Brazil
#1
Post ten dedykuje Douglasowi Daryenowi Walkerowi znanemu też pod pseudonimem artystycznym "Nostalgia Critic"; bezpośrednio po jego rekomendacji obejrzałem ów kapitalny film Oczko
[Obrazek: brazill1.jpg]

Nie bardzo wiem co napisać mądrego o tym dziełku, więc streszczę fabułę: mamy totalitarną przyszłość w jakimś anglojęzycznym kraju. Jednym z jego mieszkańców jest drobny urzędas Sam Lowry. Ma on bogatą wyobraźnię, romantyczne marzenia oraz starą i apodaktyczną matkę na karku. Splot okoliczności sprawia, że spotka kobietą swoich marzeń i... stanie się wrogiem systemu.

Przede wszystkim trzeba obejrzeć ten film ze względu na walory wizualne, na wyobraźnie reżysera(każdy odlot Lowry'ego był również odlotem dla mnie - tyle, że estetycznymOczko oraz sposób prowadzenia kamery - ale to powinno być jasne dla każdego, kto już trochę Gilliama liznął. Od strony merytorycznej również jest bez zarzutu - jest i śmieszno, i straszno. Jednocześnie.

W warstwie, ekhem, satyrycznej kryje się sporo perełek np. 'zabójcze' kliniki odmładzania, wróg ludu to skuteczny hydraulik(czadowa rola DeNiro) - ćwierć wieku temu to musiał być niezły żart. Teraz wystarczy włączyć wiadomości...życie przegoniło w absurdzie nawet pythonów.

Post jest na razie strasznie krótki, więc dopiszę coś o aktorstwie. A z góry zaznaczam - jest o czym. Wspomniałem już o Roberciku. On jednak robi tu tylko za solidny drugi plan. Na pierwszym lśni Jonathan Pryce. Ponoć Gilliam obiecał mu tę rolę na początku lat 70, i dobrze, że nie zmienił zdania, bo Pryce wywiązał się z tego zadania ferpekcyjnie. Taki korporacyjny szczurek, oportunista, Józef K. obdarzony dziecięcą naiwnością i romantyzmem - ciężko było to wszystko zmieścić w spójnej kreacji, ale się dało. Drugi plan dzielą między siebie Robert DeNiro, Bob Hoskins, Ian Holm, Michael Palin i Jim Braodbent, zaś za piękniejszą stroną obsady robi Kim Griest. Nie chcę mi się wrzucać tu jej zdjęcia. Zresztą są google, nie? Uśmiech

Nie chciałbym żyć w takiej dystopii, ale oglądać bym ją mógł na okrągło.
9+/10

A, no tak. Zapomniałbym o najważniejszym --->

Rated R for some strong violence

Odpowiedz
#2
Kwintesencja gilliamowskiego stylu wraz ze swoimi przyległościami więc jeżeli nie pasuje komuś baśniowy styl Terrego to może nie strawić tego dania. Nie bez wpływu na geniusz filmu jest też okres w jakim powstał, jasne że lata 80. Język W najbliższym plebiscycie pewne TOP10.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ   グシャグシャ   バキバキ    ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz
#3
1984 w duchu Monty Pythona - świetny film, znacznie lepszy od bezjajecznej "oficjalnej" ekranizacji prozy Orwella. No i ta końcówka - przez chwilę naprawdę uwierzyłem, że może jednak...
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#4
Cały wczorajszy wieczór i dzisiejsze przed- i popołudnie zastanawiałem się czego zabrakło w opisie. Już wiem czego. Wszyscy leżymy w rynsztoku, ale są wśród nas tacy, co spoglądają w gwiazdy. Sam Lowry pewnie by się pod tym podpisał.

Odpowiedz
#5
[Obrazek: brazil_babyface.jpg]
Kult.

Odpowiedz
#6
Chyba czegoś brakuje w poście powyżej...
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ   グシャグシャ   バキバキ    ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz
#7
Kazika.

Odpowiedz
#8
Poprawione.
@Crov - dobry, "studęcki" żart. Uśmiech

Co do filmu - obok "Fear and Loathing in Las Vegas" mój ulubiony Gilliam. Trochę szkoda, że pan Terry coś ostatnio obniżył poziom i od właśnie 'Fear and Loathing' nic ciekawego nie zrobił.

Odpowiedz
#9
E tam. Bracia Grimm byli spoko. Efekty w tym filmie to porażka, a fabuła jest kiepska, ale to, co tam wyczyniają Stormare, Pryce, Damon i Ledger to po prostu czysty, surrealistyczny fun. To samo w sumie można powiedzieć o Parnassusie. Fakt, że fabularnie Gilliam robi się coraz słabszy, ale widać, że skupia się na bohaterach - i jego filmy są dzięki temu dobre.

Odpowiedz
#10
Po latach nadrobiłem „Brazil”. Co tu dużo pisać – jeden z najlepszych filmów Gilliama, gdzie w pełni mógł rozwinąć skrzydła jak twórca. Wizualna są pierwszorzędne. Retrofuturyzm jest obecny na każdym kroku  i działa kontekście na poły onirycznego dystpijnego świata. Film to z jednej strony doskonała satyra na konsumpcjonizm i biurokrację a z drugiej całkiem sprawnie wpasowuje się w klimat „1984” Orwella. Oczywiście nie jest wielką tajemnicą, że film Gilliama to przetworzenie słynnej książki, zresztą początkowo miał on mieć tytuł „1984 ½”.



Jonathan Pryce w jednej ze swoich najlepszych ról, o ile nie najlepszej. Wtóruje mu świetny drugi plan z Hoskinsem, de Niro i  Kim Greist na czele.

Co do zakończenia, to cóż… nic nie jest tak proste jak by się chciało.

Wracając zaś do strony formalnej, cały czas byłem pewien, że osiedle Lowry’ego  to miniatury tymczasem to prawdziwy kompleks mieszkalny we francuskim miasteczku  nieopodal Paryża.

http://movie-locations.com/movies/b/Brazil-1985.php



Ponadczasowa scena Oczko

Odpowiedz
#11
A więc powyższe lokacje to nie dzieło scenografów? Kolejna rzecz o tym wielkim filmie, której nie wiedziałem. Dzięki!

Odpowiedz
#12
(22-05-2012, 21:10)SonnyCrockett napisał(a): Kwintesencja gilliamowskiego stylu wraz ze swoimi przyległościami więc jeżeli nie pasuje komuś baśniowy styl Terrego to może nie strawić tego dania. 
Cóż, to właśnie ja Uśmiech
Nie jestem fanem Monthy Pythona pod względem czysto filmowym, to znaczy, że humor lubię, ale reżysersko oba kinowe wcielenia są mocno średniawe, a podczas oglądania Brazil miałem bardzo mocne wrażenie, że to właśnie Monthy Python w fatałaszkach sci-fi i zwyczajnie przeszkadzało mi to pomieszanie poważnego (?) dramatu sci-fi, dystopii z komedią, dla mnie to się po prostu nie klei, czuję dysonans patrząc na tą całą groteskę.
Poczytałem sobie parę pochwalnych tekstów i kiwałem głową, że tak, tak, no teoretycznie to wszystko się zgadza i to mogło być arcydzieło, ale nijak nie zmienia to faktu, że seans nie należał do najprzyjemniejszych, miejscami się nudziłem, byłem znużony na przykład nadekspresyjnym aktorstwem Pryce'a: ja nie lubię, gdy fajtłapowatość bohatera odgrywa zbyt dużą rolę, poza tym do większości bohaterów mam taki zarzut, że oni się zachowują, jakby wiedzieli, że żyją w satyrycznym, a nie prawdziwym świecie, którego absurdy sprawiają, że dla widza jawi się jako satyra.
Krótko mówiąc: pomysł na film, dystopijna wizja: tak, wykonanie: nie. Ode mnie 6/10

Odpowiedz
#13
Oglądając to miałem wrażenie jakby Burton bardzo dużo zaczerpnął ze strony wizualnej filmu - a nawet kilku scen - w "Batmanie".
Sam "Brazil" z kolei ma w sobie trochę "Blade Runnera".
A, i chyba wiem co zainspirowało tą scenę




Ale Sam Lowry (Pryce) to chyba najbardziej irytujący protagonista ever, bije nawet bohatera "Moon Knighta".

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości