwykle westerny lub wystawne sandałowe widowiska. Stare filmy generalnie dają radę - jeśli chodzi o dialogi, to często biją na głowę to, co się dzisiaj kręci. Ale sceny akcji, rzecz jasna, faktycznie odstają od tego, do czego obecnie jesteśmy przyzwyczajeni (choć np. wyścig rydwanów w starym "Ben Hurze" jest lepszy niż w tym nowym - no wiecie, tym którego nikt już nie pamięta, gdzie Morgan Freeman paradował z dredami).
13-10-2021, 21:30
Stare hollywoodzkie produkcje lubię sobie obejrzeć głównie dla tamtych praktycznych metod kręcenia. Kiedyś to producenci szaleli z wydatkami i się ścigali pod wzgledem skali rozmachu, a teraz to większość jest przy wstawiennictwie CGI, które paradoksalnie szybciej się starzeje.
![]() Choć przyznam, że w tamtych filmach drażni mnie ta częsta schematyczność z nijakimi protagonistami czy nudnymi wątkami miłosnymi na czele. Ale cóż - takie widzowie kiedyś mieli wymagania. 13-10-2021, 21:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2021, 21:48 przez Kryst_007.) Cytat:A ja raczej nie mam czegoś takiego. Jest np. sporo filmów z lat 50-tych i 60-tych, które obejrzałem już w dojrzałym wieku i mi się spodobały. Mam tak samo. Nigdy nie miałem uprzedzenia do filmów ze względu na rok powstania, czerń i biel lub to, że efekty powstały innymi sposobami (nawet często wole te starsze) i nieważne czy je po raz pierwszy obejrzałem kiedyś czy teraz. Dzięki temu nie ominęło mnie wiele wspaniałych rzeczy. Dla niektórych barierą nie do przejścia są napisy. Nie wiem jak to nowe pokolenie. Może z kolei nie widzą nic zachwycającego w niektórych klasykach lat 80. i 90. Niby takie traktowanie filmów kojarzy się z podejściem młodszych osób, ale ja jak zaczynałem odkrywać klasyki nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem osób w moim wieku z tymi samymi zainteresowaniami. Teraz może jest podobnie. Dobre filmy zawsze znajdą wielbicieli, ale część widzów z zasady nie ogląda a nawet pogardza tym co nie jest "na czasie". Kompletnie nie rozumiem takiego podejścia i nawet cieszę się, że nie rozumiem ale ok szanuję. 13-10-2021, 21:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2021, 21:50 przez Lashly.)
Zdecydowanie Dalton najlepiej dostarcza słynna kwestię. W dwa różne sposoby, ale za to jakie (zwłaszcza drugi raz).
https://www.youtube.com/watch?v=wa7U9uHl0Zc&feature=youtu.be Enviado desde mi Redmi Note 8 Pro mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
14-10-2021, 09:15
Widzę, że Living Daylights cieszy się poważaniem niektórych - to nie jest zły Bond, ale mi Dalton raczej nigdy nie podchodził i uważam go za najgorszego odtwórcę. Jest dla mnie za bardzo nijaki - dla kogoś może być to zimnokrwiste i bez emocji, ale dla mnie był po prostu bez charakteru, przez większość czasu snuje się po ekranie z jedną miną. Sam aktor chyba też z tego co kojarzę zbyt dobrze nie czuł się w tej roli i cóż, dla mnie to widać na ekranie.
W Living Daylights najbardziej podoba mi się ukazanie talibów jako bojowników o wolność, walczących ze złymi ruskimi - właśnie dla takich między innymi rzeczy lubię oglądać starsze Bondy
The key of joy is disobedience.
14-10-2021, 09:48 (14-10-2021, 09:48)deymos napisał(a): Widzę, że Living Daylights cieszy się poważaniem niektórych - to nie jest zły Bond, ale mi Dalton raczej nigdy nie podchodził i uważam go za najgorszego odtwórcę. Jest dla mnie za bardzo nijaki - dla kogoś może być to zimnokrwiste i bez emocjiPo miejscami autoironicznych występach Moore'a, nierzadko na granicy parodii (które bardzo lubię), Dalton przywrócił postaci Bonda szorstkość i bezwzględność. Fajnie łączył w sobie tę zimnokrwistość z urokiem. Moim zdaniem dobrze pasował na Bonda. Wierzę, że to jest gość, który potrafi z chłodem w oczach kogoś zabić, a potem iść na przyjęcie sączyć drinki i grać w karty. Trochę też zapowiadał Cragia, z nieco bardziej serio podejściem do tematu (co widać szczególnie w LTK, które jest w mniejszym stopniu Bondem, a w większym rasowym kinem akcji). Pomagał też fakt, ze Dalton sam wykonywał wiele ujęć kaskaderskich. Ja tam żałuję, że zagrał tylko w dwóch Bondach. deymos napisał(a): W Living Daylights najbardziej podoba mi się ukazanie talibów jako bojowników o wolność, walczących ze złymi ruskimi - właśnie dla takich między innymi rzeczy lubię oglądać starsze BondyZnak czasów To samo jest przecież w "Rambo III".
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
14-10-2021, 09:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-10-2021, 09:59 przez Dirk.)
No widzisz, a ja Living Daylights jeszcze lubię, ale LTK to dla mnie na pewno dolna 10 filmów z Bondem, bo zachowuje wiele tych głupszych cech, a brakuje jej tego co stanowi esencję Bonda. Nie dziwię się, że po tym filmie seria padła na ładnych kilka lat, na szczęście odrodziła się pięknie.
The key of joy is disobedience.
14-10-2021, 10:41
No ja też nie rozumiem stawiania LTK, które ma jakieś śmieszne wstawki komediowe, okropną piosenkę i traci tempo im bliżej końca filmu od TLD, które jest zwarte, płynne i ma fajny setting z Czechosłowacją na początku. W ogóle żałuję, że Bond tak rzadko wybywał za Żelazną Kurtynę
14-10-2021, 11:16
Traci tempo? Przecież cała sekwencja z ciężarówkami jest świetna, jedna z lepszych w cyklu. Zarzut o piosenkę tytułową jest dla mnie nietrafiony, ale ja w ogóle nie zwracam na czołówki i piosenki uwagi. Jedyne, które mi się podobały, to "A View to a Kill" i "Goldeneye".
Moim zdaniem LTK dobrze łączy typowe bondyzny (np. gadżety Q) z bardziej poważnym akcyjniakiem. Znacznie lepiej niż najnowszy NTtD. A TLD też bardzo lubię. Czechosłowacja jest bardzo klimatyczna, ale też ma fajny pościg z nowym Astonem Martinem. No i pojawia się John Rhys Davies. Lubię też ten feeling schyłku Zimnej Wojny.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
14-10-2021, 11:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-10-2021, 11:41 przez Dirk.) Cytat:Traci tempo? Przecież cała sekwencja z ciężarówkami jest świetna, jedna z lepszych w cyklu.Ostatnią powtórkę całej serii robiłem prawie 5 lat temu, więc może muszę sobie to odświeżyć, ale z tego co pamiętam to pod koniec Licencji już usypiałem, a sama sekwencja z ciężarówkami wydała mi się niemiłosiernie głupia (stawianie ciężarówki na dwóch kołach? wtf?) i wręcz obraźliwa względem powagi całej fabuły. Tak samo obraźliwe jest to śmieszne intro z misją dwóch agentów tuż przed ślubem jednego z nich, wyjęte rodem z późnego Moore'a. No sorry, ale albo bawimy się w Bonda na serio, albo nie. LTK jest masakrycznie rozdarte między dwoma światami, tak jakby ktoś zespolił ze sobą dwie różne fabuły (dokładnie ten sam problem co w Spectre). 14-10-2021, 11:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-10-2021, 11:45 przez Corn.)
I mnie LTK znudziło wręcz, dla mnie pomieszanie konwencji było tu zbyt duże, za mocno się to gryzło. Poważny niby film i te skoki prosto na wesele, różne komediowe wstawki.... no nie leżało mi to.
The key of joy is disobedience.
14-10-2021, 12:39
Dla mnie LTK, pod kątem widowiskowości i powagi, nie odstaje znacząco w żaden sposób od ówczesnych akcyjniaków (uezględniając, że zawiera kilka dodatkowych, bondowskich sznytów). Sądzę jednak, że generalnie połączenie realizmu z typowymi dla serii sekwencjami udało się tutaj bardzo dobrze. O wiele lepiej niż u Craiga (gdzie realizm z CR wyszedł, ale mieszanie ich z elementami zaczerpniętymi z korzeni serii w "Spectre" i NTtD zupełnie nie). No, jeden motyw, który w LTK rzeczywiście jest jak z czasów Moore'a, to jak ten gość się nadyma w komorze ciśnieniowej. Ale tu niepoważna jest tylko realizacja, bo sama śmierć okropna i bolesna.
TLD też ma kilka rzeczy wziętych rodem z Moore'a - na przykład to przecięcie nadwozia samochodu czechosłowackiej milicji laserem. I potem karoseria malowniczo zjeżdża z podwozia, na co Dalton rzuca żarcik o korozji. Ale ja cenię oba Bondy Daltona i w sumie nie wiem, który bym wybrał jako lepszy.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
14-10-2021, 13:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-10-2021, 13:10 przez Dirk.) Cytat:TLD też ma kilka rzeczy wziętych rodem z Moore'a - na przykład to przecięcie nadwozia samochodu czechosłowackiej milicji laserem. I potem karoseria malowniczo zjeżdża z podwozia, na co Dalton rzuca żarcik o korozji.Owszem, ale TLD nie udaje poważnego sensacyjniaka tylko jest szpiegowską przygodówką. Ten sam rodzaj sceny, ale w innym kontekście daje inny wydźwięk całości. 14-10-2021, 13:29
Ale przecież TLK w żadnym momencie nie udaje, że odrywa się od korzeni. Owszem, ciężar jest przesunięty nieco bardziej w stronę akcyjniaka, jest kilka wyjątkowo brutalnych jak na serię scen, ale generalnie cały czas czuć, że to nadal jest Bond. W tym sensie LTK kontynuuje to, co rozpoczęto w TLD, czyli zejście na ziemię po bujaniu w obłokach w czasach Moore'a. Nawet można wydźwięk LTK zinterpretować tak, że skoro 007 działa tym razem nieoficjalnie, niejako poza prawem, to i sam film jest nieco inny
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
14-10-2021, 13:35
Bondy z Daltonem są w ciul dobre, piosenki to ścisły top serii i jego mafia też.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン #Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D 14-10-2021, 19:30
No, piosenka Aha to ścisły top. Piosenka tej czarnej piosenkarki to pedalskie smęty godne Sama Smitha, totalnie nie oddające ciężaru filmu ;)
14-10-2021, 19:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-10-2021, 19:40 przez Corn.) |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Quantum of Solace (Bond 22) | Q | 498 | 81,403 |
16-12-2025, 00:15 Ostatni post: samuuel |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |