Bondy sprzed ery Craiga
#61
(17-01-2013, 12:07)shamar napisał(a): Sugerujesz mi, ze jestem, nie dość, że ślepy i sklerotyk, to jeszcze głuchy?
Bo wydaje mi się, że motyw był też podczas 1. pościgu i podczas pacyfikacji Silvy. Czyli już są 3.

Bond theme leciał tylko w jednej scenie (z DB5). Przesłuchałem kiedyś cały soundtrack i nie kojarzę, czy były tam jakieś trzy sekundowe wstawki z motywu przewodniego Bonda z inną aranżacją (choć nie sądzę, w filmie kojarzę tylko motyw bondowy gdy Craig widzi wybuchającego Astona w finale), ale na dziś dzień nie sugeruję, tylko stwierdzam - jesteś głuchy. Język

Phil - LaLD to IMO najlepszy Bond z Moorem, więc czekam na to co myślisz o jego następnych filmach.

Odpowiedz
#62
Jedna wstawka jest na początku, ale to są jakieś 4 nuty, gdy Bond pojawia się na ekranie i bynajmniej nie widzę w tym nic nachalnego. Druga aranżacja pojawia się w momencie gdy rozwalają Astona Martina - wtedy zbliżenie na wkurwioną twarz 007 i ostre, charakterystyczne nuty - coś pięknego.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#63
(18-01-2013, 15:24)Mefisto napisał(a): Jedna wstawka jest na początku, ale to są jakieś 4 nuty, gdy Bond pojawia się na ekranie i bynajmniej nie widzę w tym nic nachalnego. Druga aranżacja pojawia się w momencie gdy rozwalają Astona Martina - wtedy zbliżenie na wkurwioną twarz 007 i ostre, charakterystyczne nuty - coś pięknego.

Jest też podczas schwytania Silvy, i to trwa, i trwa, i trwa...
A mnie już ta początkowa wstawka rozdrażniła - była sygnałem, że to nie jest "Casino Royale", ani nawet "QoS". Że Mendes idzie ścieżką tamtych Bondów, choć z Bondem-Craigiem nie jest to do końca możliwe.

Odpowiedz
#64
(18-01-2013, 23:29)Crash napisał(a): Jest też podczas schwytania Silvy, i to trwa, i trwa, i trwa...

Pisałem to a mi zarzucają brak słuchu.

welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#65
(18-01-2013, 23:29)Crash napisał(a): Jest też podczas schwytania Silvy, i to trwa, i trwa, i trwa...

No jest, ale bez przesady - znowu kawałek na rzecz zwycięstwa i nic więcej.

Cytat:A mnie już ta początkowa wstawka rozdrażniła - była sygnałem, że to nie jest "Casino Royale", ani nawet "QoS".

Sorry, ale to bzdurne dopisywanie ideologii. Pojawia się 007 na ekranie i jest krótki, parę nutek jedynie fragmentu identyfikującego. Tyle. Nic ponadto. Zresztą i w CR i w QoS także miałeś jednoznaczne momenty albo sięgania po typowo bondowskie nuty albo po sam temat i jakoś nikt się nie czepiał.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#66
Przed tobą najtrudniejsze - Moonraker. Jak go przetrwasz (czego nie wykluczam, bo film nawet fajnie bawi) to reszta będzie czystą przyjemnością aż do fatalnego DAD. Oczko

Odpowiedz
#67
(21-01-2013, 23:09)Juby napisał(a): ...aż do fatalnego DAD. Oczko

Najlepsze jest to, że nienawidząc komiksowej bondowości DAD mi się podobał.

welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#68
(23-01-2013, 00:51)Phil napisał(a): Ale w kosmosie już nużący, odpychający i bezsensowny. 3/10

Z tego zapamiętałem tylko scenę końcową, gdzie Bond ma posuwać panienkę a ekipa obserwuje go "z kamery". I wcale nie jest to dziwne, że ten obraz z kamery profesjonalnie zmienia kadry.

welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#69
Niedawno leciało Goldeneye w tv, oglądałem fragmentarycznie i to było tak złe, jak zapamiętałem. Brosnan jako 007 bardzo sympatyczny i fajny, ale fabuła durna. Scorupco fatalna aktorsko, a Famke Janssen ma zupełnie przerysowaną, idiotyczną rolę, która mnie jedynie denerwowała.
Jedyny plus tego filmidła to piosenka Tiny Turner i teledysk do niej.

Odpowiedz
#70
(26-01-2013, 00:34)paj napisał(a): Jedyny plus tego filmidła to piosenka Tiny Turner i teledysk do niej.

Oświeć mnie - co takiego jest zajebistego w tym teledysku.

welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#71
(26-01-2013, 00:34)paj napisał(a): ale fabuła durna.

Wow, to tak jakby napisać, że w harlequinach się całują Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#72
Straszne - nie zmienia to jednak faktu, że 90% Bondów to z reguły głupiutkie, często pretekstowe fabuły o szaleńcu chcącym przejąć świat. Ale w sumie fakt, zapominam, że na tym forum nawet od Gumisiów wymaga się realizmu rodem z ulic Bostonu.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#73
Ja mam takie zdanie, że film w świecie Gumisiów, Królewny Śnieżki, Gwiezdnych Wojen czy Bonda może być realistyczny i niegłupi przy okazji nie tracąc nic ze swojego klimatu, a może też być głupi jak but i niektórzy będą argumentować, że inaczej się nie da bo to przecież X i tam nie ma miejsca na realizm.

Odpowiedz
#74
Oczywiście, że może. Ale nie znaczy to od razu, że wszystko co nakręcono do tej pory i co przez X lat charakteryzowało się właśnie takim, a nie innym podejściem należy od razu mierzyć tą samą miarą.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#75
No ale akurat Bonda można, bo realistyczne intrygi były na samym początku serii (Pozdrowienia, Goldfinger) a potem zaczęło się radosne ratowanie wszechświata latając jetpackiem.

Odpowiedz
#76
Cytat: zapominam, że na tym forum nawet od Gumisiów wymaga się realizmu rodem z ulic Bostonu.
Tekst roku! Uśmiech
Hail to the king, baby!

Odpowiedz
#77
(26-01-2013, 16:07)simek napisał(a): No ale akurat Bonda można, bo realistyczne intrygi były na samym początku serii (Pozdrowienia, Goldfinger) a potem zaczęło się radosne ratowanie wszechświata latając jetpackiem.

Pierwszy był akurat Dr No - wiesz, ten film, gdzie na Jamajce szaleje chiński naukowiec ze sztuczną ręką (zresztą w Goldfinger i Pozdrowieniach też miałeś WIDMO z kosmosu i kolesia, który rabuje Fort Knox - realizm jak chuj). Zresztą przeczytaj sobie jakikolwiek pierwowzór książkowy - nawet jeśli intrygi bywają bardziej poważne, to już sam Bond mniej. Bo to taki świat.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#78
GoldenEye ma lepszą (czyt. mniej głupiutką) fabułę od większości Bondów. Zresztą przestałem czytać wasze wypowiedzi, po tym jak ktoś wspomniał (w negatywnym tego słowa znaczeniu) o roli Famke Janssen.

Odpowiedz
#79
(26-01-2013, 00:34)paj napisał(a): (...) a Famke Janssen ma zupełnie przerysowaną, idiotyczną rolę, która mnie jedynie denerwowała.

Chyba jednak nie w tym przypadku.

Odpowiedz
#80
Co ja się dowiaduję? To GoldenEye nagle jest jednym z lepszych Bondów według was? Porażające nieporozumienie. Ja na przykład znam z dziesięć lepszych pod względem fabuły filmów o Bondzie.
Tak, Famke Janssen jest w tym filmiku idiotyczna - nimfo-sadystka. Groteskowe połączenie, dla mnie całkowicie chybione. Iza Scorupco też była zresztą beznadziejna. Rolami kobiecymi to ten Bond raczej nie stał.

GoldenEye uznaję za jeden z najsłabszych odcinków serii, trochę lepszy niż Skyfall, poziom filmów z Daltonem. Jednorazowe patrzydło.
I tak, nawet filmy o 007 mogą mieć fabułę nieco bardziej zaawansowaną. I zdarzało się.

A teledysk do piosenki tytułowej to przecież bardzo porządna robota.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości