01-07-2014, 17:10
|
Californication
|
|
Obejrzałem przedostatni odcinek, był taki słaby, że postanowiłem o tym napisać. Osobno napiszę czy finał był tak samo słaby - on zadecyduje czy temu sezonowi przyznam 2/10, czy może jakimś cudem 3/10 :p
Przy każdym kolejnym pojawieniu się na ekranie Levona mam nadzieje, że to będzie w końcu ta scena, kiedy dostaje wyniki badań, że ani trochę nie jest synem Hanka. Dalej nie pojmuję jak ktoś mógł wpaść na pomysł, żeby w ostatnim sezonie przyprawić Hankowi syna - żałosnego debila tracącego dziewictwo z dziwką za pieniądze taty. 04-07-2014, 10:56 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-07-2014, 08:01 przez simek.)
Obejrzałem finał. Po raz pińcet trzydziesty siódmy zrobiło mi się przykro, jak kapitalny mógłby to być serial, a jak gówniany jest. Jak dobrze, że to koniec.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie. Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier 07-07-2014, 22:27
Powinienem dostać rentę albo medal za obejrzenie tego gówna do końca, albo i jedno i drugie :)
Najbardziej znamienny jest chyba list Hanka, list w którym uznany pisarz dał radę w 5ciu zdaniach wcisnąć z 10 wulgaryzmów, a scenarzysta każe mi wierzyć że wszystkim laskom w samolocie zrobiło się od tego mokro, a Karen zapomniała o ostatnich 15 latach patologii :) You never go full retard...
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
19-07-2014, 07:34
Ostateczna ocena Californication:
S1: 7/10 S2: 8/10 S3: 5/10 S4: 7/10 S5: 6/10 S6: 7/10 S7: 1/10 średnia wychodzi 5,9 26-07-2014, 16:02
wielce łaskawie :)
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
30-07-2014, 16:41
Właśnie odświeżam sobie poprzednie sezony (jestem w połowie czwartego). Oczywiście lepsze to niż tegoroczna padaka, ogląda się przyjemnie, bo zabawne to, stylowe, dobrze zagrane i momentami z sercem, ale binge-pochłanianie sezonów jeden po drugim, bez przerw, jeszcze bardziej uwypukliło mi jedną z głównych przywar serialu. Zawsze wkurzało mnie w Californication, moralne jechanie po Hanku, jak po totalnym degeneracie i zjebie, mimo że nie przekładało się to tak naprawdę na jego decyzje i zachowanie (przynajmniej nie w takim stopniu, do którego próbują nas przekonać scenarzyści). Californication to klasyczny przykład scenariusza, który próbuje sprzedać rzeczy, na które sam nie zarobił, wciskając widzowi do głowy fałszywe wnioski, które w żaden sposób nie wynikają z przedstawionej historii i czynów głównego bohatera. To oczywistości, o których w tym temacie już wspominano, ale oglądanie czterech sezonów, jeden za drugim, dopiero teraz uświadomiło mi jak bardzo ten serial jedzie na tym schemacie.
Praktycznie od początku 2 sezonu, Californication to nieustający ciąg moralizatorstwa, ciężkich przemówień i karcenia głównego bohatera jak psa, który nasrał na dywan w salonie. Oglądając sezon za sezonem, bardzo szybko te wszystkie kazania i tak samo brzmiące uwagi dotyczące rzekomo staczającego się na samo dno Hanka, zaczynają zlewać się w jedną całość. Praktycznie co odcinek Becca, Karen czy ktoś z jego znajomych i współpracowników robi Hankowi dołujący wykład. Tego rodzaju nieustające użalanie się nad bohaterem przez kilka sezonów, byłoby ryzykowne nawet wtedy, gdyby scenarzyści chcieli zrobić z tym coś konkretnego i odpowiednio, dojrzale rozwinąć (co w tym serialu oczywiście nie ma miejsca). Ale tutaj jest jeszcze gorzej, bo nie dość, że twórcy nigdzie tak naprawdę z tym motywem nie idą, to jeszcze właśnie nie pokazują niczego co wskazywało by na to, że Hank jest tak dużum degeneratem, jak próbuje nam się wcisnąć. Oglądanie Cali ciągiem, bez przerw jest przez to cięższe, bo nie tylko widać wtedy wyraźnie, że serial jedzie w pewnych względach cały czas na jednej nucie, ale również to nieustępliwe moralizatorstwo jest kompletnie puste i z czasem ostro irytujące. W połowie 4 sezonu musiałem na chwilę odpuścić, bo gdy mu wygłaszali grzechy na sali sądowej, to już nie mogłem zdzierżyć. Gdyby oceniać Hanka jedynie po wypowiedziach innych bohaterów, to można by pomyśleć, że scenarzyści to w swoich głowach wyobrażają sobie Moody'ego jako takiego kalifornijskiego Adasia Miałczyńskiego z "Wszyscy Jesteśmy Chrystusami". Nałogowca-inteligenta co to naobieca dziecku, że mu kupi prezent na gwiazdkę i spędzi kulturalnie z rodziną wieczór wigilijny, ale w końcu nie wytrzymuje, przepija całą kasę i zasypia przed klatką schodową, leżąc w śniegu i własnych rzygach, gdzie dzieciak rano widzi go z okna. Tyle, że problemy Hanka w serialu nie mają znamion nałogowca, który nie potrafi za żadne skarby przezwyciężyć uzależnienia, którym krzywdzi bliskich. Gdyby ktoś mnie zapytał czy dałbym radę wymienić choć jedną przykładową sytuację z serialu, w której Hank celowo, lub przez własną słabość charakteru, skrzywdził czy zawiódł swoją rodzinę, ze świadomością konsekwencji, to chyba nie byłbym wstanie nic wymienić mimo, że jestem świeżo po 4 sezonach. Brakuje w tym serialu jakiejś prawdziwej skuchy - sytuacji, w której Hank z pełną świadomością zjebał coś i zrobił czego od początku wiedział, że nie powinien, z powodu własnych słabości i uzależnień. Nawet tak zdawałoby się oczywistego przykładu - jak zdrada za plecami Karen (no brainer dla postaci mającą mieć rzekomy problem z seksem), w Californication brak. A tak serialowy Hank, to w sumie taka ciapa, który po prostu za często bzyka, i albo ma pecha, albo znajduje się w złym miejscu ze złymi ludzmi. A mimo tego opisują go jak degenerata. Gdyby się ogarnął i nie ciupciał na lewo i prawo, to część jego problemów by zniknęła, ale i tak w większości jego niesnaski, sprowadzają się do tego, że Hank z dobrych intencji miesza się w życie innych, albo do tego, że pobzyka sobie z jakąś panną bez zobowiązań (nie będąc oficjalnie z Karen), gdzie później okazuje się, że lasia jest kuzynem jego sąsiada, czy inny bullshit. Również postacie, które robią Hankowi wyrzuty, wychodzą z tego powodu, na dużo gorzej napisane, bo ich nieustający grandstanding jest w większości nieuzasadniony, a ich pretensjonalne mądrości fałszywe i puste. Taka Karen, która na początku, była postacią z krwi i kości, później zostaje sprowadzona do roli nieustępliwego, krytycznego głosu wobec Hanka i niczego poza tym. Z czasem widz zaczyna aż dziwić się co takiego ten człowiek w niej widzi, gdyż w późniejszych sezonach twórcy cały jej urok ograniczają do pary ładnych oczu, zamiast zrobić z niej dobrze rozpisaną postać, która miałaby coś własnego do powiedzenia, zamiast być ciągle odbijającą ścianą dla Moody'ego. Podobnie z Beccą - jej shtick był uroczy gdy grała dzieciaka, ale człowiekowi na studiach coś takiego już nie przystoi ;) Co ciekawe, już w pierwszym sezonie, bodajże w odcinku, w którym Moody'iemu umiera ojciec, Hank ma jeden moment, który ładnie podsumowuje mój własny stosunek do tej fabuły. Gdy Charlie próbuje przekonać Moody'ego by ten stawił sie na pogrzebie ojca, Hank ma chwile słabości i zamiast robić minę zbitego psa i przyjmować krytykę, tak jak robił przez 7 sezonów, to ten wkurza się i odpowiada Charliemu, że ciągle ktoś poucza go odnośnie tego jak ma żyć, a jednak gdziekolwiek się nie obejrzy, tam widzi ludzi, których życie jest nieporównywalnie bardziej popaprane. Pociągnięcia tego poglądu w późniejszych sezonach brak :)
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
30-07-2014, 21:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-07-2014, 23:56 przez Proteus.)
Sama prawda. W ogóle Cali jest serialem o którym można gadać godzinami/zapisywać kolejne strony tematów jaki to mógł być zajebisty, ale nie jest. Nie znam drugiego takiego, żeby to tak wkurzało, ten niewykorzystany potencjał.
Sam pewnie zrobię sobie jeszcze kiedyś powtórkę(bez siódmego sezonu, bo nie ma tam NICZEGO co by mnie zachęcało do ponownego obejrzenia, a sama końcówka dużo lepiej się nadaje na koniec serialu niż ta prawdziwa), bo coby nie mówić o poziomie i jak nie narzekać, to ogląda się to kapitalnie. 30-07-2014, 22:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-07-2014, 22:34 przez simek.) (30-07-2014, 21:21)Proteus napisał(a): Gdyby ktoś mnie zapytał czy dałbym radę wymienić choć jedną przykładową sytuację z serialu, w której Hank celowo, lub przez własną słabość charakteru, skrzywdził czy zawiódł swoją rodzinę, ze świadomością konsekwencji, to chyba nie byłbym wstanie nic wymienić mimo, że jestem świeżo po 4 sezonach. Jak dla mnie to jest oczywisty sens tego serialu - Hank jest Inteligentem-Idealistą i przez to ciągle pakuje się w kłopoty, w dodatku na to lecą laski i przez to pakuje się w kłopoty dodatkowo. Plus - ma pecha - i skutkiem czego jego wspaniała wybranka serca i córka ciągle mają do niego o coś pretensję - ale wszyscy wiemy, że to złoty chłopak. Doskonałym przykładem jest sytuacja kiedy Hank daje w mordę bucowi w kinie - oczywistym jest, że nie jest to jednak społecznie akceptowane zachowanie, czy coś co podobałoby się żonie czy córce, ale jednocześnie jest to coś, co każdy widz chciałby zrobić. To jest schemat, który w tym serialu wszyscy kupowali i wszystkim się podobał. A potem skończył się tak naprawdę sensowny materiał, nie można było pokazywać tego samego w kółko więc trzeba było coraz dalej przesuwać granicę - skutkiem czego Hank w późniejszych sezonach staje się prawdziwym patolem - i to moim zdaniem już się kompletnie nikomu nie podobało - jak np. Hank wpadający do domu Karen i wszczynający bójkę z jej gościem.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
31-07-2014, 15:39
Nie do końca. Tj. jest tak jak mówisz, ale to bardziej chodzi o to, że serial nie rozumie, co się dzieje na ekranie - że tak to okresle. :) Bo pokazuje jakieś wydarzenia, ale konsekwencje tych wydarzeń daje wedle widzi misie scenarzysty. No bo sory, Hank przez te sezony nigdy nie robi czegoś niczego strasznego, ale scenarzysta ostatecznie zawsze udaje, że tak właśnie jest (vide motyw z możliwym ojcostwem Hanka w drugiej serii). Potem jest podobnie, jak robi jakieś debilne rzeczy (patole, jak to nazwales) i udaje, ze powinnismy mu kibicowac.
Okropne, to jeden z najgorszych wad u twórcy. 31-07-2014, 19:58
No ale ta sytuacja z początku serialu jest jak z wzbudzaniem uczuć do np. płatnego zabójcy. Płatni zabójcy to zwykle sympatyczne odludki, zabijają tylko złych gangsterów, nigdy kobiety i dzieci, piją mleko i hodują paprotki, mimo to wszystkie napotkane postacie mówią im, że takie mordowanie ludzi to patolstwo - tak jest z Hankiem na początku californication. I przecież wiadomo, że nie zrobi niczego na prawdę patolskiego bo od razu by sympatię widzów stracił, dokładnie tak jak kiedy płatny zabójca skręciłby kark matce dwójki dzieci bo potrąciła go na chodniku. To jest schemat nie do obejścia, bez robienia poważnego dramatu (bo np. Hank się schlał i obił Karen gębę.)
Poza tym na początku serialu chyba nie ma mowy o tym, że Hank jest jakimś degeneratem, raczej, że po prostu nie spełnia standardów Karen będąc zbyt dużym lekkoduchem i Hedonistą - nawet Runkle na początku jest tylko kolesiem który dał się nagrać waląc konia a nie obleśnym zwyrolem. Niestety, serial odniósł sukces i scenarzyści nie mogli pozwolić Hankowi nawrócić się i zostać przykładnym mężem i ojcem (tak jak to powinno było mieć miejsce góra po 3cim sezonie) - hajs się musi zgadzać więc trzeba było ciągnąc schemat dalej, stąd Hank nawet po 50ej całkowicie już słusznej i adekwatnej gadce umoralniającej wstaje ściągnąć kreskę i stuknąć jakieś dziwki - show must go on...
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
31-07-2014, 20:29 (31-07-2014, 20:29)Negatywny napisał(a): Poza tym na początku serialu chyba nie ma mowy o tym, że Hank jest jakimś degeneratem, raczej, że po prostu nie spełnia standardów Karen będąc zbyt dużym lekkoduchem i HedonistąChyba juz od poczatku mowi sie o tym, ze jest alkoholikiem. A Karen w sumie nie wiadomo o co chodzilo. Niby mieli trudności w porozumieniu (i Bill ją rozumiał ble, ble, jest to ogolnie malo sensowne), ale potem ona wydaje sie czepiac, ze on dyma panny, co jest o tyle debilne, ze kiedy z nią jest nawet nie ma w nim krzty chęci zdrady czy szczegolnego flirtowania z innymi. 31-07-2014, 20:33 (31-07-2014, 20:33)Crov napisał(a): Chyba juz od poczatku mowi sie o tym, ze jest alkoholikiem. No nie wiem, bardziej tak ku przestrodze, nie pij tyle bo zostaniesz alkoholikiem. Mi też tak mówi rodzina, a nie leżałem jeszcze nigdy zaszczany pod drzwiami ;) Poza tym to chyba jasne, że widz ma mówić: no co ty Karen nie będź głupia, Hank to zajebisty koleś, na co czekasz dziewczyno. A tu się z perspektywy czasu jednak okazuje, że Karen miała rację, bo ostatecznie Hank skończył nie jako alkoholik, tylko jako zwykły pijak, a ona już widziała wcześniej na co się zanosi ;)
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
31-07-2014, 21:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-07-2014, 21:38 przez Negatywny.)
Hank też nie. Jego straszne alkoholowe wybryki to budzenie się z pieknie wyrzeźbionym brzuchiem i super-modelką w łóżku.
31-07-2014, 21:37
Też mi to spokoju nie dawało - Hank tylko opierdala się i chleje całymi dniami, 40 na karku, a tu panie chłopisko jakby hantli z rąk nie wypuszczał - telewizja kłamie ;)
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
31-07-2014, 21:43 Negatywny napisał(a):zabijają tylko złych gangsterów, nigdy kobiety i dzieci, piją mleko i hodują paprotki, Leon zabijał także funkcjonariuszy policji (nie mówię o psychopatach z DEA). 31-07-2014, 22:44 (31-07-2014, 22:44)Mental napisał(a): Leon zabijał także funkcjonariuszy policji (nie mówię o psychopatach z DEA). Ale w obronie własnej, heloł? :)
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
31-07-2014, 23:06 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-07-2014, 23:06 przez Negatywny.)
Ja właśnie nadrobiłem ostatni sezon Cali i muszę przyznać - nie licząc bardzo przeciętnego finalu - że cały sezon mi się podobał. W ogóle to jest niesamowita sprawa - 10 odcinków oglada mi się znakomicie, później wbija Becca i już chuyowo. Coś jak z córką Brodyego w Homeland, nie da się jej oglądać na ekranie.[/align]
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
18-08-2014, 21:24
Z radością przyjąłem informację, że wreszcie skrócono męki Hanka i ukręcono Californication wychudzony, naznaczony śladami zmęczenia łeb.
Nadrobiłem 3 ostatnie sezony i pomimo okazjonalnych bananów na twarzy i kilku prychnięć dobrze czułem, by olać ten serial dopóki go w końcu nie zakończą. Kiszka i jechanie na filozofo-dupo-schemacie co sezon wymieniając jedynie galerię cipek i dodając okazjonalnie jakiś motyw przewodni, który i tak rozmywa się pod wiecznym odbijaniem toksycznej piłeczki Hank-Karen. Lubię ten serial za ogólnie pojętą atmosferę LA i taki przyjemny luz, którego ze świecą szukać w innych produkcjach, ale cała drama głównego bohatera stała się nudna już w trakcie 2 sezonu przeradzając się z serialu obyczajowego w gimnazjalne wyobrażenie nt. dorosłości. Finalne odcinki to szczytowe wręcz namnożenie skopanych tematów, które mogły chociaż w połowie zbliżyć się poziomem do kapitalnego sezonu 1 (na którym serial powinien się zakończyć). Bardziej niż bohaterów żal mi było tego porzuconego Porsche na tle zachodzącego słońca... :( 23-09-2014, 18:16 |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |







